Camp Hood, marzec - kwiecień 1949
W 1949 roku amerykańską broń jądrową magazynowano między innymi na supertajnym terenie wojskowym Camp Hood w Killeen w Teksasie. Tutaj pierwsze przypadki zagadkowych wizyt zaczęto odnotowywać od 6 marca. Zameldował o nich w notatce z dnia 22 marca agent FBI przydzielony do najbliżej położonego od bazy miasta San Antonio:
6 marca 1949 roku około godziny 19.33 w odległości około pół mili od bazy w Killeen, w strefie "instalacji o szczególnym znaczeniu" Camp Hood (Teksas) zauważono racę. Drugą racę dostrzeżono 7 marca o godzinie 1.45 w nocy w odległości około trzech mil od bazy. Od tej pory panuje opinia, że "race" w pobliżu Killeen podobne są do już zaobserwowanych zjawisk w okolicach Los Alamos i bazy Sandia, w pobliżu Camp Hood są to jednak pierwsze tego rodzaju obserwacje .
Przez następne trzy miesiące światła i błyszczące kule pojawiały się nad Camp Hood bez przerwy, niektóre bardzo blisko ziemi i obserwatorów: strażników, patroli ochrony bazy. 6 marca wojskowi zaobserwowali na horyzoncie błysk błękitnawego światła, po dwudziestu minutach białe światło z pomarańczowym ogonem, a następnie inne, tym razem bladobłękitne. W końcu nastąpił silny wybuch światła, przypominający efekt "lampy błyskowej" . 30 marca żołnierz pełniący służbę na wschód od bazy widział, jak nad pasem startowym przelatywała czerwona kula ognista.
Najbardziej spektakularna seria przypadków miała miejsce 27 kwietnia. O godzinie 21.20 dwaj żołnierze, pełniący służbę na południowy wschód od Killeen, zaobserwowali pojawienie się kilka kroków od nich i około dwóch metrów nad ziemią migocącego fioletowego światła o średnicy około czterech centymetrów. Maleńkie światło pozostawało przez minutę w bezruchu, a następnie oddaliło się i zniknęło między gałęziami drzew. Kilka chwil później w odległości trzech kilometrów od tego miejsca inni żołnierze ujrzeli błyszczące światło o średnicy dziesięciu centymetrów. Miało z tyłu coś w rodzaju przyczepionego "metalicznego" stożka wielkości pięciu do dziesięciu centymetrów. Obiekt zbliżał się dość szybko w ich kierunku, lecąc poziomo, i nagle zniknął. Dwanaście minut później w innym sektorze bazy leciało zygzakiem białe światło. Obserwacje następowały jedna po drugiej. Napływały meldunki o zwartych szykach tych zagadkowych świateł, aż do dziesięciu w jednym. Dla osób odpowiedzialnych za bezpieczeństwo 4. armii był to niewątpliwie powód do zdenerwowania...
Te zagadkowe błyszczące kule mogą się kojarzyć z nie mniej osobliwymi Joo-fighterami zaobserwowanymi w czasie drugiej wojny światowej i z przygodą pilota George'a Gormana, który trzy miesiące wcześniej stoczył prawdziwą walkę powietrzną z błyszczącą białą kulą o średnicy sześciu-ośmiu cali (15-20 cm). Badacze wojskowi doszli w owym czasie do wniosku, że chodziło o balon. A mimo to przypadek ten figuruje w ściśle tajnym raporcie sztabu z dnia 10 grudnia 1948 roku (patrz: rozdział 3).
Wobec dalszego pojawiania się zjawisk świetlnych odpowiedzialne organy 4. armii opracowały w maju 1949 roku plan wzmożonej ochrony bazy w Killeen i zwróciły się do dowództwa Sił Powietrznych o środki niezbędne do jego realizacji. Spotkały się niestety z odmową.
Obserwacje trwały jednak do sierpnia. 6 czerwca dwa punkty kontrolne zasygnalizowały pomarańczowe światło znacznie większych rozmiarów od poprzednich (od 10 do 20 m średnicy), zawieszone na wysokości ponad 1,5 km. Po trzech minutach zagadkowe światło przesunęło się, a następnie rozsypało na cząstki .
Wysokie czynniki wyraźnie bardziej interesowały się
zielonymi kulami ognistymi w Nowym Meksyku niż tym, co działo się w bazie Killeen. Z inicjatywy wybitnych uczonych, takich jak geofizyk Joseph Kaplan, doradca Sił Powietrznych, profesorowie Norris Bradbury i Edward Teller ("ojciec" bomby wodorowej) z uniwersytetu w Kalifornii, którzy uczestniczyli w spotkaniu w Los Alamos, powstał plan wzmożonej obserwacji Project Twinkle ("Plan Migotanie"). Poczynając od lutego 1950 roku plan wdrażany był przez rok na terenach, na których odnotowano największą liczbę niewytłumaczalnych zjawisk, między innymi w bazie Holloman w White Sands. Plan realizowano pod nadzorem laboratorium badawczego Sił Powietrznych w Cambridge w stanie Ohio. Czy może wreszcie uda się zdobyć naukowe dowody istnienia UFO? Niestety, z powodu braku odpowiednich środków plan zakończył się niepowodzeniem. Zapisy uzyskane za pomocą precyzyjnej aparatury uznano za niewystarczające do wyciągnięcia ostatecznych wniosków. W końcowym raporcie z dnia 27 listopada 1951 roku doktor Kaplan orzekł: "zielone kule ogniste" są zjawiskiem naturalnym. Ale jeden z załączonych do raportu dokumentów, list do AMC z dnia 15 września 1950 roku, zawiera ciekawe zdanie: "Nie ulega wątpliwości, że należy uznać za znamienny fakt, iż kule ogniste znikają z chwilą zorganizowania systematycznego nadzoru na miejscu".
Niewytłumaczalne zjawiska świetlne stały się wprawdzie rzadsze, ale trwały nadal. Występowały jeszcze w roku 1951, między innymi nad Los Alamos. W tym wypadku były to wyłącznie zielone kule. Do raportu włączono zeznania majora Edwarda Doty'ego z bazy Hollori1an. Opisuje w nich obserwację pewnego żołnierza odbywającego służbę w eksperymentalnej jednostce radarowej, dokonaną 9 lipca o godzinie 22.30 w pobliżu Corony: czerwona kula świetlna w przybliżeniu wielkości księżyca w pełni, znajdująca się nieco ponad horyzontem, opadała powoli przez 30 sekund, a następnie zniknęła bezgłośnie za drzewami.
Negatywne wnioski raportu "Komisji Uraza" zostały zakwestionowane w 1956 roku przez fizyka z marynarki wojennej Bruce'a Maccabee . Jego zdaniem dostępne obecnie archiwa komisji "Błękitna Księga" świadczą o tym, że autor raportu, doktor Elterman, pominął milczeniem istotne zapisy. Na przykład Maccabee znalazł w tych archiwach raport z dnia 13 lipca 1950 roku w sprawie obserwacji dokonanych w blasku dnia, 27 kwietnia i 24 maja, przez personel Towarzystwa Land-Air Inc., zarejestrowanych za pomocą specjalnych kamer fototeodolitowych firmy Ascania. Fakt ten został w raporcie pominięty. Gdy kapitan Edward Ruppelt, któremu pod koniec 1951 roku powierzono nadzór nad komisją dochodzeniową, dowiedział się o istnieniu tych filmów, udał się w 1952 roku do Holloman w celu zapoznania się z nimi. Nie udało się jednak ich odnaleźć. Zdaniem Bruce'a Maccabee jest to ewidentny przypadek ukrywania naukowych materiałów znajdujących się w posiadaniu laboratorium badawczego w Cambridge, w którym niewątpliwie już od dawna była znana sprawa UFO. Interesujący szczegół: średnica UFO -około dziesięciu metrów -pokrywa się ze średnicą innego obiektu latającego, zaobserwowanego rok wcześniej także w White Sands przez fizyka, o którym dziś wiadomo, że w 1947 roku wypuszczał balony Mogul: jest to profesor Charles Moore. Miał on możliwość obserwowania UFO za pomocą teodolitu. Jego raport również znajduje się w oficjalnych materiałach "dossier UFO".
Ośrodek atomowy w Los Alamos był następnie miejscem innych obserwacji. Astronom Allen Hynek, wówczas doradca naukowy Sił Powietrznych, w swojej książce The Rynek UFO Report ("Raport Hyneka o UFO") opisuje dokładnie przypadek, który wydarzył się 29 lipca 1952 roku. Szczegółowy raport o tym zdarzeniu złożyło pięciu świadków. Pierwszy z nich, pracownik naukowy, zobaczył o godzinie 10.00 biały obiekt, który obracał się wokół własnej osi. Po pięciu minutach nadleciały myśliwce odrzutowe z bazy Kirtland. Inny pracownik laboratorium dostrzegł w tym samym czasie biały obiekt, większy od samolotu, lecący w linii prostej na wysokości około 1000 m i pozostawiający za sobą gęstą smugę. Inni świadkowie zauważyli interesujący pojazd o jajowatym kształcie. Jeden ze świadków obserwował go przez lornetkę i widział, jak znika za górami. Jeszcze inny dostrzegł niesione przez wiatr spalone papiery. UFO nie leciało zgodnie z kierunkiem wiatru, ale mimo to komisja "Błękitna Księga" stanęła na stanowisku, że chodzi "najprawdopodobniej" o papiery niesione przez wiatr. Zdaniem Hyneka cała sprawa stanowi doskonałą ilustrację "teorematu Sił Powietrznych": nie może to istnieć, więc nie istnieje.
Oak Ridge, czerwiec 1949 - październik 1950
Jeśli wierzyć archiwom FBI, początkiem licznych obserwacji dokonanych w Oak Ridge, jednym z głównych amerykańskich ośrodków atomowych, był dzień 19 czerwca 1949 roku. Na przykład w raporcie z dnia 20 października 1950 roku przytacza się meldunki personelu służby bezpieczeństwa Komisji Energii Atomowej, która kieruje ośrodkiem:
Państwo Anderson oświadczyli o godzinie 19.00, że 19 czerwca około godziny 12.00 widzieli trzy nie zidentyfikowane obiekty lecące z południowego zachodu w kierunku Oak Ridge w stanie Tennessee. Twierdzili, że dwa obiekty miały kształt kwadratu, trzeci zaś był okrągły i poruszał się albo pomiędzy kwadratowymi, albo nieco wyżej. Pierwsze dwa były płaskie i elastyczne; okrągły obiekt był również płaski, ale nie sprawiał wrażenia elastycznego. Leciały bezgłośnie przez 10 do 15 minut w kierunku północno-zachodnim. Pogoda była jasna i bezwietrzna. Inny świadek, pani White, potwierdziła tę obserwację. Wymienieni świadkowie cieszą się dobrą opinią i zasługują na zaufanie.
W powszechnie dostępnych archiwach FBI znajduje się aż 80 stron dokumentów dotyczących fali obserwacji w Oak Ridge w latach 1949 i 1950. Podobnie jak w przypadku Camp Hood niektóre z nich są zaskakujące. Na przykład 15 października 1950 roku około godziny 15.20 agent służby bezpieczeństwa AEC Edward Rymer ujrzał coś, co w pierwszej chwili wziął za samolot lecący na wysokości 4000-5000 m. Za obiektem ciągnęła się smuga długości około 400 m. Obiekt zaczął obniżać lot w sposób kontrolowany, prawie pionowo, wolniej niż jest to w stanie zrobić samolot. Następnie przybrał kształt dużej piłki, za którą ciągnęła się błyszcząca smuga tej samej wielkości. Obiekt przeszedł potem do lotu poziomego, równoległego do horyzontu, zwolnił i przeleciał w odległości około 70 m od Rymera oraz innego zatrzymanego przez niego świadka. Ponieważ pojazd wciąż zwalniał i zaczął poruszać się z prędkością mniejszą od szybkości człowieka, Rymer próbował zbliżyć się do niego. Kiedy jednak znalazł się w odległości poniżej 20 m, obiekt skierował się na południowy wschód na wysokości zaledwie dwóch metrów nad ziemią, wykonując "prawie mechanicznie" manewr pozwalający mu przelecieć nad ogrodzeniem wysokości trzech metrów, a następnie nad wierzbą i przewodami telefonicznymi. Zwiększył wysokość i szybkość nad wzgórzem w odległości półtora kilometra od miejsca spotkania. Ten sam świadek podaje dodatkowe szczegóły na temat nieprawdopodobnego wyglądu pojazdu, na przykład "ogona", który sprawiał wrażenie, że składa się z kilku części, emitował słabe pulsujące światło barwy błękitno-szarej i lekko kołysał się na wietrze. Inną zdumiewającą cechą tego obiektu był fakt, że jak gdyby zmniejszał się w miarę zbliżania, zwiększał zaś, oddalając się.
Spotykając się z tego rodzaju przypadkiem, trudno nie wspomnieć sugestii o psychicznym manipulowaniu świadkami. W każdym razie Edward Rymer musiał być pod ogromnym wrażeniem swojej przygody, skoro zdecydował się na jej opis, narażając się na śmieszność, a nawet ryzykując utratę stanowiska agenta służb bezpieczeństwa.
Powyższe obserwacje, podobnie jak sygnały z Killeen, musiały wzbudzić niepokój władz. Stąd liczne notatki FBI. Raport z dnia 21 października 1950 roku podsumowuje problem w następujący sposób:
Wygląda na to, że opinie sprowadzają się do trzech kategorii wyjaśnień. Pierwsza przychyla się do wersji zjawisk fizycznych, które należy tłumaczyć naukowo; druga podtrzymuje wersję o obiektach doświadczalnych (niewiadomego pochodzenia) sterowanych elektronicznie,. trzecie wyjaśnienie zbliżone jest do drugiego, zakłada jednak ponadto, że może tu również chodzić o chęć demoralizacji i nękania. Odrzuca się na ogól koncepcję zjawisk ze sfery fantastyki naukowej.
Nie jest wykluczone, że w tym "nękaniu" można dopatrywać się dość prostego przesłania, które dałoby się odczytać następująco: "Możemy zrobić z wami, ludźmi, co nam się żywnie podoba, i obserwujemy z bliska wasze tajemnice atomowe...". Powyższe przypuszczenie należałoby adresować przede wszystkim do tych, którzy w grudniu 1948 roku nadali komisji badawczej nazwę "uraza"...
Epizod z "Komisją Uraza" stanowi jedynie mało znaczący etap w długiej już historii UFO. Pod wpływem napływających w 1950 roku relacji o dokonanych obserwacjach sztab zdecydował się na reaktywowanie pogrążonej w letargu komisji. Nowy szef Wywiadu Powietrznego w Pentagonie, generał Samford, który zastąpił na tym stanowisku generała Cabella, wpadł w furię, kiedy dowiedział się o bezczynności komisji i wydał rozkaz natychmiastowego wznowienia jej pracy. I wówczas wkracza na scenę młody porucznik Edward Ruppelt, któremu szefostwo A TIC powierza to zadanie. W ciągu dwóch lat Ruppelt nadał badaniom komisji niesamowity impuls.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz