UFO obserwują bombowce i rakiety atomowe
Rok 1975 był obfitujący w obserwacje UFO, chociaż z ówczesnej prasy trudno byłoby się o tym dowiedzieć. Jesienią tego roku bazy bombowców i rakiet strategicznych Strategic Air Command (SAC -Strategiczne Dowództwo Powietrzne), rozmieszczone wzdłuż północnej granicy Stanów Zjednoczonych, od stanu Maine na północnym wschodzie do Montany na północnym zachodzie, odnotowały w ciągu piętnastu dni od wieczora do wczesnych godzin rannych liczne "wizyty" nie zidentyfikowanych pojazdów powietrznych. W wielu dokumentach opisujących te przypadki mówi się o śmigłowcach. Jednak wszystkie zbieżne relacje wyraźnie wskazują na to, że pojazdy te były niekiedy błyszczące, innym razem stawały się niewidoczne, kiedy indziej były nieruchome, a jeszcze innym razem oddalały się z dużą prędkością i zawsze były bezdźwięczne. Ładne mi śmigłowce!
Pierwsza seria przypadków miała miejsce w bazie powietrznej Loring w stanie Maine 27 i 28 października 1975 roku w nocy. Obserwacji dokonano również w ciągu kilku następnych nocy. O godzinie 19.45 podoficer policji Danny Lewis, pełniący służbę wartowniczą przy magazynie bomb i głowic nuklearnych umieszczonych w izolowanych podziemiach w kształcie igloo, dostrzegł na wysokości około 100 m zbliżający się "samolot". Wieża kontrolna wykryła pojazd, ale wszelkie próby nawiązania kontaktu radiowego z nim spełzły na niczym. Nieznany obiekt zaczął zataczać kręgi w odległości mniejszej niż 300 m od magazynów. Uznano, że jest to śmigłowiec. W bazie ogłoszono stan pogotowia. Dowódca bazy zwrócił się do NORAD o zezwolenie na interwencję powietrzną, nie uzyskał jednak zgody. Po 40 minutach nieznany pojazd odleciał w kierunku granicy kanadyjskiej i znikł.
"Helikopter" wrócił następnego dnia dokładnie o tej samej porze, o godzinie 19.45. Błyszczący aparat koloru bursztynu wyrzucał błyskawice białego światła. Był widoczny na końcu pasa startowego na wysokości 50 m, następnie stał się niewidoczny i pojawił się ponownie nad strefą magazynowania głowic! Sierżant Steven Eichner, członek załogi bombowca B-52, pracował właśnie na tym terenie wraz z sierżantem Jonesem i innymi członkami załogi. Eichner i Jones widzieli obiekt z bliska. Zeznali później, że przypominał on wydłużoną piłkę do footballu amerykańskiego. Pojazd był w zawieszeniu, po pewnym czasie wygasił wszystkie światła, ale ponownie wyłonił się dalej, poruszając się nierytmicznie. Eichner twierdzi, że z bliska wydawało się, iż emituje on światła we wszystkich pomieszanych z sobą kolorach. Obiekt sprawiał wrażenie materialnego i nie! wydawał żadnego dźwięku.
Nagle baza została postawiona w stan pogotowia. Przybyły samochody policyjne wyposażone w reflektory. W tym momencie pojazd "zgasł", wykrył go jednak radar. Obiekt skierował się w stronę Nowego Brunszwiku w Kanadzie. Tym razem baza otrzymała wsparcie powietrzne w postaci śmigłowca Gwardii Narodowej Huey. Kiedy przyleciał on nad ranem, nastąpiło nowe wtargnięcie UFO. Członek załogi helikoptera, podoficer Bernard Poulin, zeznawał w rozmowie z Larrym Fawcettem, że radar zaprowadził go w pobliże UFO na odległość niecałych 30 m (100 stóp), ale niczego nie mógł dojrzeć! Wszystkie rozmieszczone na północnej granicy bazy SAC zostały postawione w stan, pogotowia . r
Ujawnione od tego czasu dokumenty NORAD świadczą ł o tym, że identyczne przypadki wydarzyły się tej samej jesieni w kilku usianych bombowcami lub rakietami nuklearnymi bazach SAC, a mianowicie: 30 października w Wurtsmith Air Force Base (AFB) w Michigan; 7 i 9 listopada, a następnie 2 grudnia w Malmstrom AFB w Montanie; 4 listopada w Grand Forks AFB w Dakocie Północnej; 10 listopada w Minot AFB w Dakocie Północnej.
W Wurtsmith radar wykrył nie zidentyfikowany obiekt nad magazynem z bronią jądrową. Kiedy pojazd skierował się na południowy zachód, wykrył go z kolei samolot zaopatrzeniowy KC-135 (wojskowa wersja Boeinga 707) równocześnie na aparacie radarowym i wizualnie. W raporcie wojskowym o tym incydencie stwierdza się, że pilot widział, jak UFO oddalało się z prędkością 1000 węzłów, czyli około 1850 km/godz. .
W niektórych dokumentach wojskowych znajdują się wyraźne odniesienia do UFO. Dotyczy to na przykład listu szefa administracji Kwatery Głównej Dowództwa Obrony Powietrznej w Peterson w stanie Kolorado, pułkownika Jamesa, do Todda Zechela ze stowarzyszenia CAUS. Pułkownik odpowiada na opartą na FOIA prośbę o informację w sprawie przypadków związanych z UFO. W liście, w którym powołuje się na raporty NORAD dotyczące obserwacji z tego okresu, czytamy, że 7 listopada wieczorem w pobliżu bazy Malmstrom w stanie Montana zaobserwowano duży obiekt o zmieniających się kolorach, przechodzących od czerwonego i pomarańczowego do żółtego. Przez lornetkę można było również dostrzec małe światełka emitowane przez ten zagadkowy obiekt. W pewnym momencie wysunęło się z niego coś na kształt rury. UFO zniknęło o zachodzie słońca. 9 listopada "SAC CP połączyło się i poinformowało, że wszystkie załogi SAC na terenach L-1, L-6 i M-1 zaobserwowały UFO". Podobnie "SAC CP sygnalizuje w odległości 20 mil (32 km) na południowy wschód od Lewistown obiekt w kształcie dysku barwy pomarańczowo-białej". 10 listopada "zaobserwowano UFO na stanowisku radarowym Sił Powietrznych Minot. Błyszczący jak gwiazda obiekt przesuwał się w kierunku wschodnim, był mniej więcej wielkości samochodu. Pojazd przeleciał nad stanowiskiem radarowym na wysokości 300-600 m, nie wydając żadnego dźwięku. Obiekt widziało obecnych na tym terenie trzech wojskowych" .
W odpowiedzi na szereg pytań zadanych w 1977 roku przez "National Inquirer" armia powietrzna przyznała, że tak naprawdę tajemnicze pojazdy nigdy nie zostały zidentyfikowane jako śmigłowce. Z jej odpowiedzi wynika, że interpretacja oparta była na percepcji dźwięku i światła przez świadków .
A oto dający wiele do myślenia dokument wojskowy: ujawnia się w nim przypadkowo przyczyny, dla których bazy NORAD nie kwapiły się z organizowaniem pościgu za tymi "śmigłowcami". Chodzi o notatkę zastępcy szefa operacyjnego Narodowego Centrum Dowództwa Wojskowego (National Military Command Center -NMCC) w Waszyngtonie potwierdzającą faktycznie wobec wyższych czynników fakt istnienia UFO:
W trakcie briefingu 10 listopada rano CJCS (szef połączonych sztabów) podkreśli/, że w momencie sygnalizowania i obserwacji UFO NMCC powinno zażądać gradientów temperatury w regionie (w przypadku ewentualnych inwersji na wysokości). CJCS zastanawia/ się także nad możliwością wysyłania samolotów w pościg za UFO .
Zatrzymajmy się teraz nad sprawą imponującej serii obserwacji w bazie Malmstrom w stanie Montana. Na tym terenie było zlokalizowanych w silosach 20 rakiet Minuteman. Dla uniknięcia masowego zniszczenia w pierwszym uderzeniu jądrowym zostały one rozśrodkowane na dużej powierzchni. Jeden z tych silosów, K-7, położony był w znacznej odległości na południe od miasteczka Lewistown w regionie Judith Gap. W nocy z 7 na 8 listopada 1975 roku czujniki elektroniczne zasygnalizowały tam naruszenie obszaru bezpieczeństwa. Oficerowie podziemnej służby wartowniczej nie dysponowali środkami technicznymi umożliwiającymi obserwację na zewnątrz. Ogłoszono alarm i w kierunku miasteczka wyruszyła narychmiast "ekipa antysabotażowa". Dostrzegła w odległości jednej mili od silosu błyszczący pomarańczowy obiekt. Ekipa zbliżyła się na odległość pół mili i stwierdziła, że obiekt jest ogromny. Był to dysk wielkości boiska piłkarskiego, który oświetlał cały obszar. Oficerowie straży wartowniczej wydali ekipie rozkaz wkroczenia na ten teren, ale żołnierze odmówili wykonania. W tym czasie UFO zaczęło wznosić się w górę. Kiedy znalazło się na wysokości 300 m, wykrył go jeden z radarów NORAD. Tym razem z bazy Great Falls wystartowały dwa bardzo szybkie myśliwce Convair F-106. UFO nadal wznosiło się i w końcu zniknęło z ekranów radarowych na wysokości 20000 stóp (6600 m). Ładny mi śmigłowiec! F-106 nawet go nie dostrzegły. Zszokowanych członków "ekipyantysabotażowej" trzeba było skierować na obserwację lekarską.
Oficjalna wersja nie podaje tylu szczegółów. Wiele informacji uzyskano w trakcie żmudnych przesłuchań rekrutujących się spośród personelu wojskowego świadków tego wydarzenia. Jednym z nich był pilot śmigłowca wysłanego w kierunku stanowiska K-7, James Moulton. Widział on UFO "bardziej błyszczące niż światło słońca" .
Widocznie jednak UFO nie satysfakcjonują same wizyty na stanowiskach jądrowych. Z zeznań wiarygodnych świadków wynika, że również uszkadzają niektóre z chronionych obiektów. Ekipa specjalistów, która przybyła na stanowisko K-7 w Malmstrom w celu sprawdzenia między innymi oprogramowania celu rakiety, stwierdziła, że... zostało ono zmienione! Postanowiono więc wymienić powracający do atmosfery człon rakiety, a następnie cały pocisk. Niezależni badacze nie mogli uzyskać potwierdzenia, że identyczne zmiany dotyczyły również innych rakiet w Malmstrom. Znany ufolog Raymond Fowler zapewnia, że w bazie w Malmstrom nie był to przypadek odosobniony. Wiosną 1966 roku zostało jakoby jednocześnie przeprogramowanych dziesięć rakiet. Stwierdzono, że żadna z nich nie może być odpalona z powodu defektów w systemie naprowadzania i kontroli. Jest to o tyle dziwne, że dotyczy najbardziej chronionej części Minutemana. Fowler twierdzi, że podobny wypadek miał miejsce w Malmstrom rok później, 20 marca 1967 roku. W czasie kiedy radar wykrywał UFO nad tą strefą, uległo jakoby przeprogramowaniu kolejnych kilkanaście rakiet .
Również w Związku Radzieckim...
Po upadku Związku Radzieckiego światło dzienne ujrzało wiele informacji ujawniających fakty inwazji UFO na radzieckie bazy jądrowe. Zaczęli wypowiadać się świadkowie, między innymi ośmieleni pieriestrojką emerytowani wojskowi, a niezależni badacze ujawnili te przypadki. Jednym z wręcz nieprawdopodobnych zdarzeń w tym natłoku informacji była sprzedaż w 1993 roku przez pułkownika Borisa Sokołowa archiwów wojskowych dziennikarzowi amerykańskiemu George'owi Knappowi, który zajmował się w Moskwie dla sieci ABC sprawami UFO. Ufolog rosyjski Boris Szurinow pisze interesująco na ten temat w książce UFO w Rosji . Liczącą 124 strony dokumentację zatytułowaną "Przypadki obserwacji niespotykanych zjawisk na terenie ZSRR w latach 1982-1990" ujawniło faktycznie KGB. W książce opisany jest na przykład następujący przypadek:
Zdarzył się on w nocy z 28 na 29 lipca 1989 roku nad bazą rakietową w rejonie Kapustin Jar w pobliżu ujścia Wołgi do Morza Kaspijskiego. Kapustin Jar jest poligonem doświadczalnym, takim jak poligon White Sands w Nowym Meksyku. Dokumentacja KGB zawiera zeznania siedmiu wojskowych (dwóch młodych oficerów, kaprala i czterech szeregowych), sporządzone przez świadków szkice obiektu i krótkie podsumowanie oficera KGB. Zgodnie z podsumowaniem pierwsza grupa świadków z centrum łączności widziała między godziną 22.12 a 22.55 trzy UFO w odległości około trzech do pięciu kilometrów. Świadkowie przebywający w tym czasie w innej części bazy widzieli między godziną 23.30 a 1.30 UFO z bliższej odległości. Opisują oni te obiekty jako dyski o średnicy około czterech, pięciu metrów, uwieńczone jaskrawo oświetloną półkulą. Przesuwały się szybko i bezgłośnie lub pozostawały w bezruchu na niewielkiej wysokości od 20 do 60 m. Dowództwo bazy wysłało myśliwiec, ale gdy zbliżył się on do jednego z UFO, obiekt wykonał manewr uniku, przy czym tak zręcznie, że pilot mimo dobrej widoczności nie był w stanie nic dostrzec.
Ten lakoniczny opis KGB uzupełniają zeznania wojskowych. Widzieli oni UFO, które kierowało się w stronę położonego około 300 m od ich punktu obserwacyjnego magazynu rakiet. Najpierw uderzył ich potężny błysk światła, a następnie wyłonił się sam obiekt. Był to dysk o średnicy około czterech, pięciu metrów, uwieńczony kopułą. Zatrzymał się nad magazynem na wysokości 20 m. Obudowę obiektu otaczało fosforyzujące ciemnozielone światło. Spod UFO, z miejsca, z którego poprzednio wydobywał się błysk, wydostawała się skierowana ku ziemi wiązka intensywnego światła. Zataczała ona przez kilka sekund kręgi, a następnie zniknęła. UFO oddaliło się, wyrzucając z siebie błyski. Odnosiło się wrażenie, że pojazd może gwałtownie przyśpieszać lub zatrzymywać się, z lekka balansując. Przeleciał nad bazą, a potem powrócił nad magazyn rakiet i o godzinie 1.30 w nocy zniknął .
W raporcie opublikowanym przez dziennik "Raboczaja Tribuna" 19 kwietnia 1990 roku zawarta jest synteza ponad stu obserwacji zgłoszonych przez dowódców jednostek wojskowych. Inny wojskowy, generał pułkownik lotnictwa Igor Malcew, również w ramach radzieckiej odwilży ujawnił dobrze udokumentowane dossier powołane przez Szurinowa i inne źródła. Generał Malcew w następujących słowach podsumowuje zeznania dotyczące radarowej i wizualnej obserwacji UFO w dniu 20 marca 1990 roku w rejonie Pieriejasławla Zalesskiego na wschód od Moskwy:
Nie jestem specjalistą w dziedzinie UFO i mogę jedynie odnotować korelację danych oraz wyrazić swój osobisty pogląd. Z zeznań naocznych świadków wynika, że był to dysk o średnicy od 100 do 200 m. Po bokach miał pulsujące światła (...). Obiekt obracał się wokół osi i wykonywał manewry w kształcie litery S, zarówno w pozycji poziomej, jak i pionowej. Przebywał również w zawieszeniu nad ziemią, a następnie rozwijał prędkość dwu- lub trzykrotnie przewyższającą prędkość myśliwca.
( ...) Obiekty latały na wysokościach wahających się od 100 do 7000 m. Poruszały się bezdźwięcznie i cechowała je zdumiewająca zdolność manewrowania. Mogło się wydawać, że UFO są całkowicie pozbawione inercji. Innymi słowy, miały właściwość niepodlegania prawom grawitacji, a znanym obecnie aparatom wytwarzanym na Ziemi bardzo daleko jeszcze do takich właściwości .
Boris Szurinow przytacza inne interesujące szczegóły z relacji świadków. Pilot myśliwca, kapitan Birin, twierdzi, że światła po bokach UFO nasilały się, kiedy wzrastała jego szybkość, i prawie gasły, gdy pojazd nieruchomiał. Inni świadkowie potwierdzają to spostrzeżenie.
Szurinow pisze, że dochodzenie po tych wydarzeniach prowadził sam i miał możliwość wysłuchania świadków ze stanowisk radarowych, którzy twierdzili, iż "obiekt zwalniał, przelatując nad jednostką". I jeszcze jeden szczegół, który skłania nas do refleksji nad ostentacyjnością pojawiania się UFO. Szurinow zwraca uwagę na pewną zastanawiającą zbieżność dat: po dziewięciu dniach, 30 marca, w Belgii miały miejsce słynne liczne obserwacje wizualne i radarowe z ziemi. Wówczas też dwóm myśliwcom F-16 udało się kilkakrotnie naprowadzić i zatrzymać radar na celu (patrz rozdział 1, str. 19). A oto dwa inne ważne fakty: po pierwsze, imponujące rozmiary UFO (od 100 do 200 m średnicy), po drugie, wrażenie, że nie podlegają one grawitacji -koncepcja lansowana od dawna, ale zawsze odrzucana, gdyż nie była oparta na żadnej znanej teorii fizyki.
Szurinow przytacza inny ciekawy przypadek lotu nad bazą rakietową. 4 października 1983 roku UFO pojawiło się nad bazą rakiet balistycznych położoną w pobliżu wsi Biełokorowiczi na Ukrainie. Mieszkańcy wsi oceniają, że leciało na wysokości 400 m. Jak zeznał pułkownik Władimir Płatonow, który znajdował się wówczas w bunkrze dowodzenia, w tym momencie zapaliły się wskaźniki kontrolne rakiet jako "znak aktywizacji kodów odpalania tych rakiet". A normalnie coś takiego mogło się stać jedynie na bezpośredni rozkaz Moskwy. Ten przykry incydent trwał 15 sekund, w czasie których "nikt nie kontrolował sytuacji". Komisja dochodzeniowa, która następnego dnia przybyła z Moskwy, nie znalazła żadnego racjonalnego wytłumaczenia tej awarii .
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz