Rewelacje pod hipnozą
Trzeba było lat, żeby Betty i Barney zrekonstruowali bieg wydarzeń. Nigdy nie udałoby się im tego osiągnąć bez pomocy psychiatry i wykorzystania hipnozy.
19 grudnia 1963 roku, czyli dwa lata po zdarzeniu, Hillowie odwiedzili znanego lekarza praktykującego w Bostonie, doktora Benjamina Simona. Stwierdził od razu u swoich pacjentów depresję. Od wielu miesięcy oboje cierpieli na stany lękowe. Barney był wyjątkowo nerwowy, Betty narzekała na powracające nocne koszmary. Ich wspólne lęki miały to samo podłoże: pamiętną noc 19 września 1961 roku, a konkretniej te dwie godziny, o których, mimo wysiłków, nic nie mogli sobie przypomnieć. Jedynym wyjściem było uchylenie kurtyny ich pamięci. Zdaniem doktora Simona należało uciec się do hipnozy i taką decyzję wspólnie podjęli. Uzgodniono, że wszystko, co powiedzą, zostanie nagrane na magnetofon.
Pierwszy seans odbył się 4 stycznia 1964 roku. Doktor Simon poddawał Hillów hipnozie kolejno, nie udostępniając im nagrań, do czerwca 1964 roku. Rezultat był zdumiewający: ich osobne opisy pokrywały się co do joty. Betty i Barney identycznie scharakteryzowali humanoidów napotkanych owej nocy w miejscu w pobliżu drogi nr 3, z którego zostali zabrani. Byli mali, bardzo szczupli, mieli duże głowy i wielkie migdałowe oczy, szarą karnację. Hillowie dokładnie przypominają sobie jaskrawo oświetlone puste pomieszczenie, do którego zostali zaproszeni przez małych szarych ludzików w celu przeprowadzenia badań medycznych. To te badania wydają się głównym epizodem niezwykłego spotkania dwojga przedstawicieli rasy ludzkiej z przybyszami z kosmosu.
Betty Hill opowiada, że kosmici zmusili ją do położenia się na czymś, co przypominało sofę, i wbili jej długą i cienką igłę w pobliżu pępka. Sądzi, że zrozumiała, iż chodziło o rodzaj testu ciążowego. Zaczęła protestować, narzekać na ostry ból, krzyczała. Jeden z obecnych przy zabiegu kosmitów, którego identyfikuje jako "lekarza", umieścił rękę przed jej oczami i ból natychmiast znacznie złagodniał.
Zeznania Bamey'a Hilla nie są tak istotne jak jego małżonki. Wystraszony obecnością humanoidów przez całe spotkanie zachowywał się jak lunatyk. Jednak pod hipnozą przypomniał sobie zabieg pobrania spermy za pomocą urządzenia przymocowanego do penisa. Najbardziej niepokojące było to, że kilka lat po tych wydarzeniach wciąż były widoczne ślady tej interwencji: w pachwinie pojawiały się brodawki, które trzeba było usuwać.
Podczass jednego z seansów u doktora Simona Betty poprosiła w transie hipnotycznym o papier i ołowek i naszkicowała "przestrzeń międzygwiezdną". Tłumaczyła, że jeden z przybyszów, wyglądający na ich przywódcę, pokazał jej na mapie trasy, które przebywają statki pozaziemskie z planety na planetę. Ten sam przybysz zapytał Betty (Hillowie i kosmici porozumiewali się bez słów, za pomocą oczu), czy mogłaby na tej mapie wskazać położenie Słońca. Ponieważ nie była w stanie tego zrobić, śmiejąc się, odmówił wskazania gwiazdy, z której pochodzi, a potem zabawiał się zadawaniem swojej ofierze podchwytliwych pytań na temat istoty czasu.
Warto w tym miejscu powiedzieć kilka zdań o podejściu doktora Simona do tego przypadku. Wybitny praktyk, uważany w owym czasie za jednego z najlepszych psychoterapeutów amerykańskich, próbował w trakcie każdego seansu przekonywać swoich pacjentów, że wszystko to było tylko snem, oni jednak nie przyjmowali tego do wiadomości. Mimo że Benjamin Simon był przekonany o ich szczerości, nie mógł uwierzyć, iż rzeczywiście widzieli UFO i spotkali kosmitów. Według psychiatry zdarzenie to przyśniło się Betty Hill, której udało się następnie przekonać męża do tego stopnia, że Bamey sam w to w końcu uwierzył. Takie odstępstwa od zasady tradycyjnej neutralności terapeuty dowodzą ograniczonego wpływu, jaki może on wywrzeć na swoich pacjentów, wobec których stosuje hipnozę: mimo że Hillowie przeżywali głębokie rozterki, nie odstąpili od własnej wersji zdarzeń.
Jak dalece wiarygodne są opowiadania Hillów? Betty opisuje nieco osobliwe reakcje kosmitów. Po wykonaniu kilku precyzyjnych zabiegów chirurgicznych na jej ciele odkryli naraz ze zdumieniem, że Barney ma sztuczną szczękę. Z drugiej jednak strony epizod z "mapą międzygwiezdną" mocno trąci inscenizacją. Młoda ufolog Marjorie Fish po zapoznaniu się z relacją Betty Hill skonstruowała trójwymiarowy model bliższych gwiazd, dobierając te spośród nich, które były najbardziej podobne do naszego Słońca. Model ten, oglądany pod pewnym kątem, stosunkowo precyzyjnie odzwierciedla mapę naszkicowaną przez Betty. Jednak astronom Carl Sagan, stosując obliczenia komputerowe, doszedł do wniosku, że o niczym to nie świadczy.
Jacques Vallee, bardzo sceptycznie nastawiony do opowieści o uprowadzeniach, a nawet do samej obecności kosmitów w naszym ziemskim środowisku, twierdzi z całym przekonaniem, że opisany przez Betty Hill zabieg mógł być wykonany jedynie przez nieudolnych lekarzy, opóźnionych w stosunku do wiedzy medycznej, jaką dysponowali ludzie lat sześćdziesiątych. Ale przecież operacja ta przypomina laparoskopię, zabieg przeprowadzany dziś jeszcze za pomocą endoskopu dużego kalibru. Natomiast opis Betty Hill ("długa i cienka igła") świadczyłby o wyprzedzeniu dzisiejszej technologii! W 1961 roku mogło to dotyczyć techniki doświadczalnej, o której Betty niewątpliwie nie mogła wiedzieć.
Philip Klass podaje w wątpliwość wiarygodność Hillów i doktora Simona, twierdząc w książce UFO Abductions. A Dangerous Game ("Uprowadzenia przez UFO. Niebezpieczna gra"), że istniały między nimi nieporozumienia odnośnie do podziału praw autorskich do książki, dzięki której cała historia wypłynęła na światło dzienne (l). Byłoby to bardzo dziwne, jeśli wziąć pod uwagę wstrzemięźliwość Hillów, którzy dopiero po latach wyrazili zgodę na opublikowanie swoich przeżyć.
Sprawę Hillów ujawnił dziennikarz John G. Fuller w 1966 roku w książce The Interrupted Journey ("Przerwana podróż"), czyli po upływie pięciu lat od wydarzeń. Ich przypadek jest jednym z najlepiej udokumentowanych opisów uprowadzeń istot ludzkich przez przybyszów z kosmosu. Jest to zasługa tej znakomitej pracy Fullera, ale także niezmordowanej aktywności Betty Hill, która po śmierci męża w 1969 roku wciąż występowała na konferencjach i w programach telewizyjnych, opowiadając o swoich niesamowitych przeżyciach.
Jest faktem, że relacja Hillów naprowadza nas na najciemniejsze strony dokumentacji dotyczącej uprowadzeń. Po co te zagadkowe zabiegi ginekologiczne? Skąd te wszystkie bolesne wspomnienia, które powracają najczęściej podczas hipnozy? Przecież byłoby najprościej, gdyby kosmici usypiali swoje ofiary przed wykonaniem tych dziwnych manipulacji. Skąd wreszcie te poszlaki uzgodnionej inscenizacji?
Zbiorowa psychoza czy rzeczywistość?
Od czasu Hillów dokumentacja uprowadzeń rozrosła się! do, tego stopnia1 że relacje o porwaniach ludzi przez przybyszów z kosmosu stały Się ulubionym celem tych wszystkich,
którzy marzą o ośmieszeniu całego problemu UFO. Te nieprawdopodobne opowieści nie mogły nie stać się dla sceptyków wymarzoną pożywką. Świadkowie nie tylko opowiadają historie sprawiające wrażenie absurdalnych, ale, co gorsza, większość z nich nie może sobie przypomnieć okoliczności wydarzenia bez pomocy hipnozy. A hipnoza jest metodą kontrowersyjną w tym sensie, że pozwala wpływać na świadka bez jego wiedzy (na przykładzie Hillów przekonaliśmy się jednak, że argument ten ma ograniczoną wartość). Wszelako opowieści ofiar porwań są do tego stopnia zbieżne, iż stają się coraz mniej podważalne. Czy służą one do podtrzymywania pogłosek o zagrażającym ludzkości spisku?
Nawet jeśli szereg informacji odnośnie do porwań pochodzi od wiarygodnych badaczy, to jednak trzeba liczyć się z możliwością dezinformacji. Do obiegu mogły być wprowadzone fałszywe opisy mające na celu dyskredytacje wszystkich pozostałych zeznań dotyczących autentyczności UFO. Z drugiej strony często niepokojące opowieści ofiar zawierają również aspekty pozytywne. Niektórzy spośród świadków w efekcie spotkania z przybyszami z kosmosu przeszli autentyczną transformację duchową. Znaleźli się wśród nich tacy, którzy zdobyli dar uzdrawiania, inni zupełnie nieoczekiwanie wyleczyli się z poważnych chorób. Publikacja ich relacji przyczyniła się, nawiasem mówiąc, do powstania dwóch przeciwstawnych tendencji w środowisku ufologów. Zwolennicy interpretacji pesymistycznej są przeświadczeni o złych intencjach przybyszów w stosunku do nas. Optymiści uważają, że kosmici zdają sobie sprawę z zagrożeń dla Ziemi i jej mieszkańców i uważają za swoją misję powiadomienie nas o tym lub nawet ocalenie ludzkości.
W Stanach Zjednoczonych przypadki uprowadzeń przez kosmitów stały się tak częste, że nasuwają podejrzenie epidemii. "Inwazja kosmitów na Amerykę" -oto tytuł widniejący na okładce "Le Figaro" z dnia 31 sierpnia 1996 roku. Czy chodzi o zbiorową psychozę rozpętaną przez media? Sprawa nie jest taka prosta. Wielu psychiatrów i psychologów przeanalizowało pokaźną liczbę przypadków. Wszyscy doszli do przekonania o szczerości większości świadków.
Zanim jednak przejdziemy do najbardziej znaczących relacji o uprowadzeniach, warto sobie przypomnieć jeden z wcześniejszych etapów historii UFO. Relacje osób mających kontakt z UFO ("skontaktowanych") w latach pięćdziesiątych mają wiele wspólnego z opisami ofiar porwań, które określa się terminem "uprowadzonych".
Od "skontaktowanych" do "uprowadzonych"
Te dwa rodzaje relacji sprawiają na pozór wrażenie całkowicie odmiennych. Niemniej akta "uprowadzonych" w ostatnich latach w szczególny sposób upodabniają się do dokumentacji "skontaktowanych", i to do tego stopnia, że celowe będzie przypomnienie sobie niektórych dawnych historii. Jerome Clark ujmuje w następujący sposób typowy scenariusz relacji "skontaktowanych":
Osoby te wierzą lub udają, że wierzą, iż pozostają w stałym kontakcie z pozaziemskimi rozumnymi, życzliwymi istotami, nazywanymi często "braćmi z kosmosu". Są to anioły w kombinezonach kosmicznych, noszące się dumnie (są wśród nich kobiety, ale wydaje się, iż określenie "siostry z kosmosu" nigdy się nie przyjęło), z reguły z długimi blond włosami, rozumne i cierpliwe. Tłumaczą one, że przybyły na Ziemię, ponieważ nasza planeta znalazła się "poza prawem ". Wojownicza postawa ludzkości niepokoi członków "Federacji Galaktycznej", sojuszu dobrych kosmitów zwalczających obecne we wszechświecie złe siły. Ziemia, jak twierdzą "bracia z kosmosu", przeżyje wielkie kataklizmy zapoczątkowane wstrząsami geologicznymi. Zginie duża część mieszkańców planety, a ci, którzy przeżyją, wkroczą w złoty wiek pod opieką "braci z kosmosu" i ich ziemskich przedstawicieli ("skontaktowanych") .
Spośród znanych "skontaktowanych" można wymienić George'a Adamsky'ego, który w 1952 roku spotkał na Pustyni Kalifornijskiej mieszkańca Wenus Orthona; Howarda Mengera i jego piękną wenusjankę Marlę; Orfeo Angelucciego, mistyka, którego przypadek badał Carl Gustav Jung; przyjaciela Richarda Nixona, Daniela Frya, który opowiadał, że zetknął się z UFO w White Sands; i Trumana Bethuruna, który spotkał piękną Aurę Rhanes z planety Clarion. Prasa europejska donosiła o przypadkach angielskiego taksówkarza George'a Kinga, który założył w Stanach Zjednoczonych coś w rodzaju Kościoła, a także Włocha Siragusy i Francuza Guy Monneta. Z późniejszych przypadków głośny był Eduarda (Billy) Meiera, Szwajcara, w związku z fotografiami UFO, nieco zbyt wypieszczonymi, żeby mogły nie budzić podejrzeń.
"Skontaktowani" byli poddawani rozległym badaniom socjologicznym i psychologicznym. Dotyczy to na przykład Amerykanki Dorothy Martin, znanej w Kalifornii jako siostra Thedra, która przepowiadała kataklizm na dzień 20 grudnia 1954 roku i zgromadziła wokół siebie grono zwolenników. Niespełnienie się tego proroctwa nie oznaczało bynajmniej końca sekty. Oto -mówią sceptycy -doskonały przykład irracjonalnej wiary w istnienie UFO. Jednak lune Parnell, która zbadała 200 przypadków "skontaktowanych", stwierdziła u swoich badanych brak patologii umysłowej . A jeśli "skontaktowani" nie byli ani wariatami, ani mistyfikatorami? Czy byli manipulowani? A jeśli tak, to przez kogo i w jakim celu? Oto pytania, na które nadal nie możemy udzielić odpowiedzi.
Inna zagadka wymagająca wyjaśnienia polega na podobieństwie pomiędzy przesłaniami otrzymywanymi przez "skontaktowanych" i niektórymi objawieniami religijnymi, jak na przykład Matki Boskiej Fatimskiej. Czy trzeba przypominać, że "słońce" Fatimy mocno przypomina coś, co dziś nazwalibyśmy UFO? .
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz