niedziela, 2 października 2011

CIA, komisja Robertsona i polityka "debunkingu"

CIA, komisja Robertsona i polityka "debunkingu"

Ruppelt pisze w swojej książce, jak nakłonił Siły Powietrzne do powołania komisji z udziałem wybitnych naukowców w celu prowadzenia badań nad UFO. Nie wspomina o tym, o czym wiemy teraz, a mianowicie że komisja, która zebrała się w Waszyngtonie na początku 1953 roku, była potajemnie sterowana przez CIA. Świadczą o tym niezbicie "odtajnione" dokumenty. l. Utworzona w 1947 roku (rok talerzy!) przez prezydenta Trumana CIA zaczęła bliżej interesować się UFO po wydarzeniach w Waszyngtonie, które, jej zdaniem, mogłyby świadczyć o istnieniu zagrożenia dla bezpieczeństwa narodowego. Dowodzi tego cała seria dokumentów wewnętrznych, jak na przykład notatka szefa Biura Wywiadu Naukowego (Ojjice of Scientific Intelligence -OSI), Marshalla Chadwella, skierowana w dniu 24 września 1952 roku do dyrektora CIA:
Zjawisko latających talerzy kryje w sobie dwa elementy zagrożenia, które w sytuacji napięcia międzynarodowego mogą mieć poważne następstwa dla bezpieczeństwa narodowego.
Chadwell wyjaśnia, że z jednej strony istnieje groźba zatorów i zakłóceń w systemie łączności, z drugiej zaś paniki wśród ludności. W sytuacji kryzysowej Związek Radziecki mógłby chcieć wykorzystać takie efekty psychologiczne. Philip Klass oczywiście nie przepuścił okazji, aby zacytować i dokładnie skomentować tę notatkę i inne materiały świadczące o takim właśnie ówczesnym podejściu CIA. Ale czyżby CIA nie miała innych powodów do zainteresowania się UFO?
Co wiedziała wówczas na ten temat ta agencja wywiadowcza? Takiego pytania nie da się uniknąć, jeśli ocenia się tajną wiedzę, jaką mogła dysponować w tym czasie armia. Jak można było się spodziewać, dostępne dziś dokumenty CIA nic na ten temat nie mówią. Z drugiej jednak strony świadczą one o poważnym zaniepokojeniu ich autorów. Ale czy CIA miała sprecyzowaną opinię o charakterze tajemniczych UFO?
Na początku sierpnia 1952 roku, w ślad za briefingiem Sił Powietrznych, który miał miejsce 8 sierpnia w Dayton, odbyło się spotkanie na najwyższym szczeblu CIA. Na spotkaniu tym przedstawiono trzy notatki, dziś już "odtajnione". Sceptycy utrzymują, że stanowią one dowód, iż agencja wywiadowcza nie orientowała się w tajemnicach Sił Powietrznych. Pierwsza notatka omawia cztery teorie na temat UFO; można je streścić w sposób następujący:
1) Chodzi o amerykańską tajną broń znajdującą się w fazie prac konstrukcyjnych. Hipotezę tę wykluczają autorytety uprawnione do wglądu w najściślejsze tajemnice. W ocenie autorów analizy jest ona absolutnie nieprawdopodobna choćby ze względu na niebezpieczeństwo, na które ich loty naraziłyby lotnictwo cywilne (przy okazji warto zaznaczyć, że uwagę tę można w pełni odnieść do późniejszych obserwacji trójkątów w Belgii i Wielkiej Brytanii).
2) Może to być produkt rosyjski. Analiza CIA wyklucza bezdyskusyjnie tę teorię z całkowitego braku dowodów.
3) Są to pojazdy międzyplanetarne. "Mimo że możemy założyć istnienie rozumnego życia poza Ziemią i że możliwe są podróże kosmiczne, w chwili obecnej nie ma cienia dowodu na poparcie tej teorii".
4) "Obserwacje można wytłumaczyć błędną interpretacją znanych obiektów lub naturalnymi, ale wciąż mało znanymi zjawiskami".
Powyższy dokument CIA jest dowodem bardzo sceptycznego stosunku ścisłego kierownictwa agencji do hipotezy pozaziemskiej, czego nie omieszkał zauważyć Philip Klass . Uważa on, że jest nie do pomyślenia, aby najwyższe gremium CIA nie było poinformowane o znalezieniu UFO, nawet jeśli byłoby to okryte najściślejszą tajemnicą.
A jednak... Czy jest aż tak nieprawdopodobne, że CIA była trzymana przez Siły Powietrzne na dystans, przynajmniej w pierwszym okresie? Stwierdziliśmy już, że napięte stosunki istniały między armią i FBI. Czy nie można założyć, że te ściśle tajne informacje były limitowane dla bardzo niewielkiej liczby osób według zasady need to know (wiedzą ci, którzy muszą), a ci, którym informacje nie są niezbędnie konieczne, nie powinni być do nich dopuszczani? Czy analogiczne podejście, jeśli chodzi o dostęp do dokumentów wojskowych, nie mogłoby dotyczyć również CIA? Powtórzmy: jeśli istniała i nadal istnieje szczególnie ścisła tajemnica, do której dostęp ograniczony jest, z jednej strony, dla niewielkiej liczby najwyżej postawionych osób, a z drugiej, dla wysoko kwalifikowanego i zdyscyplinowanego personelu wykonawczego, jak na przykład służby bezpieczeństwa, to taka tajemnica nie może być omawiana na posiedzeniu CIA, nawet na "najwyższym szczeblu". Jeśli niektórzy uczestnicy tego spotkania byli w sprawę wtajemniczeni, to i tak nie mogli się na nią powołać. Jest przecież jak najbardziej logiczne, że tajemnica, która musi być absolutnie strzeżona, nie ogląda światła dziennego nawet na bardzo tajnych spotkaniach i w najtajniejszych dokumentach, a tym bardziej w dokumentach "odtajnionych".
Udostępnione dotychczas materiały nie pozwalają ustalić, czy CIA, czy raczej niektórzy jej dobrze usytuowani w tej zhierarchizowanej instytucji funkcjonariusze, byli informowani o ściśle tajnych badaniach wojskowych dotyczących UFO. Z drugiej jednak strony pewne materiały wskazują na to, że CIA została o nich przez armię poinformowana. Można powołać się choćby na wyciąg z notatki z dnia 2 grudnia 1952 roku, sporządzonej przez zastępcę szefa wywiadu dla ówczesnego dyrektora agencji, Waltera B. Smitha:
Otrzymane ostatnio przez C/A raporty wskazują na to, że prowadzenie dalszej akcji jest celowe i kompetentne czynniki A T/C i A2 zorganizowały 25 listopada nowy briefing. Aktualne raporty o przypadkach dowodzą, że dzieje się coś, co wymaga naszej natychmiastowej aktywności. (...) Obserwacje niewytłumaczalnych obiektów latających na dużych wysokościach i z wielką prędkością w pobliżu ważnych amerykańskich instalacji obronnych mają taki charakter, że nie można ich zaliczyć do zjawisk naturalnych ani do znanych typów pojazdów powietrznych.
Jeśli dobrze wczytać się w sens tych słów, to cytowana notatka, o której sceptycy w rodzaju Philipa Klassa nie raczyli nawet wspomnieć, świadczy po prostu o tym, iż dowództwo wojskowe nie tylko potwierdziło swoim odpowiednikom w CIA autentyczność UFO, ale także poinformowało o niepokojącym fakcie, iż krążą one nad ważnymi instalacjami wojskowymi! Można zadać pytanie, czy przypadkiem dokument ten nie został "odtajniony" w dniu 24 września 1975 roku na skutek jakiegoś przeoczenia administracji. Tak czy owak warto zwrócić uwagę na fakt, że po blisko dwudziestu latach od ujawnienia takiego materiału sceptycy z różnych krajów nadal negują -i to z jaką pogardą! -samo istnienie UFO.
Poinformowane o sytuacji kierownictwo CIA stanęło w obliczu konieczności wyciszenia krążących wśród społeczeństwa pogłosek na temat UFO. Taką główną rekomendację dla rządu sformułowała Robertson Panel, komisja składająca się ze znanych naukowców, która wzięła nazwę od nazwiska swego przewodniczącego. Jej pięciodniowe obrady zorganizowane zostały w dniach 14-18 stycznia 1953 roku ze wspólnej inicjatywy Sił Powietrznych i CIA. Oto dosłowny tekst wniosków tego "panelu", w owym czasie tajnych, ale opublikowanych w 1969 roku w postaci załącznika do raportu Condona:
Panel zaleca:
żeby agendy bezpieczeństwa narodowego podjęły natychmiastowe kroki w celu zniesienia specjalnego statusu nadanego nie zidentyfikowanym obiektom latającym, a także aury tajemniczości, która niefortunnie je otacza;
żeby agendy te opracowały politykę w dziedzinie informacji i edukacji społecznej, która miałaby na celu przygotowanie do materialnej i moralnej obrony kraju i która pozwoliłaby natychmiast rozpoznawać i skutecznie reagować na wszelkie przejawy wrogich zamiarów lub akcji.
Rekomendujemy realizowanie tych celów na podstawie zintegrowanego programu zmierzającego do przekonania społeczeństwa o całkowitym braku dowodów istnienia wrogich (zamaskowanych sił kryjących się za tym zjawiskiem; wyszkolenie personelu do szybkiego i skutecznego odrzucania fałszywych objawów; zwiększenie istniejących możliwości oceny i szybkiego reagowania na prawdziwe objawy wrogich poczynań.
Z perspektywy czasu widać wyraźnie, że zalecenia komisji Robertsona były skrupulatnie realizowane między innymi przez komisję Sił Powietrznych "Błękitna Księga", która aż do swego rozwiązania w 1969 roku starała się usilnie znaleźć naturalne wytłumaczenie dla wszystkich obserwacji UFO. Polityka "debunkingu" osiągnęła apogeum pod koniec lat sześćdziesiątych w pracy skutecznie sterowanej komisji Condona. Jej obszerny "naukowy" raport opublikowany w 1969 roku zawierał wnioski o nieistnieniu UFO i pozwolił wreszcie Siłom Powietrznym pożegnać się definitywnie z niepotrzebną komisją "Błękitna Księga". Ponieważ jednak nie ma nic wiecznego, w ostatnich latach kształtuje się małymi kroczkami nowa linia polityczna. Tym razem chodzi o to, by stopniowo, z nogą na hamulcu (łącząc zręcznie prawdę z fikcją) w celu uniknięcia ryzyka nie kontrolowanych emocji przygotować społeczeństwo na przyszłe rewelacje...
Ostatnia obserwacja UFO przedstawiona w książce Ruppelta zbiega się z dniem jego odejścia z komisji "Błękitna Księga" -tak jakby UFO wiedziały, że odchodzę -komentuje ten fakt z ironią. Jest przekonany, że stanowi ona najbardziej przekonujący materiał, jaki kiedykolwiek otrzymały Siły Powietrzne. Ruppelt udał się natychmiast na miejsce zdarzenia.
12 sierpnia 1953 roku wieczorem baza powietrzna w Ellsworth w pobliżu Rapid City w Dakocie Południowej wykryła na radarze cel, dokładnie w miejscu, skąd jakiś świadek sygnalizował właśnie obserwację bardzo jaskrawego światła. Na ekranie widać było wyraźnie zarysowany materialny błyszczący obiekt w niczym nie przypominający efektów wywołanych zakłóceniami atmosferycznymi. Przesuwał się bardzo powoli na wysokości nieco powyżej 5000 m (16000 stóp). W bazie oficer utrzymujący kontakt z cywilnym świadkiem obserwował jednocześnie UFO jeszcze przez kilka minut. Świadek nagle poinformował, że UFO kieruje się w stronę Rapid City, co kontroler lotów stwierdził również na swoim ekranie. Obaj mężczyźni obserwowali niebo i widzieli duże biało błękitne światło zmierzające w kierunku Rapid City. UFO okrążyło miasto i wróciło do pierwotnego punktu. Wówczas oficer bezpieczeństwa wysłał w stronę celu pełniący w tej strefie służbę patrolową myśliwiec F-84 Thunderjet. Pilot wykrył światło i ruszył w jego kierunku. Gdy znalazł się w odległości trzech mil, zaczęło się ono poruszać, co zaobserwowali również wieża kontrolna i cywilny świadek. UFO przyśpieszyło i skierowało się na północ, zwiększając wysokość. Samolot podążył za nim. Pilot dostrzegł, że światło staje się bardziej jaskrawe. Przez pewien czas trwał pościg. Z zanotowanej przez Ruppelta relacji kontrolera wynika, że UFO chciało utrzymać stały dystans trzech mil (5 km) od samolotu. Samolot i UFO odleciały na odległość 120mil (193 km) na północ, po czym F-84 z powodu braku paliwa zmuszony był powrócić do bazy.
Wieża kontrolna odnotowała w tym czasie, że UFO pojawiło się za samolotem w odległości 10-15 mil (16-24 km). Ale i to jeszcze nie wszystko! Inny gotowy do startu F-84 przejął pałeczkę, odnalazł UFO i zbliżył się do niego. Rozpoczęła się zabawa: UFO starało się utrzymać odległość trzech mil od nowego partnera. Pilot, weteran drugiej wojny światowej i wojny koreańskiej, zdecydował się na uruchomienie swego radaru celowniczego i prawie natychmiast jego sygnał świetlny wskazał na to, że ma przed sobą realny cel. I w tym momencie, jak zwierzył się później Ruppeltowi, ogarnął go strach. On, który miał do czynienia z myśliwcami niemieckimi i radzieckimi MIG-15 w Korei, poprosił o zezwolenie na przerwanie manewru przechwytywania. Tym razem UFO już nie powróciło. Radar widział, jak leciało ono w kierunku miasta Fargo w Dakocie Północnej, gdzie jeszcze jeden świadek dostrzegł przesuwające się szybko biało-błękitne jaskrawe światło. Wniosek Ruppelta: "Było to nieznane. Wspaniałe!" .
Ten wyjątkowy przypadek jest tematem ostatniego autoryzowanego raportu zawierającego relację pilota wojskowego, ponieważ kilka dni później Siły Powietrzne wydały rozporządzenie Air Force Regulation 200-2 zabraniające pilotom składania publicznych zeznań z wyjątkiem sytuacji, które można wytłumaczyć racjonalnie. Rozporządzenie to zostało jeszcze zaostrzone w grudniu 1953 roku we wspólnym dokumencie szefów sztabów armii, marynarki i lotnictwa JANAP 146 (Joint-Army-Navy-Air Force-Publication), zawierającym ścisłe instrukcje, jak należy sporządzać każdy raport w sprawie "obserwacji ważnych zjawisk" (procedura CIRVIS) dotyczących samolotów, statków, łodzi podwodnych, rakiet i... nie zidentyfikowanych obiektów latających! W myśl tych nowych dyrektyw publikacja każdego raportu o UFO podpadała odtąd pod działanie ustawy o szpiegostwie i podlegała karze do dziesięciu lat więzienia oraz 10 000 dolarów grzywny .
Krótkotrwała, ale jakże znacząca w skutkach działalność Ruppelta na amerykańskiej scenie ufologicznej zakończyła się bardzo nieciekawie. W 1959 roku ukazało się drugie .I wydanie jego książki opublikowanej po raz pierwszy w roku i 1956. Tekst tego wydania został złagodzony, a w trzech dodanych na końcu publikacji rozdziałach Ruppelt zamienia się w sceptyka. Po odejściu ze służby pracował jako inżynier w dużych zakładach lotniczych, które realizowały wiele zamówień dla wojska. Niewykluczone, że mógł być poddawany presji, ale nie ma na to żadnych dowodów. Zmarł w 1960 roku na zawał w wieku 37 lat.

Tajny raport Instytutu Battelle

Dzięki autorytetom naukowym komisja Robertsona dobrze przysłużyła się adresowanej do społeczeństwa polityce systematycznego dementowania obserwacji UFO. Jej raport pozostał jednak tajemnicą. Trzeba było więc, realizując tę politykę, szukać ewentualnie innego wsparcia, bardziej nadającego się do ujawnienia. W 1952 roku Siły Powietrzne zleciły przeprowadzenie tajnych badań nad UFO znanemu instytutowi badawczemu -Battelle Memorial Institute (o czym jeszcze w styczniu 1953 roku nie poinformowano komisji Robertsona). Chodziło o dokonanie analizy statystycznej zgromadzonych do tej pory około 4000 raportów z obserwacji. W 1955 roku armia opublikowała wyniki badań instytutu pod nazwą "Raport nadzwyczajny 14. komisji «Błękitna Księga»". W myśl ogłoszonych wyników obserwacje nie dostarczają dowodów istnienia UFO. "New York Times" prezentuje ten raport w następujący sposób:
(...) Siły Powietrzne opublikowały wyniki inteligentnej, dociekliwej i wyczerpującej analizy wszystkich doniesień o zaobserwowaniu latających talerzy. Odwołały się do znanych uczonych i zastosowały nowoczesne środki. Konkluzja jest negatywna (...). Uczeni nie znaleźli żadnego dowodu, że rzadkie przypadki zakwalifikowane jako "nieobjaśnialne" mogłyby być pochodzenia kosmicznego.
Doradca naukowy Sił Powietrznych, Allen Rynek, opublikuje później w książce wydanej w 1977 roku  prawdziwe wyniki tej analizy. Jak z nich wynika, Instytut Battelle wyeliminował przede wszystkim zbyt niejasne i powtarzające się przypadki, ograniczając ich próbę do 2199, co jest wielkością wystarczającą do badań statystycznych. Przypadki "nieobjaśnialne" w liczbie 433 nie są aż tak nieznaczne, gdyż stanowią 20% całości (22% jeśli odrzuci się 240 przypadków uznanych, jak podaje Rynek, za bezzasadne). Odsetek ten wzrasta do 33%, jeśli ograniczymy się do raportów uznanych za bardzo dobre. Największą rewelacją analizy statystycznej, zręcznie ukrytą w materiałach przeznaczonych dla prasy, jest fakt, że porównanie punkt po punkcie przypadków "objaśnialnych" i "nieobjaśnialnych" pokazuje ogromne różnice w ich cechach charakterystycznych. Prawdopodobieństwo, by te dwie kategorie zjawisk były tej samej natury, jest mniejsze niż jeden przypadek na miliard. Inaczej mówiąc, Instytut Battelle dostarczył analizę, która była całkowicie sprzeczna z polityką Sił Powietrznych. Nie przeszkodziło im to w wykorzystaniu tego materiału na swoją korzyść. Sceptycy do dziś sięgają bez zahamowań do tych spreparowanych wniosków.
Badania statystyczne są wprawdzie dla przeciętnego odbiorcy nieco abstrakcyjne, ale powinny bezbłędnie trafiać do umysłów ludzi nauki. W tym miejscu ograniczymy się tylko do wzmianki o tym, że Jacques Va11ee, a następnie Claude Poher, kiedy odpowiadał jeszcze za badania nad UFO w Narodowym Centrum Badań Kosmicznych (Centre national d'etudes spatiales), dokonali w latach sześćdziesiątych analiz porównawczych. Potwierdziły one w pełni autentyczność UFO, które uważa się za zjawiska wykraczające poza zdolność percepcji umysłu ludzkiego. Analizy te były niejednokrotnie publikowane, co nie przeszkadza sceptykom głosić całkowicie odmienne poglądy.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz