niedziela, 2 października 2011

McDonald, Menze1, Hynek i raport Condona

McDonald, Menze1, Hynek i raport Condona

Ludzie interesujący się tematyką UFO znają dobrze wspominaną już kilkakrotnie historię komisji "Błękitna Księga" z lat pięćdziesiątych i sześćdziesiątych, zakończoną opracowaniem naukowym uniwersytetu w Kolorado. Chodzi o osławioną komisję Condona, której opublikowany w 1969 roku raport położył kres gorączce medialnej w Stanach Zjednoczonych.
W owym czasie zmniejszyła się zresztą liczba obserwacji. Po znaczącej jeszcze ich fali w latach 1966-1967 (która doprowadziła do utworzenia komisji Condona) zainteresowania zwróciły się w kierunku osiągnięć kosmonautów amerykańskich i radzieckich, osiągnięć uwieńczonych pierwszym lądowaniem na Księżycu w lipcu 1969 roku. t. Mieszkałem wówczas w Nowym Jorku i pamiętam imprezę zorganizowaną tamtego wieczoru w Central Park. Na ogromnym ekranie można było obserwować lądowanie kosmonautów amerykańskich. Przypominam sobie również, że kiedyś, we wczesnym okresie zajmowania się tematyką UFO, uwierzyłem, jak wielu innych, w konkluzje raportu Condona.
Jednak okres względnego zapomnienia nie trwał długo. Opublikowana w 1972 roku (we Francji w 1973) pierwsza książka Allena Ryneka, tak pogardzanego przez ufologów byłego doradcy naukowego amerykańskich Sił Powietrznych, zatytułowana The UFO Experience ("Doświadczenie z UFO") , a także nowe, coraz częstsze obserwacje UFO obudziły opinię publiczną. Ograniczę się do przypomnienia dwóch szczególnie interesujących wydarzeń z tego okresu: po pierwsze, do zasługujących na uwagę badań znanego fizyka, profesora McDonalda, który poddał ostrej krytyce raport Condona, i po drugie, do batalii, jaka toczyła się w Stanach Zjednoczonych w latach siedemdziesiątych o ujawnienie oficjalnych dokumentów dotyczących UFO w związku z nową ustawą o wolności informacji.
W 1966 roku Profesor James McDonald, znany specjalista w dziedzinie fizyki atmosfery i dziekan na uniwersytecie w Arizonie, zaczął poważnie interesować się UFO. W owym właśnie okresie w Stanach Zjednoczonych i innych częściach świata, w tym w Europie i Ameryce Południowej, pojawiły się fale najliczniej szych obserwacji. Po zapoznaniu się z materiałami komisji "Błękitna Księga" w Wright-Patterson był wstrząśnięty słabością "wyjaśnień" przypadków, które nie budziły jego wątpliwości, o czym powiedział bez ogródek doradcy naukowemu, Allenowi Rynekowi. O zdarzeniu tym pisze sam Rynek:
Wpadł do mojego biura, walnął pięścią w stół i wrzasnął: "Allenie, jak pan mógł trzymać tę dokumentację przez osiemnaście lat pod suknem i nigdy nas o niej nie poinformować?". Broniłem się mówiąc: "Co?! O jaką dokumentację, na Boga, chodzi?! Przecież większość tych raportów to stek bzdur". Jednocześnie jednak odczułem ogromną ulgę. Miałem przed sobą zupełnie innego naukowca, pierwszego tak wybitnego w swojej dziedzinie, który naprawdę poważnie potraktował zagadnienie UFO .
Było to na rękę Rynekowi, który czuł się coraz gorzej w roli "debunkera". W tym czasie pojawił się na horyzoncie Jacques Vallee, który zaczął z nim współpracować. Dzięki niemu Rynek zapoznał się z dokumentacją francuską i złożył wizytę Aime Michelowi. Z drugiej strony skompromitował się w 1966 roku w związku z "aferą gazu błotnego". Został wysłany do Dexter w stanie Michigan w celu wytłumaczenia interesującej obserwacji dokonanej przez kilku świadków, w tym policjantów. Widzieli oni błyszczący obiekt, który wylądował w bagnistym lesie. Rynek nie znalazł nic mądrzejszego na wytłumaczenie tego zjawiska niż błędne ognie. Wyjaśnienie to ośmieszyło go w oczach wszystkich. Sprawa narobiła dużo szumu w prasie.
Po przestudiowaniu pewnej liczby przypadków obserwacji UFO profesor McDonald przedstawił ich analizę w dniu 22 kwietnia 1966 roku na dorocznym spotkaniu Amerykańskiego Stowarzyszenia Wydawców Prasowych w Waszyngtonie. Jego referat nosił tytuł "Czy nie zidentyfikowane obiekty latające są największym problemem naukowym naszych czasów?". Dodajmy, że ten znakomity referat, jeden z najlepszych tekstów, jakie były kiedykolwiek opublikowane na temat UFO (i z którym powinni zapoznać się wszyscy sceptycy), został wówczas przetłumaczony na francuski przez Groupe d'etude de phenomenes aeriens (Grupa Studyjna do Spraw Zjawisk Powietrznych -GEPA) Rene Fouere. GEPA wprawdzie już nie istnieje, ale broszura jest wciąż dostępna .
Na McDonaldzie szczególne wrażenie wywarł przypadek, o którym pisze na wstępie. Dzięki temu właśnie przypadkowi, który miał miejsce w kwietniu 1966 roku w hrabstwie Portage w stanie Ohio, zaczął interesować się UFO. Dwóch policjantów, Dale Spaur i W. L. Neff, ujrzało nagle podczas służby o godzinie 5.00 rano szybujący nad nimi, a następnie oddalający się duży błyszczący obiekt. Miał około 40 stóp (12 m) średnicy i rzucał jaskrawy blask. Z jego dolnej płaszczyzny wydobywało się stożkowate rozproszone światło. ,,I tutaj rozpoczyna się osobliwa, trwająca prawie półtorej godziny na przestrzeni 70 mil (110 km) pogoń, zakończona na granicy stanu Ohio". Obiekt poruszał się na wysokości od 100 do 2000 stóp (30 do 600 m). Do pościgu dołączyło, już w Pensylwanii, dwóch innych policjantów. Jak oświadczyła zgodnie cała czwórka, w końcu obiekt wzbił się z ogromną prędkością pionowo w górę i zniknął.
NICAP, wówczas główna prywatna instytucja badawcza, opublikował na ten temat liczący 125 stron bardzo szczegółowy raport, a McDonald przesłuchał osobiście trzech policjantów. Natomiast dochodzenie komisji "Błękitna Księga" ograniczyło się do najprostszej czynności: do krótkiego telefonu do policjanta Spaura. Incydent ten potwierdza Allen Hynek . Szef "Błękitnej Księgi", major Quintanilla, rozpoczął rozmowę od razu z grubej rury: "Proszę opowiedzieć o tej waszej fatamorganie". Usiłował przekonać Spaura, że widział satelitę Echo (duży plastikowy balon, który wówczas był najbardziej widoczny), a następnie, że ścigał planetę Wenus. O Wenero, jakich to kłamstw nie wymyślono z twoim imieniem na ustach! McDonalda nie dopuszczono do pełnej dokumentacji w tej sprawie i zaczął on kąśliwie krytykować dochodzenie Sił Powietrznych. Z kolei Hynek twierdzi, że nawet z nim nie konsultowano wersji o "satelicie i Wenus". Wersja ta zresztą uzyskała rangę oficjalnego wyjaśnienia tego przypadku przez komisję "Błękitna Księga". Hynek pisze również o tym, że cała ta historia wywarła tragiczny wpływ na Życie głównego świadka, Dale'a Spaura: "Opinia publiczna doszła do wniosku, że jest to niezrównoważony psychicznie oficer, który padł ofiarą halucynacji. Spotkanie Quintanilla -Spaur wyraźnie to sugeruje. Spaur stał się powszechnym pośmiewiskiem, a rozgłos wokół tej sprawy miał dla niego katastrofalne skutki. Wszystkie te wydarzenia wywarły wpływ na jego Życie rodzinne: opuściła go żona, a także zrujnowały jego karierę zawodową i zdrowie" . Prezes Związku Racjonalistycznego, wybitny astrofizyk francuski i nie mniej wybitny sceptyk Evry Schatzman twierdzi, że badacz amerykański Robert Sheaffer (również zatwardziały sceptyk) przyznał, iż wersja z Wenus była pomyłką .
Historie przedstawione przez profesora McDonalda tworzą tak imponującą kolekcję, że już ona sama powinna wystarczyć, aby skłonić do refleksji najbardziej nawet zajadłych sceptyków, zwłaszcza ze świata nauki. Prawdę mówiąc, , wielu spośród nich nie ujawnia swoich rzeczywistych przekonań, nie mogąc lub nie chcąc otwarcie przeciwstawić się dominującej aktualnie opinii na temat istnienia (a raczej nieistnienia) UFO, która nakazuje głęboką nieufność wobec wszystkiego, co wydaje się nieracjonalne. Gdyby nie było tych zahamowań, spotęgowanych jeszcze wielce intrygującymi aspektami samego w sobie zjawiska UFO, tak jak jawi się ono dziś, i gdyby nie tak natarczywa polityka "debunkingu" i oficjalnej tajemnicy, kwestia ta stałaby się już dawno' normalną częścią składową refleksji naukowej i kulturowej.
Prace profesora McDonalda przyczyniły się w owym czasie do żywego zainteresowania sprawami UFO. Doprowadziło to do przesłuchań w parlamencie, w których: wyniku zapadła decyzja o przeprowadzeniu oficjalnych, ale I w zasadzie niezależnych badań naukowych nad UFO. t Badania te, prowadzone pod kierunkiem znanego fizyka Edwarda U. Condona na uniwersytecie w Kolorado, zakończyły się niepowodzeniem. Wkrótce okazało się bowiem, że są od samego początku ukartowane. Ujawnił to członek zespołu badawczego doprowadzony do furii, kiedy natrafił
na notatkę sporządzoną przez członka rady administracyjnej uczelni Roberta Lowa. Notatka zawierała zalecenia, w jaki sposób można nadać badaniom pozory bezstronności! A mimo to zacytujmy w całości wniosek doktora Condona otwierający obszerny raport opublikowany w styczniu 1969 roku:
Nasz generalny wniosek sprowadza się do tego, że w ciągu 2Ilat badań nad UFO nie wniesiono nic nowego do wiedzy naukowej na ten temat. Jeśli potraktować poważnie dostępną dokumentację, to można dojść do wniosku, że dalsze pogłębione badania nad UFO najprawdopodobniej nie rokują nadziei na postęp nauki w tej dziedzinie .
Z tekstu raportu wynika jednak, że Condon nie zdaje sobie chyba sprawy z jego treści, zawiera on bowiem opis ciekawych faktów, w tym również pewną liczbę nie wytłumaczonych przypadków. Lektura raportu wzbudziła ponownie zainteresowanie niektórych uczonych problematyką UFO, między innymi Claude' a Pohera we Francji.
Mimo niefortunnych opinii doktora Condona, kilku znanych uczonych, w tym astronomowie Carl Sagan i Thornton Page, który w 1953 roku uczestniczył w pracach komisji Robertsona, zorganizowało w roku ukazania się raportu sympozjum naukowe. W toku obrad doszło do ostrego starcia pomiędzy Menzelem i McDonaldem. McDonald powrócił do sprawy słynnej "karuzeli waszyngtońskiej", którą Menzel "wyjaśnił" wówczas prasie działaniem inwersji temperatury (jego interpretacja nie została nawet wzmiankowana w książce Ruppelta). McDonald przesłuchał wielu świadków i przeanalizował zarejestrowane za pomocą radiosondy dane o stanie atmosfery. Podał w wątpliwość oficjalne wyjaśnienie: "Przejrzałem dane radiosond z dwóch nocy, obliczyłem gradienty współczynników załamania i po uwzględnieniu wpływu przejścia samych sond stwierdziłem, że nie mogły nastąpić odbicia sygnału radarowego. Sugestia, że inwersja temperatury, podobna do inwersji wynikających z danych radiowych, mogła spowodować tego wieczoru w Waszyngtonie obserwowane efekty, jest absurdalna". W referacie opublikowanym w materiałach sympozjum Menzel ostro replikuje: "Co McDonald może wiedzieć o ogólnych warunkach propagacji w całym regionie Waszyngtonu? Absolutnie nic!" . Można powiedzieć, że mamy tu do czynienia z ewidentnym przypadkiem nierzetelności ze strony astronoma Menzela, który uzurpował sobie prawo do publicznego wyrażania krytycznego dnia autorytatywnych opinii o istocie zagadkowego zjawiska.

"Batalia" FOIA

Zapomniana na pozór W efekcie raportu Condona i po rozwiązaniu komisji "Błękitna Księga" sprawa UFO pojawia się w mediach na początku lat siedemdziesiątych zaledwie od czasu do czasu. Mimo że faktycznie Siły Powietrzne położyły kres publicznym dochodzeniom, to jednak personel wojskowy był nadal zobowiązany do sporządzania raportów dotyczących każdego zjawiska mającego związek z bezpieczeństwem narodowym. Raporty te nigdy nie trafiały do rąk członków komisji "Błękitna Księga", która była zresztą tylko parawanem na użytek mediów. Świadczy o tym pewien dobrze znany ufologom amerykańskim "odtajniony" dokument. Chodzi o notatkę zastępcy szefa działu rozwoju Sił Powietrznych generała Bolendera z dnia 20 października 1969 roku. Zaleca on, by Siły Powietrzne położyły kres działalności komisji "Błękitna Księga".
Ta niezwykle pouczająca notatka przypomina pokrótce wydarzenia ostatnich 20 lat. Wyjaśnia, że utrzymywanie komisji po opracowaniu raportu Condona jest bezcelowe:
Raporty o nie zidentyfikowanych obiektach latających, które mogłyby zaważyć na bezpieczeństwie narodowym, są sporządzane zgodnie z dyrektywą JANAP 146 lub instrukcjami Sił Powietrznych zawartymi w dyrektywie 55-11 i nie stanowią części składowej systemu "Błękitna Księga".
Ten rozdział zamknięto bez cienia protestu ze strony środków masowego przekazu. Mimo to kwestia UFO wkrótce odżyła na nowo. Żeby definitywnie skończyć ze sprawą komisji "Błękitna Księga" warto tu podkreślić, iż w jej dostępnych już dziś archiwach dociekliwi badacze znajdą cała kopalnię istotnych informacji, ponieważ archiwa te przechowują nie mniej niż 12618 raportów, z których 701 dotyczy nie wytłumaczonych obserwacji.
W następnych latach prawo o wolności informacji stanie się efektywnym narzędziem, które stworzy możliwość zapoznania się z licznymi "odtajnionymi" dokumentami. Udostępnieniu będą podlegać dokumenty nie sklasyfikowane jako tajne i nie zagrażające prywatności obywateli Stanów Zjednoczonych. Począwszy od 1974 roku, od ubiegających się o dokumenty nie wymaga się ich dokładnego opisu, co nie zmienia faktu, że poważni badacze wybierający się na podbój archiwów amerykańskich nie uzyskają nawet niewielkiej cząstki poszukiwanych materiałów. Co więcej, sporą ich część wydaje się po ocenzurowaniu.
Wielka gra o faktyczny dostęp do dokumentów dotyczących UFO rozpoczęła się tak naprawdę w 1977 roku. Wnioski w tej sprawie napływały do wszystkich niemal instytucji rządowych. Nowe materiały były ekshumowane jeszcze w 1996 roku. FBI i CIA początkowo zaprzeczały, że są w posiadaniu jakichkolwiek dokumentów dotyczących UFO. Jednak w obliczu uporczywych żądań, między innymi ze strony stowarzyszeń Ground Saucer Watch (Obserwacja Talerzy z Ziemi), w którym uczestniczy wielu naukowców, i CAUS (Citizens Against UFO Secrecy -Obywatele Przeciwko Tajemnicy UFO) obie agencje musiały skapitulować. Dwaj członkowie stowarzyszenia CAUS, Lawrence Fawcett i Barry Greenwood, opisują w ciekawej książce The UFO Cover-Up  ("Ukrywanie prawdy o UFO") prawdziwą batalię prawną, jaką musieli stoczyć w tej sprawie.
Wnioskami na podstawie FOIA zasypywane są amerykańskie instytucje rządowe: armie powietrzna, lądowa i morska, NORAD (North American Aerospace Defense Command -Północnoamerykańskie Dowództwo Obrony Przestrzeni Powietrznej), FBI, CIA, Departament Stanu, NSA (Nationa! Security Agency -Agencja Bezpieczeństwa Narodowego) -jeszcze bardziej tajna od CIA agencja wywiadowcza specjalizująca się w nadzorowaniu światowej łączności, a także DlA (Defense Intelligence Agency -Agencja Wywiadu Obronnego).
W 1978 roku fizyk z marynarki wojennej, Bruce Maccabee, otrzymał od FBI liczącą 800 stron pierwszą porcję dokumentów. Później ujawnione zostały inne. W ciągu 15 miesięcy FBI dostarczyło 1700 stron różnych materiałów. CIA była bardziej wstrzemięźliwa, ale wreszcie w 1979 roku przekazała prawie 900 stron. "New York Times" z dnia 14 stycznia 1979 roku anonsował wiadomość o tym fakcie następująco: "Dokumenty CIA ujawniają obserwowanie UFO", a" Washington Post" zapytywał: "Czym więc były te wszystkie zagadkowe aparaty?". Tytuł ten odnosił się do całej serii inwazji nie zidentyfikowanych pojazdów w przestrzeń powietrzną amerykańskich baz atomowych w 1975 roku. Potwierdziły się w ten sposób pogłoski, które krążyły na ten temat od 1977 roku. Dla ufologów pierwszym impulsem do domagania się na mocy FOIA poufnych dokumentów był artykuł opublikowany 13 grudnia 1977 roku w goniącym za sensacjami dzienniku "National Inquirer", zatytułowany: "UFO wykryte w bazach nuklearnych i na terenach dyslokacji rakiet".

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz