Znaczny zasięg zjawiska
To, co się stało w dolinie San Luis, było pierwszym z długiej serii podobnych zdarzeń. Dziś nie sposób już zliczyć wszystkich książek i filmów wideo poświęconych przypadkom zdumiewających okaleczeń krów i innych zwierząt gospodarskich w Stanach Zjednoczonych i Kanadzie. Autentyczność tego zjawiska nie może budzić wątpliwości, jeśli wziąć pod uwagę liczbę i rangę badaczy oraz świadków, a także ilość zgromadzonej dokumentacji fotograficznej. Dziennikarka Linda Moulton Howe opublikowała część tych materiałów w dwóch książkach i zrealizowała na ten temat cztery filmy wideo . Jeden z nich, A Strange Harvest ("Zadziwiający urodzaj"), pokazany w 1980 roku w telewizji amerykańskiej, spotkał się z dużym zainteresowaniem.
Zjawisko okaleczeń zwierząt, którego początki sięgają lat sześćdziesiątych, urosło do znacznych rozmiarów w latach siedemdziesiątych. Od tamtego czasu sprawa nie utraciła aktualności, sygnały na ten temat nadal napływają z całego świata. W Stanach Zjednoczonych do dziś oficjalne wyjaśnienie sprowadza się do wersji o drapieżnikach. Urąga ono zdrowemu rozsądkowi i stanowi wyzwanie dla farmerów, którzy ponoszą konsekwencje tych niewytłumaczalnych szkód. Rozważano również hipotezę o sektach satanistów, ale i takie przypuszczenie trzeba było odrzucić. Rodzaj okaleczeń nie tylko nie odpowiada praktykom stosowanym przez te sekty, ale przecież na ziemi nie znaleziono żadnych śladów. A ponadto mimo zapowiadanych przez policję i farmerów nagród nie udało się znaleźć winnych.
Nie ulega wątpliwości, że omawiane zdarzenia wiążą się z pojawianiem się UFO. Od 1967 roku świadkowie zauważają je w pobliżu miejsc znalezienia zmasakrowanych zwierząt. Tak było w przypadku wspomnianego już doktora Altshulera tuż przed rozpoczęciem przez niego badań w regionie Parku Narodowego Great Sand Dunes w stanie Kolorado. Słyszał on o obserwacjach UFO na tym terenie, postanowił więc udać się tam i czuwać przez kilka nocy. Jednej z tych nocy między godziną 2.00 i 3.00 ujrzał zbliżające się powoli bardzo jaskrawe białe światła przesuwające się nieco poniżej szczytów gór Sangre de Christo. "Wiedziałem, że na szczycie tych skalistych gór nie ma żadnych dróg -powiedział podczas spotkania z ufologiem brytyjskim Timothym Goodem -światła nie mogły więc być reflektorami samochodów. W pewnej chwili pomyślałem, że zbliżają się do mnie, ponieważ stawały się coraz większe. Ale nagle wzbiły się z ogromną prędkością w górę i zniknęły". Obraz ten zbulwersował doktora Altshulera, podobnie jak przypadki okaleczeń zwierząt w tym regionie, o których zbadanie poproszono go nieco później. Zabronił nawet podawania swojego nazwiska w prasie. "Byłem przerażony -zwierzał się Timothy'emu Goodowi -nie mogłem jeść ani spać. Bałem się, że mnie odkryją i zostanę zdyskredytowany, utracę wiarygodność w świecie medycznym. Przeżycie z 1967 roku tak mną wstrząsnęło, że kompletnie wykreśliłem je ze świadomości" .
Do końca lat siedemdziesiątych odnotowano ponad tysiąc niewytłumaczalnych przypadków okaleczeń zwierząt gospodarskich. Mimo to ćwierć wieku później trudno powołać się na statystykę. Władze systematycznie i konsekwentnie negują fakty i nadal nie są one rejestrowane. Największe nasilenie tego zjawiska wystąpiło w połowie lat siedemdziesiątych. Szczyt przypadł na rok 1975, w którym UFO pojawiły się nad bazami rakiet jądrowych. W ciągu lata 1975 roku w 28 zachodnich stanach Ameryki odnotowano blisko 1600 przypadków okaleczeń zwierząt.
Bardzo wiele podobnych faktów stwierdzono w tych stanach również w latach osiemdziesiątych i dziewięćdziesiątych, głównie w Nowym Meksyku i Kolorado, ale także w stanach wschodnich, zwłaszcza w Tennessee i Alabamie.
Trzeba oddać hołd odwadze i niezależności umysłu licznych badaczy, zwłaszcza Toma Adamsa, który przejawił ogromną aktywność już przy okazji pierwszych przypadków okaleczeń. Dotyczy to także części szeryfów i oficerów lokalnej policji, na przykład kapitana Keitha Wolvertona z Montany, który zarejestrował wiele takich faktów w swoim regionie . Jedno tylko biuro szeryfa w hrabstwie Cascade zinwentaryzowało od sierpnia 1975 do maja 1976 roku ponad setkę przypadków okaleczenia zwierząt. Kapitan Wolverton wraz ze swoimi pomocnikami Arne'em Sandem i Kenem Andersonem patrolował przez wiele nocy podległy mu region, reagując na liczne telefony zaniepokojonych farmerów, którzy znajdowali zmasakrowane zwłoki swoich zwierząt w tym samym czasie, gdy na niebie obserwowali błyszczące światła, a nawet stwierdzali obecność dziwacznych małych stworzeń w pobliżu swoich rancz. Badania komplikował dodatkowo fakt, że prowadzący je specjaliści odnosili wielokrotnie wrażenie, iż mają do czynienia ze zjawiskami wykraczającymi poza zdolność ich percepcji. Uderzająca jest szczerość i uczciwość licznych świadków i badaczy, którym z całą pewnością nie chodziło o autoreklamę.
Keith Wolverton pierwszy ujawnił szczególną cechę niektórych ząbkowatych cięć odkrytych na zwierzętach. Na dowód tego dysponuje on dokumentacją fotograficzną.
16 października 1975 roku biuro szeryfa zostało wezwane do zbadania okoliczności śmierci okaleczonej krowy przebywającej w zamkniętym pomieszczeniu. Nie udało się stwierdzić w pobliżu żadnych śladów, mimo że przyległy teren jest podmokły i pokryty był warstwą śniegu. Górna żuchwa zwierzęcia pozbawiona była skóry, obcięty był język, prawe oko pobrane z przebiciem górnej kości. Weterynarz stwierdził ukłucia igłą w górnej części lewej nogi, co sugerowałoby wstrzyknięcie narkotyku. Jednak podczas sekcji zwłok nie stwierdzono śladów żadnego środka znieczulającego. Laboratoryjna analiza tkanek wykazała, że brzegi cięć są nie tylko ząbkowate, ale i spalone jak po cięciu laserem.
Opis szokujących okaleczeń powtarzał się. Ten sam ich rodzaj stwierdzono w najbardziej oddalonych od siebie regionach. Wszędzie zwierzęta były pozbawione krwi, wszędzie brak było w pobliżu śladów, w tym śladów pojazdów lub stóp. Niektóre ofiary miały przetrącone nogi, jak gdyby zrzucono je z pewnej wysokości. Niekiedy znajdowano je na drzewach z połamanymi gałęziami. Rogi części okaleczonych krów były wbite w ziemię. Z reguły pobierano od ofiar oczy, język, żuchwę, uszy, odbyt, genitalia, wewnętrzne narządy rozrodcze. Skórę zdejmowano niezwykle precyzyjnie, niemal geometrycznie. Były także przypadki pobrania narządów wewnętrznych w taki sposób, że normalnie nie mogłyby przejść przez ujawnione na ciele otwory.
Wszystkie cięcia były wyjątkowo dokładne, wykonane z chirurgiczną precyzją. Jedyną znaną ludziom metodą uzyskania takiej precyzji jest chirurgia laserowa. John Altshuler zauważył, że mniej więcej w trzydziestu przypadkach tkanki były podgrzewane do wysokiej temperatury . Dziennikarka Linda Howe demonstruje w filmie A Strange Harvest, jak działa ciężka aparatura laserowa w tradycyjnej sali operacyjnej: cięcie laserem, który zwęgla ciało, nie jest tak precyzyjne jak cięcia na okaleczonych zwierzętach.
Jeden z licznych niezależnych badaczy, Howard Burgess, były inżynier laboratoriów Sandia w Albuquerque, wraz z oficerem policji Gabe Valdezem z Dulce w Nowym Meksyku (innej miejscowości dobrze znanej ufologom, położonej w pobliżu San Luis), dokonali zaskakującego odkrycia. Valdez dostrzegł w pobliżu zmasakrowanych zwłok okrągłe lub trójkątne ślady. Burgess podejrzewał, że UFO znakują z góry wybrane przez siebie zwierzęta farbą widoczną w promieniach ultrafioletowych, a następnie w nocy dokonują pobrań. Przekonali Manuela Gomeza, farmera, który wskutek okaleczeń stracił sporo bydła, by którejś nocy poddał swoje stado naświetlaniu lampą ultrafioletową. Ze 120 sztuk skontrolowanego w ten sposób w dniu 5 lipca 1978 roku bydła pięć miało na grzbiecie fosforyzujące znaki .
I Na jednej z klisz utrwalającej typowy przypadek okaleczenia, który zdarzył się w 1989 roku w Idaho, sfotografowano krowę; jej głowa była odcięta jak brzytwą (patrz: wkładka fotograficzna). Tego nie mógł zrobić żaden drapieżnik. Na innej kliszy utrwalona jest głowa byczka okaleczonego w 1992 roku w stanie Kansas. I w tym wypadku na uwagę zasługuje niezwykle precyzyjne cięcie skóry wokół żuchwy. O tym odkryciu zameldował szeryf z Chuck Pine, badacz z MUFON, któremu udało się pobrać próbki tkanek wokół ran na głowie, genitaliów i odbytnicy . Był to jeden z przypadków badanych przez doktora Altshulera, który stwierdził, że na linii cięć została zwarzona w wysokiej temperaturze hemoglobina. Z dwoma innymi przypadkami zwarzenia hemoglobiny, które badał po niespełna 36 godzinach od śmierci zwierząt, spotkał się Altshuler w 1994 roku.
Warto przytoczyć jeszcze jedno niesamowite odkrycie, o którym Linda Howe poinformowała w 1995 roku podczas sympozjum MUFON. Biolog, doktor Levengood, zbadał próbki trawy pobrane w stanach Kansas, Nowy Meksyk i Kolorado. Część komórek wykazała zasadnicze zmiany biologiczne, które mogłyby być wynikiem naświetlania intensywną wiązką mikrofal . Jest to konkluzja zbliżona do efektów przeprowadzonych przez profesora Bouniasa badań próbek z Trans-en-Provence, w których zmiany mogłyby, jego zdaniem, mieć podobne podłoże .
W pobliżu okaleczeń odnotowano liczne i zbieżne obserwacje UFO. Z reguły były to błyszczące, często pomarańczowe kule, wyposażone w dwa pulsujące ognie, rzucające snopy światła w kierunku ziemi. Wiosną 1975 roku szeryf Richards z hrabstwa Cochran w Teksasie znalazł pośrodku idealnie zarysowanego koła zmasakrowaną jałówkę. Zwłoki nie były tknięte przez drapieżniki i nie stwierdzono nigdzie śladów krwi. W odległości dziesięciu metrów znaleziono w środku koła okaleczonego byczka -tym razem trawa była spalona. Szeryf Richards wykrył słabe napromieniowanie potwierdzone przez zespół bazy powietrznej w Reese.
Linda Howe zwraca uwagę na ciekawą serię obserwacji UFO w pobliżu miejsc okaleczeń zwierząt w regionie Sterling nieopodal Denver w stanie Kolorado. W okresie od listopada 1976 roku do wiosny roku następnego obserwacje były tak liczne, że wielu farmerów organizowało warty nocne. Zaobserwowali oni duże białe światło przesuwające się po niebie, a nawet dostrzegli, jak od tego błyszczącego obiektu oddalały się i wracały do niego małe światełka. Nadali obiektowi nazwę "Big Mama". Szeryf Tex Graves z hrabstwa Logan jest przekonany, że istnieje związek między tymi światłami i okaleczeniami. W swoim samolocie próbował bezskutecznie zbliżyć się do dużego światła. "Widzieliśmy wielokrotnie -relacjonuje Tex Graves -jak oddzielały się od niego małe światełka i opuszczały na ziemię. Natomiast to ogromne błyszczące światło pozostawało zawieszone w powietrzu, a następnie ruszało gwałtownie zygzakiem w górę i w dół, w przód lub w tył. Wkrótce po tym dołączały do niego małe światełka i wszystko znikało". Reporterowi Billowi Jacksonowi ze "Sterling Journal Advocate" udało się nawet sfotografować "Big Mamę" za pomocą teleobiektywu. W trakcie jednej z prób fotografowania, w chwili gdy wyjmował aparat z bagażnika, natarł na niego snop białego światła, które uderzyło w ziemię i przeszło z poświstem tuż obok niego . Bill Jackson nieźle najadł się strachu.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz