niedziela, 2 października 2011

ROZDZIAŁ 6 Czy kosmici preferują Amerykanów? Przypadek Barneya i Betty Hillów

ROZDZIAŁ 6

Czy kosmici preferują Amerykanów?
Przypadek Barneya i Betty Hillów

Wszystko zaczęło się pewnego jesiennego wieczoru na małej górskiej drodze, dokładnie 19 września 1961 roku. Tego właśnie dnia, gdy Hillowie wychodzili z restauracji w Colebrook, miejscowości odległej o pół godziny jazdy od granicy Stanów Zjednoczonych i Kanady, zegar nad bufetem wskazywał dokładnie 22.05. Barney Hill obliczał, że w domu w Portsmouth położonym na wybrzeżu, 250 km na południe, będą najwcześniej za cztery godziny.
Po czterech dniach urlopu w Kanadzie -Betty po raz pierwszy oglądała Niagarę -Hillowie postanowili skrócić pobyt i wrócić nieco wcześniej ze względu na niekorzystne prognozy meteorologiczne. N a następny dzień zapowiadano burzę. Lepiej było jechać w nocy, niż ryzykować utknięcie w Górach Białych.
Hillowie to para zwyczajnych ludzi. Barney jest Murzynem i życie nauczyło ich nie reagować na nieprzyjazne niekiedy gesty otoczenia. Związek ich cementuje wspólne zaangażowanie w Ruchu na rzecz Praw Obywatelskich, zapoczątkowanym przez pastora Martina Luthera Kinga. Jedno jest pewne: twardo trzymają się ziemi i nic nie wskazywałoby na to, że mogą stać się bohaterami lub ofiarami historii z kosmitami i latającym talerzem.
Droga nr 3 pnie się w górę i robi się coraz węższa. Barney ostrożnie pokonywał każdy zakręt, a Betty obserwowała gwiazdy. Nagle dostrzegła szczególnie błyszczącą gwiazdę, trochę w lewo od księżyca. To chyba jakaś planeta -pomyślała. Kilka minut później, dokładnie nad pierwszą, stwierdziła obecność innej, większej i bardziej błyszczącej. Czyżby jeszcze jedna planeta? Zaintrygowana poprosiła Barney'a, by zwolnił i spojrzał na niebo. Po latach Barney opowie, że "gwiazda" się poruszała. "Myślałem, że to satelita".
Hillowie uważnie obserwowali tajemniczy błyszczący punkt, który zresztą wydawał się do nich zbliżać. "Można by pomyśleć, że podążał za nami" -powie Betty. Zatrzymali się na parkingu. Betty wyjęła ze schowka lornetki, które wzięli ze sobą nad Niagarę. Początkowo wydawało im się, że widzą korpus samolotu. Po bokach pojazdu migotały żółte, czerwone, zielone i błękitne światła, nie dostrzegli jednak skrzydeł. "To prawdopodobnie śmigłowiec -zasugerował Barney. -Szum śmigieł zniósł chyba wiatr w przeciwnym kierunku". "Ale przecież zupełnie nie ma wiatru" -zaoponowała Betty.
"Samolot" wykonywał dziwne manewry, zmierzając przez cały czas w ich kierunku. Hillowie postanowili ruszyć w dalszą drogę. Wychodząc z jednego z wiraży, Barney zobaczył obiekt wprost przed sobą kilkadziesiąt metrów nad drogą. Wydawał się olbrzymi. Betty chwyciła lornetkę i zaczęła ponownie obserwować pojazd. Widziała podwójny rząd oszklonych otworów. Po lewej stronie pojazdu zapalało się czerwone światło, a po chwili inne po prawej.
Barney nie zadał sobie nawet trudu skierowania swojego chevroleta na pobocze. Zostawił włączony silnik i wyszedł z samochodu, by obserwować przez lornetkę ten dziwny obiekt. Nie przeszkadzał mu już ruch auta. Mógł przyjrzeć się dokładnie kształtowi pojazdu. Był to wielki, potężny dysk szerokości kilkudziesięciu metrów. Zafascynowany Barney zrobił kilka kroków w stronę obiektu. Zawieszony w powietrzu bezdźwięczny talerz skłonił się w jego kierunku, a następnie zaczął powoli się opuszczać. Betty krzyknęła, żeby wracał. Barney zdążył zauważyć jakieś pół tuzina twarzy za oświetlonymi iluminatorami. Miały wielkie migdałowe oczy, jakich nigdy nie widział. Przerażony pobiegł do samochodu i ruszył jak burza.
Betty otworzyła okno, wysunęła głowę i próbowała odszukać talerz, ale nadaremnie. Wysunęła głowę dalej, ale nie widziała już nic, nawet gwiazd, które jeszcze przed chwilą lśniły na bezchmurnym niebie. W tym momencie usłyszała dochodzący z tyłu samochodu dźwięk przypominający sygnał pagera. Oboje ogarnęła senność, a dalej to już "czarna dziura".
Przez kilka miesięcy po tym wydarzeniu, które zakłóciło ich życie, Barney i Betty Hillowie usiłowali przypomnieć sobie, co się stało. Bezskutecznie. Jest to słynne zjawisko missing time, "luki czasowej", klasyczny komponent wszystkich niemal scenariuszy uprowadzenia. Pamiętają jedynie, że obudzili się dwie godziny później w swoim samochodzie, w trakcie jazdy drogą nr 3, z głową ciężką jak po przepiciu i zdrętwiałymi kończynami. Wszystko inne zostało całkowicie wymazane z ich pamięci.
Kiedy dobili do Portsmouth, był już dzień. Barney spojrzał na zegarek, ale okazało się, że nie chodzi, podobnie jak zegarek Betty. Zegar kuchenny wskazywał godzinę piątą. "Można powiedzieć, że wróciliśmy nieco później, niż przewidywaliśmy" stwierdza Barney. '
Hillom skradziono z życia dwie godziny. Kto i w jakim celu? Co naprawdę stało się na drodze nr 3? Barney i Betty Hillowie nie byli w stanie udzielić odpowiedzi na te pytania. Dopiero po kilku latach zrozumieli, że byli być może porwani przez istoty z innej planety, przybyłe na pokładzie dziwnego błyszczącego dysku, który obserwowali pewnej jesiennej nocy na małej górskiej drodze.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz