Pierwsze relacje uprowadzonych
Do lat siedemdziesiątych prasa ujawniła niewielką liczbę przypadków "skontaktowanych". Należy do nich przygoda Barney'a i Betty Hillów. W owym czasie każda nowa relacja przyciągała uwagę mediów, na przykład przypadek dwóch rybaków, Hicksona i Parkera, w Pascagoula w stanie Missisipi w 1973 roku, drwala Travisa Waltona w Arizonie w 1975 roku i wreszcie bardzo skomplikowana historia Betty Andreasson-Luca w stanie Massachusetts w 1979 roku. Czy rosnącą od tamtego czasu falę relacji o uprowadzeniach można tłumaczyć opisami tych wydarzeń w środkach masowego przekazu? Takie wyjaśnienie, do którego niektórzy eksperci dodają wpływ opowiadań i filmów z zakresu fantastyki naukowej, na pozór może wydawać się uzasadnione. Mielibyśmy więc do czynienia ze zjawiskiem psychozy zbiorowej. Wystarczy jednak wnikliwie zbadać relacje, aby odczuć nieodpowiedniość takich wniosków. Przypomnijmy najpierw fakty.
Mimowolnym bohaterem pierwszego odnotowanego przypadku uprowadzenia był młody chłop brazylijski Antonio ViIlas Boas, którego zmuszono rzekomo do uprawiania miłości z kosmitką na pokładzie UFO. Zdarzyło się to w 1957 roku. ViIlas Boas opowiedział, że podczas nocnej pracy na polu zobaczył lądujące, raczej nietypowe, błyszczące UFO, wyposażone z przodu w trójząb. Wyszło z niego kilka istot w maskach i zabrało go na pokład pojazdu. Tam przybysze rozebrali go, przemyli ciało nieznaną substancją, niewątpliwie antyseptyczną, a następnie wprowadzili do pomieszczenia, w którym poczuł dziwną woń, wywołującą u niego mdłości. Pojawiła się kosmitka. Naga. Po odbyciu stosunku ta istota o wielkich migdałowych oczach wskazała palcem na swój brzuch i na niebo, a następnie opuściła pomieszczenie. Cała ta historia wydawała się ufologom tak niepoważna, że została ujawniona dopiero po latach w czasopiśmie brytyjskim "Flying Saucer Review". Przypadek jednak dokładnie zbadano. Stwierdzono, że u ViIIasa Boasa wykryto w następnych miesiącach objawy choroby popromiennej .
Komisja Condona, której prezydent Gerald Ford zlecił oficjalnie przeprowadzenie dochodzenia dotyczącego zjawiska UFO, rozpatrzyła między innymi przypadek Herberta Schirmera. Psycholog Leo Sprinkle z uniwersytetu w Wyoming przepytywał Schirmera pod hipnozą. Zbulwersowany tym, co przeżył 3 grudnia 1967 roku w nocy w pobliżu Ashland w Nebrasce, świadek opowiedział, jak został uprowadzony przez kosmitów. Przekazali mu przesłanie zbliżone w treści do przesłań, które relacjonowali "skontaktowani" z lat pięćdziesiątych. Sprinkle jest przekonany o autentyczności relacji Schirmera, odmiennego zdania jest jednak ekipa badaczy pod przewodnictwem profesora Edwarda Condona.
Inny znany przypadek wydarzył się w 1973 roku w niewielkim porcie Pascagoula nad Missisipi. Pewnego wieczoru na posterunku miejscowej policji zjawiło się dwóch zszokowanych wędkarzy. Charles Hickson i Calvin Parker opowiedzieli policjantom, że byli świadkami lądowania latającego obiektu emitującego błękitnawe światło. Z pojazdu wysiadły trzy niezwykłe istoty i ruszyły w ich kierunku. Zagadkowi przybysze mieli pomarszczoną cerę, migdałowe oczy oraz szpiczaste uszy i nosy. Humanoidzi odstawili wędkarzy na pokład UFO. Tam zostali oni poddani czemuś w rodzaju badań lekarskich. Doktor James Harder z uniwersytetu w Kalifornii, który natychmiast przybył, żeby zbadać ten przypadek, przepytał świadków pod hipnozą i stwierdził, że chodzi o "prawdziwe przeżycie". Allen Hynek, który dołączył do doktora Hardera, podzielał tę opinię. "Stało się coś, co wykracza poza zdrowy rozsądek" -oświadczył. Szeryf w miasteczku, Fred Diamond, zeznaje na korzyść wędkarzy: "Są szczerzy. Tylko ludzie z Hollywood byliby zdolni wymyślić coś podobnego". Mężczyźni byli przerażeni tym, co przeżyli. Młodszy z nich, Parker, w czasie uprowadzenia stracił przytomność, a doktor Harder zmuszony był skrócić seans hipnotyczny z Hicksonem, ponieważ pewne sceny, które odtwarzał, doprowadzały go do stanu skrajnego podniecenia .
Sprawa Travisa Waltona jest jednym z najbardziej spektakularnych, potwierdzonych przez wielu świadków, przypadków uprowadzenia. Przez całe dwadzieścia lat od tego zdarzenia ani Walton, ani jego towarzysze nie zmienili swoich zeznań, które nie były też podważane przez innych świadków. Travis Walton był młodym drwalem, członkiem siedmioosobowej brygady pracującej w Arizonie. W 1975 roku, wracając pewnego wieczoru z pracy, robotnicy zauważyli duże błyszczące UFO złocistego koloru z kopułą. Pojazd zawisł nad polaną. W regionie tym zarejestrowano już znaczną liczbę obserwacji UFO. Travis, który pasjonował się opowiadaniami na ten temat, wyskoczył z samochodu i mimo ostrzeżeń współpasażerów ruszył w stronę obiektu. Nagle koledzy zobaczyli, jak uderza go wiązka światła i powala na ziemię. Ciężko wystraszeni rzucili się do ucieczki. Kiedy szef zespołu opanował się, wrócił na miejsce zdarzenia. Travis Wal ton zniknął. Podjęte natychmiast poszukiwania nie przyniosły rezultatów. Początkowo policja podejrzewała zabójstwo, ponieważ w brygadzie istniały nieporozumienia na tle opóźnień w pracy. Zeznania świadków zdarzenia poddanych badaniom na wykrywaczu kłamstw pokrywały się jednak z sobą.
Waltona odnaleziono po pięciu dniach błąkającego się nieprzytomnie po jakiejś drodze. Stopniowo wracała mu pamięć. Przypomniał sobie, że obudził się w małym pomieszczeniu na jakimś łóżku. Zbliżyły się do niego dwie małe odrażające istoty z wielkimi głowami i dużymi oczami, lecz uciekły, gdy je brutalnie odepchnął. Postanowił rozejrzeć się po UFO. Przeszedł krętym korytarzem i znalazł się w okrągłej sali, w środku której stał fotel. W miarę jak zbliżał się do ! niego, zmniejszała się intensywność światła. Ujrzał nad i głową usypane gwiazdami sklepienie. Siadł w fotelu naprzeciw czegoś, co przypominało pulpit kontrolno-pomiarowy, i próbował nim manipulować. Wtedy wszedł humanoid raczej wysokiego wzrostu i zaprowadził go do innej części statku, która okazała się znacznie większa, niż Travit mógł przypuszczać. Widząc kilka "talerzy" znajdujących się w obszernym pomieszczeniu doszedł do wniosku, że przebywa na "statku macierzystym". W końcu znalazł się w jeszcze innej, mniejszej sali, w której zgromadzone były istoty o ludzkim wyglądzie. Była wśród nich kobieta. Wszyscy byli bliźniaczo do siebie podobni. W tej sali przybysze z kosmosu uśpili Travisa, który już nigdy nie przypomni sobie, co było dalej. Travis Walton opisał swoje przeżycia w książce Fire in the Sky ("Pożar w niebie"). Na podstawie tej książki nakręcono film pod tym samym tytułem, który oddaje dość wiernie relację Travisa, z wyjątkiem sceny porwania, zrobionej w czysto hollywoodzkim stylu.
Bohaterem innego znamiennego przypadku jest Carl Higdon. 25 października 1975 roku ten czterdziestojednoletni technik od odwiertów naftowych wyruszył samotnie na polowanie na łosia do lasu Medecine Bow na południe od Rawlins w stanie Wyoming. Tylko dzięki temu, że miał nadajnik radiowy, znaleziono go już po pięciu godzinach w środku jakiegoś trzęsawiska. Był w szoku i mówienie sprawiało mu trudność. Nie pamiętał swojego imienia, nie poznawał żony, krzyczał: "Zabrali mojego łosia!". Po pobycie w szpitalu był wreszcie w stanie opowiedzieć swoją przygodę. Tamtego dnia wytropił pięć łosi. Oddał strzał, ale bez skutku: kula z głuchym dźwiękiem upadła 15 m od niego, jak gdyby napotkała niewidoczną barierę. W lesie zapanowała nagle absolutna cisza. Wspomnienia Higdona są niespójne, pamięta jednak, że pojawiła się dziwna istota podobna do kosmonauty, zmusiła go do połknięcia pigułek i zaprowadziła do jakiejś kabiny. Higdon opowiada, że kosmici włożyli mu na głowę kask, tłumacząc, że zabierają go w miejsce odległe o 262000 km. Wkrótce przybyli na wieżę wyposażoną na szczycie w coś, co przypominało obrotową restaurację. Światło było tak intensywne, że raziło w oczy. Humanoidzi mówili Higdonowi, że identycznie razi ich światło naszego słońca. Poddany hipnozie Higdon odtworzył inne szczegóły (zabieg przeprowadzał Leo Sprinkle, pionier badań tego typu, który miał już do czynienia ze "skontaktowanymi"). Przypomniał sobie między innymi, że ,
pod drzewem w pewnej odległości od łosi stał humanoid o wzroście 180 cm. Jego twarz wyglądała na ludzką, poza tym, że pozbawiona była podbródka, nos miał płaski i chyba nie miał ani uszu, ani brwi. Włosy sterczały mu jak badyle. Ubrany był w czarny kombinezon i czarne buty. Na piersi miał dwa krzyżujące się pasy. Talia przewiązana była innym pasem ze sprzączką ozdobioną emblematem przypominającym gwiazdę .
Przygodę Higdena można porównać z przypadkiem, który przydarzył się chilijskiemu wojskowemu Armando Valdesowi. 25 kwietnia 1977 roku Va1des, kapral wojsk lądowych, dowodził patrolem w Andach na północy kraju. Tam, niemal na oczach swoich ludzi, został porwany przez UFO. Jego nieobecność trwała krótko, około kwadransa. Towarzysze znaleźli go nieprzytomnego... z pięciodniowym zarostem! Co więcej, Valdes stwierdził, że jego zegarek, który zatrzymał się dokładnie w chwili powrotu, śpieszy się o pięć dni, jak gdyby spędził on ten okres w jakimś równoległym świecie, w którym czas biegnie szybciej niż
w naszym. j Następny przypadek. Akcja rozegrała się na brzegu jeziora Champlain w stanie Vermont w obozie dla dziewcząt w Buff Ledge. W środę 7 sierpnia 1968 roku około godziny 18.10, tuż po zachodzie słońca, dwoje młodych ludzi siedziało na końcu pomostu, obserwując jezioro. Szesnastoletniego, Michaela Lappa i dziewiętnastoletnią Janet Cornell (nazwiska fikcyjne) dzieliło od obozu zalesione na szczycie zbocze pięciometrowej wysokości. Dostrzegli nagle w oddali jaskrawe światło, które zatoczyło długi tor i zawisło nieruchomo na niebie. Michael i Janet zobaczyli kontury obiektu w kształcie bardzo wydłużonego, liczącego ponad 10 mil (16 km) cygara. Michael opowie później, że w dolnej części UFO zapaliły się trzy białe światła. Pojazd zwrócił się w kierunku, z którego przybył, i po kilku sekundach zniknął. Trzy małe UFO wykonały kilka ewolucji, zbliżając się do siebie. Po chwili przypominały uwieńczone kopułą dyski. Pięć minut później ustawiły się w poziomy trójkąt. Następnie dwa odleciały -jeden w kierunku północnym, drugi południowym. W tym momencie Michael i Janet usłyszeli dziwny dźwięk, "jakby naraz rozbrzmiały tysiące kamertonów". Trzeci dysk zbliżył się do świadków na odległość półtora kilometra, wydając również jakiś dziwny odgłos. Michaela i Janet zaczął ogarniać strach. UFO o rozmiarach niedużego domu pozostawało przez minutę w bezruchu. Otaczały go migocące kolorowe światełka. Nagle pojazd wzbił się, zniknął na kilka sekund, bardzo szybko się opuścił i zanurzył w jeziorze, czemu towarzyszyło wycie wszystkich psów w okolicy. W końcu UFO wypłynęło i zajęło pozycję w pobliżu dwojga młodych ludzi na wysokości pięciu metrów nad wodą. Wówczas Michael i Janet dostrzegli w przezroczystej kopule pojazdu dwie twarze z wielkimi owalnymi oczami i małymi ustami. Widoczni do pasa przybysze z kosmosu byli niskiego wzrostu. Mieli na sobie srebrzyste stroje. Michael zwrócił się w stronę Janet. Była przerażona. Zapytał intruzów, kim są. Ich odpowiedź rezonowała w jego głowie: "Nie mamy zamiaru was skrzywdzić". Głos tłumaczył mu, że jemu podobni postanowili wrócić na Ziemię po pierwszych wybuchach atomowych. Weszli w konflikt z innymi członkami ich rasy, których zaliczają do "złych". Michael, którego nagle uderzyła absurdalność sytuacji, zaczął się śmiać, uderzając się po udach. I w tym momencie zobaczył, że jeden z przybyszów robi to samo, drugi zaś naśladuje sparaliżowaną strachem Janet. Pojazd zbliżył się i znalazł się na wysokości zaledwie trzech metrów nad młodymi ludźmi. Padł na nich stożek jaskrawego światła. Michael odniósł wrażenie, że opuszcza swoje ciało, i stracił świadomość. Gdy ją odzyskał, znajdował się nadal na pomoście wraz z Janet. Dostrzegli na zboczu kilkoro zaintrygowanych UFO obozowiczów. Obiekt wysłał w ich kierunku kilka błyszczących promieni i bardzo szybko się oddalił. Młodzi ludzie poczuli się bardzo znużeni i udali się na odpoczynek.
W efekcie tego wydarzenia Michael popadł w mistycyzm. W 1978 roku, po jedenastu latach, nawiązał kontakt ze znanym ufologiem Walterem Webbem. Na wstępie Webb upewnił się, że oboje świadkowie od czasu pamiętnego wydarzenia nigdy się nie widzieli. Mimo to poddani hipnozie oboje opowiedzieli to samo, tyle że wersja Michaela zawierała więcej szczegółów. Seanse hipnotyczne (pięć w wypadku Michaela i trzy Janet) prowadziło dwoje znanych specjalistów: doktor Harold Edelstein i Claire Hayward. Michael pamiętał, że znalazł się wraz z przybyszami wewnątrz UFO. Na górnym "pokładzie" statku dostrzegł przez przejrzystą kopułę inny pojazd w kształcie ogromnego cygara, a także Ziemię, Księżyc i gwiazdy. Mógł też obserwować dolne piętro UFO, na którym znajdowała się leżąca na stole Janet w otoczeniu dwóch humanoidów. Inny znajdował się przy pulpicie pod dużą kwadratową tablicą z ekranami, które rejestrowały różne fazy badania. Po stole zabiegowym i po podpierającym go stożku poruszały się promienie barwnego światła. Kosmici, wzrostu od 150 do 165 cm, mieli wydłużone głowy z wielkimi owalnymi oczami i szerokimi czarnymi źrenicami, szczupłe ciała i po trzy palce u każdej ręki. Michael przypomniał sobie, że obserwował z bliska badanie Janet. Z sufitu opuścił się aparat w kształcie odwróconego serca i za pomocą elastycznych rurek pobrał płyny ustrojowe, a następnie ponownie się uniósł. Przewodnik wyjaśnił zaniepokojonemu Michaelowi, że właśnie asystują przy "poszerzaniu świadomości" Janet! Przyszła też kolej na niego, lecz stracił przytomność i nie przypominał sobie żadnych szczegółów przeprowadzonych na nim badań. Kiedy się ocknął, UFO znajdowało się najwidoczniej wewnątrz większego statku. Przewodnik sprawił, że zaczął "pływać" w "kanale świetlnym". Zorientował się wówczas, że znajdują się w obszernym hangarze. Przecięli go, jak gdyby ciągnęła ich ta smuga światła, i przepłynęli przez sprawiający wrażenie nie istniejącego mur! W końcu znaleźli się w dużej sali uwieńczonej kopułą. Znajdowało się tam bardzo wielu kosmitów. Michaela posadzono na krześle i włożono mu na głowę kask. Humanoidzi wpatrywali się uważnie w ekran, którego on nie widział. Następnie przewodnik zaprowadził go do innego pomieszczenia. Dotknął jego rąk i Michael znalazł się w przedziwnym krajobrazie z drzewami i murawą pod purpurowym niebem. Przechadzali się tam ludzie sprawiający wrażenie zahipnotyzowanych. Spotkał płaczącą, przerażoną Janet, po czym ponownie stracił przytomność i ocknął się już na pomoście obok niej. Usłyszał jeszcze ostatnie, uspokajające przesłanie: jesteśmy przyjaciółmi i wszystko jest w porządku. Janet pamięta dobrze pojawienie się "dużego światła". W tym momencie oboje znaleźli się na ziemi.
Uzyskane pod hipnozą wspomnienia Janet, która nie znała relacji Michaela, nie są tak precyzyjne, ale zbieżne z nimi. Pamięta, że leżała na stole w otoczeniu badających ją humanoidów. Była tak przerażona, że bała się na nich spojrzeć. Potrafiła jednak scharakteryzować te istoty kosmiczne. Charakterystyka ta pokrywała się z opisem Michaela. Ten szczególny przypadek był badany przez Waltera Webba i został opisany w jego książce Encounter at Buff Ledge: A UFO Case History ("Spotkanie w Buff Ledge: historia przypadku UFO").
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz