niedziela, 2 października 2011

Komisja "Błękitna Księga"

Komisja "Błękitna Księga"

Po otrzymaniu nominacji na szefa "Komisji Uraza" we wrześniu 1951 roku Ruppelt stwierdził, że ma do czynienia z bezczynną ekipą, która nawet nie czyta napływających do niej raportów. Ten okres apatii nazywa on "czarnymi latami UFO". Młody utalentowany oficer jest zaniepokojony tą zdumiewającą sytuacją, ponieważ od swoich zwierzchników wysokiego szczebla otrzymał polecenie natychmiastowego wznowienia dochodzeń. Zadaje sobie pytanie, czy za negatywną postawą charakteryzującą bazę Wright-Patterson, kiedy w innych ośrodkach jakość raportów ma tendencję wzrostową, nie kryją się jakieś istotne przyczyny:
Czy przypadkiem nie służę za kamuflaż dla jakichś innych zadań? Nie podoba mi się ta sytuacja, ponieważ jeśli niektórzy moi zwierzchnicy wiedzą, że UFO to na pewno statki kosmiczne, wyjdę na durnia, kiedy prawda zostanie ujawniona .
I rzeczywiście, w owym czasie postawa Sił Powietrznych nie była jednoznaczna. Wprawdzie na początku 1949 roku przyjęły one "twardą" linię konsekwentnego negowania obserwacji UFO i opcja ta została oficjalnie potwierdzona w grudniu w końcowym, bardzo krytycznym raporcie "Komisji Uraza" (zmuszonej mimo to do uznania 23% przypadków za nie wyjaśnione), to jednak nie była ona jednomyślna. Najwyższe czynniki w hierarchii wywiadu, najpierw generał Cabell w notatce z lutego 1949 roku o potrzebach wywiadu (patrz rozdział 3), a następnie generał Samford we wrześniu 1951 roku domagali się zapoczątkowania badań z prawdziwego zdarzenia w sprawie UFO. Dziś, biorąc pod uwagę wszystko, co wiemy o Roswell, możemy zadać sobie pytanie, czy nie było z ich strony podwójnej gry. Jeśli w 1947 roku znaleziono rzeczywiście rozbite UFO, to z całą pewnością byliby oni o tym poinformowani, i to w pierwszej kolejności. Nasilające się jednak tajemnicze wizyty mogły być dla nich do tego stopnia niepokojące, że uznali za niezbędne wznowienie dochodzeń. Tak czy inaczej, aktywne obserwacje UFO stały się, ich zdaniem, konieczne.
Aby podkreślić ten przełom, nadano komisji nową nazwę B/ue Book ("Błękitna Księga"). Dzielny porucznik Ruppelt, szybko awansowany do stopnia kapitana, postanowił wykonać swoje zadanie jak najbardziej sumiennie, niezależnie od okoliczności. Nie trzeba było długo czekać, aby UFO znalazły się ponownie w orbicie dużego zainteresowania. W lecie 1952 roku pojawiła się fala obserwacji, która osiągnęła punkt kulminacyjny w tak zwanej "karuzeli waszyngtońskiej". Zbulwersowała ona i zmobilizowała opinię publiczną. W lipcu 1952 roku przez dwie noce z siedmiodniową przerwą odbywał się prawdziwy balet powietrzny UFO, zaobserwowany nad stolicą przez licznych świadków cywilnych i wojskowych, z ziemi i powietrza, bezpośrednio i na ekranach radarów.
W sobotę 19 lipca 1952 roku o godzinie 23.40 rozpoczęła się pierwsza seria obserwacji. Trwała ona do godziny 5.30 nad ranem. Pierwszy odebrał zjawisko radar o dalekim zasięgu -ARTC -70 mil (110 km). Zarejestrował on siedem odbić w odległości 15 mil na południowy zachód. Szef kontroli ruchu powietrznego Harry Barnes zeznaje: "Od razu wiedzieliśmy, że to coś bardzo dziwnego. Ruchy obiektów różniły się zasadniczo od ruchów zwykłych samolotów" (II). Obiekty te można było śledzić tylko na odległość pięciu kilometrów. Znikały z ekranu jak po gwałtownym przyśpieszeniu. Po sprawdzeniu sprawności radaru Barnes połączył się ze swym kolegą w centralnej wieży kontrolnej odległej o 400 m i odpowiedzialnej za lądowania. Howard Cocklin potwierdził, że nie tylko jego radar odnotował również te obiekty, ale i on sam zobaczył jeden z nich -błyszczące pomarańczowe światło -na własne oczy! Obiekty rozciągnęły się po całym sektorze. Barnes połączył się z wojskową bazą powietrzną w Andrews, położoną 16 km na wschód, na drugim brzegu Potomaku. Pilot William Brady (zgodnie z dokumentem "Błękitnej Księgi") widział gołym okiem w odległości około dwóch kilometrów od bazy dużą pomarańczową kulę ognistą o wyraźnych konturach i ze smugą. Wykonała ruch kolisty, zatrzymała się, a następnie odleciała z niewiarygodną prędkością i w mgnieniu oka zniknęła.
Ponieważ oba lotniska, cywilne i wojskowe, wykrywały nadal kolejne UFO, w tym pomarańczowy błysk na wysokości około 1000 m, ogłoszony został pościg, ale w bazie Andrews trwały prace remontowe i trzeba było sprowadzić samoloty z bazy Newcastle w stanie Delaware. Tuż przed przybyciem samolotów -z wielkim opóźnieniem, około godziny 3.00 w nocy -UFO się ulotniły,... by na nowo pokazać się po ich odlocie! Tymczasem kapitan Pierman lecący na pokładzie DC-4 linii Capital Airlines obserwował przez czternaście minut aż sześć błyszczących, białych, szybko poruszających się świateł. Jak podaje kontroler Barnes, obserwacje te pokrywały się w pełni z pelengiem radarowym. Późno w nocy radar o dalekim zasięgu AR TC zasygnalizował UFO nad inną wojskową bazą powietrzną, BoIling, położoną nad Potomakiem. Baza ta wykryła z kolei UFO w postaci okrągłego bursztynowego światła powoli przemieszczającego się przez kilka minut. W innym czasie trzy radary AR TC na wieży kontrolnej w Andrews i na wieży kontrolnej w Waszyngtonie pelengowały przez 30 sekund to samo UFO, które następnie zniknęło jednocześnie z wszystkich ekranów. I jeszcze dwie relacje dotyczące tej pierwszej nocy. Pierwsza pochodzi od sierżanta Davenporta, który trzykrotnie widział, jak czerwony obiekt oddziela się z dużą szybkością od UFO koloru srebrzysto błękitnego, manewrującego na wysokości koron drzew. Drugą relację złożył inżynier radiowy Chambers. Wczesnym rankiem, nie znając jeszcze nocnych wydarzeń, zaobserwował pięć poruszających się powoli i swobodnie dysków, które wychylone do przodu oddaliły się gwałtownie po bardzo stromym torze .
Ruppelt opowiada z humorem, że dowiedział się o wszystkim po dwóch dniach z gazet przed wylądowaniem w Waszyngtonie, dokąd przylatywał w rutynowych sprawach. Nikt nie pomyślał, nawet jego odpowiednik w Pentagonie major Foumet, żeby uprzedzić go w Dayton o wydarzeniu. Co więcej, kiedy zdecydował się na osobiste zajęcie się tematem i poprosił o samochód, spotkał się z odmową pod pretekstem, że z wojskowych samochodów służbowych mogą korzystać wyłącznie oficerowie od stopnia pułkownika. Dano mu nawet do zrozumienia, że jego pobyt w Waszyngtonie jest przewidziany wyłącznie na ten dzień; scena godna filmu Doctor FOIAmour, a działo się to w czasie, gdy prezydent Truman zażądał przeprowadzenia śledztwa w tej tajemniczej sprawie! .
W następnym tygodniu, przed drugą fazą tej fantastycznej karuzeli, 26 lipca wieczorem odnotowano kolejne, jednak znacznie rzadsze obserwacje. Zdaniem Ruppelta tym razem jego koledzy w Pentagonie nie byli już na szczęście zaskoczeni. Major Foumet udał się w towarzystwie elektronika z marynarki wojennej, porucznika Holcomba, na stanowisko radarowe AR TC na lotnisku. Zastali tam rzecznika prasowego Pentagonu, Alberta Chopa. Wszyscy oni, wraz z obsługą radaru, mieli w czasie tej drugiej nocy możliwość obserwowania powietrznego baletu UFO. Lotnisko w Waszyngtonie i baza w Andrews wykryły w krótkim czasie zarówno wizualnie, jak i na aparatach radiolokacyjnych kilkanaście nie zidentyfikowanych celów we wszystkich prawie kierunkach. Poruszały się raz powoli, według obliczeń obsługi radaru z prędkością poniżej 100 mil/godz. (160 km/godz.), innym razem z niesamowitą prędkością dochodzącą do 7000 mil/godz. (11 000 km/godz.). Pojawiały się pomarańczowe kule świetlne. O godzinie 22.46 instruktor lotniczy w CAA (Civii Aeronautics Administration -Zarząd Lotnictwa Cywilnego) zasygnalizował pięć pomarańczowych i białych świateł nad Waszyngtonem na wysokości około 2200 stóp (700 m). Zniknęły po sześciu minutach, ogłoszono jednak alarm.
Około godziny 23.30 z bazy w Newcastle przybyły myśliwce nocne F-94 Starfire. Pierwszy z nich poleciał w kierunku szybkich celów, dostrzegł cztery białe światła i ruszył za nimi w pościg. Tymczasem obiekty skierowały się w jego stronę, towarzyszyły mu przez pewien czas, a następnie oddaliły się! Pilot poprosił wieżę kontrolną o instrukcje, ale odpowiedzią było grobowe milczenie. Obsługa radarowa wykryła inne cele obok drugiego myśliwca, jednak pilot niczego nie zauważył .
Edward Ruppelt relacjonuje jeszcze jeden znamienny przypadek z tej zwariowanej nocy. Kilka minut po tym, jak obsługa radarowa lotniska w Waszyngtonie zgubiła cele na swych ekranach, dokonano nowych obserwacji, tym razem w regionie Newport News w Wirginii (w odległości około 180 km na południe, w pobliżu Norfolku). Świadkowie przekazali bazie Langlay informację o dziwnych jaskrawych światłach sprawiających wrażenie, że obracają się wokół własnej osi i zmieniają barwę. Pracownicy wieży kontrolnej dostrzegli inny cel i skierowali w jego kierunku znajdujący się akurat w pobliżu myśliwiec F-94. Pilot widział światło, ale gdy zbliżył się do niego, natychmiast zniknęło "jak gasnąca lampa". Ale co ważniejsze: mimo zniknięcia obiektu załoga samolotu (pilot i radarzysta) namierzyła cel, jednak po kilku sekundach kontakt (lock-on) uległ zerwaniu i obiekt błyskawicznie się oddalił. F-94 pozostawał w strefie jeszcze przez kilka minut i nawiązał dwa nowe kontakty radarowe. Po krótkim czasie cele pojawiły się ponownie na ekranach krajowego lotniska w Waszyngtonie! Myśliwce F-94 wyruszyły znów w kierunku stolicy. Tym razem obiekty pozostawały widoczne na ekranach radarowych na ziemi. Kiedy nadleciały samoloty, jeden z obiektów pozostał. Pilot widział światło dokładnie w miejscu, które wskazał mu radar AR TC. Ruszył w kierunku celu, który jednak zniknął .
Klasyczna wersja sceptyków w takich sprawach jest dobrze znana: chodzi rzekomo o przypadkowe odbicia radarowe wynikające z inwersji temperatury w różnych warstwach atmosfery, analogiczne do zjawiska fatamorgany w świetle dnia. Ale jak powiedział później w zaufaniu Fournet Ruppeltowi, wszyscy obecni w stacji radarowej na lotnisku w Waszyngtonie byli przekonani, że mają do czynienia z "realnymi przedmiotami metalowymi", a nie byli to nowicjusze w swoim zawodzie.
W związku z wrzawą, jaką podniosły środki przekazu, zwołano po trzech dniach konferencję prasową, którą prowadził szef wywiadu Sił Powietrznych generał Samford wraz z innym wysokim funkcjonariuszem Pentagonu, generałem Rameyem, autorem "balonowej" wersji w sprawie Roswell. Obecny był również Ruppelt, który przyjechał specjalnie w tym celu z Dayton. Rzucała się natomiast w oczy nieobecność Fourneta i Holcomba, bezpośrednich świadków wydarzeń. Inny oficer zasugerował prasie inwersję temperatury i w ten sposób temat został zamknięty, w każdym razie w środkach przekazu, jak świadczą o tym wielkie nagłówki w gazetach, które ukazały się następnego dnia. Podana później przez US Weather Bureau odmienna ocena nic nie zmieniła . Opinia publiczna była wyraźnie zaniepokojona tymi sprzecznymi wyjaśnieniami. Dowodzi tego artykuł tygodnika "Time" z dnia 4 sierpnia, który traktuje poważnie relację radarzysty Barnesa i w następujących słowach komentuje wojskową konferencję prasową: "Jeśli Siły Powietrzne nie próbują ukryć jakiegoś zagadkowego produktu własnego wyrobu, na przykład antyradaru, są tak samo zaniepokojone jak wszyscy" .
Po odejściu Ruppelta i nawiązaniu Sił Powietrznych do polityki systematycznego negowania UFO komisja "Błękitna Księga" powróciła bez wahań do interpretacji meteorologicznej, tłumacząc relacje z obserwacji wizualnych błędną wykładnią zjawiska meteorów. Nie jest też rzeczą przypadku, że Fournet i Chop staną się w przyszłości aktywnymi członkami pierwszego cywilnego organu badawczego NICAP (National Investigations Committee on Aerial Phenomena -Narodowy Komitet do Spraw Badań Powietrznych), założonego w 1956 roku przez byłego oficera marynarki Donalda Keyhoe, przekonanego, że armia ukrywa prawdę o UFO.
Dokumentacja waszyngtońskiej "karuzeli" długo jeszcze będzie tematem polemik. Zostanie na nowo "wytłumaczona" przez astronoma Donalda Menzela. Jego wersję podważy z kolei profesor McDonald, wysoko ceniony fizyk, który pojawi się "na arenie" w 1966 roku. Bez wdawania się w szczegóły trzeba powiedzieć, że sprawa ta spowodowała nowy zwrot w taktyce amerykańskich Sił Powietrznych. Kapitan Ruppelt szybko się przekonał, że jego plany są przez A TIC torpedowane. Wyciągnął z tego wnioski i w sierpniu 1953 roku zrezygnował ze stanowiska. Nie wiedział, że w styczniu tegoż roku została w tajemnicy przyjęta polityka systematycznego negowania istnienia UFO -"debunkingu" (od angielskiego to debunk -pomniejszać znaczenie czegoś).

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz