niedziela, 2 października 2011

ROZDZIAŁ 4 Alarm nad instalacjami jądrowymi

ROZDZIAŁ 4

Alarm nad instalacjami jądrowymi

Dlaczego Pentagon nadał w 1949 roku komisji zajmującej się UFO nazwę "Projekt Uraza" (Project Grudge)? Nigdy nie podano żadnego wytłumaczenia, ale może nie jest jeszcze za późno, aby zaproponować wyjaśnienie.
Od końca poprzedzającego roku amerykańscy wojskowi postanowili demonstracyjnie okazywać sceptycyzm wobec hipotezy o obecności statków pozaziemskich na terytorium Stanów Zjednoczonych. Jednak analiza tajnych, ujawnionych dzięki FOIA dokumentów świadczy o tym, że te osobliwe obiekty latające pojawiały się przede wszystkim w sąsiedztwie "czułych" instalacji, a mianowicie ośrodków badań i zakładów atomowych, do których w owym czasie mieli dostęp wyłącznie wojskowi. Jednostki badawcze i produkcyjne w Oak Ridge w stanie Tennessee, w Hanford w stanie Waszyngton, w Los Alamos i w Sandii w pobliżu Albuquerque w Nowym Meksyku, a także na terenach doświadczalnych w White Sands w pobliżu Alamagordo, nie mówiąc już o bazie bombowców atomowych w Roswell, stały się miejscem niezwykłych zjawisk. Wojskowi mieli uzasadnione powody do obaw. Tym można tłumaczyć dziwaczną nazwę wybraną dla komisji, która widocznie nie ogarniała tych wydarzeń... Ten epizod historii związanej z UFO był przez długi czas mało znany. Dostępne dziś dokumenty umożliwiają dokładne odtworzenie przebiegu wydarzeń.

Los Alamos, grudzień 1948 - luty 1949

W grudniu 1948 roku, a następnie przez pierwsze miesiące roku 1949 nad głównymi wojskowymi obiektami nuklearnymi w Nowym Meksyku i w Teksasie odnotowano całą serię niewytłumaczalnych zjawisk świetlnych. Służby techniczne Sił Powietrznych bazujące w Dayton (AMC), których częścią jest A TIC, gdzie mieści się również komisja zajmująca się badaniami UFO, nie wykazywały początkowo zainteresowania tymi zjawiskami. Ale z drugiej strony osoby odpowiedzialne za bezpieczeństwo na miejscu z trudem zachowywały zimną krew.
Wszystko zaczęło się 5 grudnia 1948 roku. W tym właśnie dniu piloci William Goade i Roger Carter, lecąc samolotem Sił Powietrznych C-47 (DC-3), zobaczyli w pobliżu Las Vegas, a po dwudziestu minutach w okolicy Albuquerque błysk jaskrawego zielonego światła. Unosiło się ono nad Sandią, wypisując na niebie paraboliczny tor. Goade i Carter sądzili początkowo, że jest to meteor lub raca, ale pół godziny później pilot samolotu rejsowego, który wylądował w Albuquerque, potwierdził, że zaobserwował to zjawisko w pobliżu Las Vegas, dodając istotny szczegół: widział, jak to zielone światło zmierzało w jego stronę, co zmusiło go do wykonania manewru zapobiegającego kolizji. W tym momencie błyszczący obiekt wykonał lot nurkowy w stronę ziemi i w ciągu kilku sekund zniknął, pozostawiając blado-zieloną smugę .
Podpułkownik Doyle Rees, odpowiedzialny za bezpieczeństwo bazy lotniczej Kirtland i członek OSI (lub AFOSI: Air Force Office oj Special Investigations -Biuro Sił Powietrznych do Spraw Specjalnego Śledztwa), działającego we wszystkich wojskowych bazach powietrznych, potraktował ten przypadek poważnie. Następnego dnia wszczął dochodzenie.
Zjawisko zaczęło się powtarzać. 8 grudnia dwaj oficerowie AFOSI wykonujący lot patrolowy nad Kirtland zobaczyli, że zmierza w ich kierunku jaskrawe zielone światło, znacznie bardziej intensywne i przewyższające wielkością światło racy. Trwało to nie dłużej niż dwie sekundy. W następnych dniach sygnalizowano inne nie zidentyfikowane światła nad Sandią w pobliżu Kirtland, gdzie mieściły się supertajne laboratoria pracujące nad bombą atomową. Analogiczne obserwacje odnotowano nad wytwarzającymi pluton przeznaczony dla bomb zakładami atomowymi w Hanford w stanie Waszyngton.
Coraz bardziej zaniepokojony Rees zwrócił się z prośbą o opinię do znanego specjalisty w dziedzinie meteorów, profesora Lincolna La Paza, dyrektora Instytutu Meteorytów i szefa wydziału matematyki i astronomii na uniwersytecie w Nowym Meksyku. La Paz pracował podczas wojny w White Sands i nadal wykonywał prace dla armii. 12 grudnia, przebywając w towarzystwie dwóch oficerów bazy w Kirtland, ujrzał zieloną "ognistą kulę" przecinającą niebo z jednego końca horyzontu na drugi. Zjawisko to zaobserwowali w tym samym czasie nieco dalej dwaj inspektorzy bezpieczeństwa jądrowego. La Pazowi udało się metodą triangulacji określić tor lotu obiektu. Doszedł do wniosku, że błyszczący obiekt przelatywał nad laboratorium w Los Alamos, największą świętością amerykańskich badań jądrowych, gdzie pod kierunkiem Roberta Oppenheimera wyprodukowano pierwsze bomby atomowe. Jednak zdaniem La Paza najbardziej zdumiewającym faktem był poziomy lot tej "kuli ognistej" na wysokości od 8 do 10 mil (od 12 do 16 km). Pozwoliło to ekspertowi na wyciągnięcie wniosku, że nie mógł to być meteor.
30 stycznia 1949 roku zjawisko to wystąpiło ponownie, tym razem w Roswell. Paruset świadków widziało, jak zielony "meteor" przeciął nagle niebo. Niektórzy przypuszczali, że mógł spaść w pobliżu . Profesor La Paz, któremu powierzono dochodzenie w tej sprawie, nie znalazł żadnej cząstki tego meteoru, ale po zapoznaniu się z kilkudziesięcioma relacjami odtworzył tor jego lotu. Wyniki znów były zdumiewające: obiekt pokonał odległość 143 mil (230 km) w prostej linii nad Teksasem i Nowym Meksykiem. Przypuszczalna wysokość wynosząca od 60000 do 40000 stóp (20000 do 13000 m) była wyjątkowo niewielka jak na meteory. Orientacyjna prędkość: 25000-50000 mil/godz. (40000-80000 km/godz.). Na tej wysokości i przy tej prędkości meteor powinien wytworzyć falę uderzeniową Macha, jednak świadkowie niczego nie słyszeli. Zdaniem La Paza mógł to być wyłącznie nieznany obiekt latający.
17 lutego zwołano w Los Alamos "konferencję poświęconą zjawiskom powietrznym" z udziałem kompetentnych uczonych i wojskowych. Przebieg dyskusji na konferencji jest znany dzięki sprawozdaniu pułkownika Reesa wysłanemu 23 maja do generała Carolla kierującego specjalnym dochodzeniem w Waszyngtonie. Notatka odtwarza cały przebieg sprawy "zielonych kul ognistych". Tego dnia obecni byli w Los Alamos przedstawiciele 4. armii, jednostki "specjalnego uzbrojenia", uniwersytetu w Nowym Meksyku, FBI, Komisji Energii Atomowej, uniwersytetu w Kalifornii, Rady Naukowej Sił Powietrznych, wydziału badań geofizycznych AMC i Biura do Spraw Specjalnego Dochodzenia Sił Powietrznych. Zaproszona do udziału "Komisja Uraza" nie raczyła delegować swojego przedstawiciela!
A oto jak pułkownik Rees relacjonuje swojemu zwierzchnikowi wyniki obrad:
Nie zaproponowano żadnego logicznego wyjaśnienia pochodzenia zielonych kul ognistych. Ustalono jednak, że zjawiska te są raczej autentyczne i że należy je badać w sposób naukowy. Uznano ponadto, że natarczywość, zjaką te niewytłumaczalne zjawiska pojawiają się w pobliżu czułych instalacji, jest niepokojąca .
Rees nie przytacza końcowego raportu (siódmego!), jaki właśnie otrzymał od Lincolna La Paza. Dokument ten z dnia 23 maja 1950 roku  wymienia wszystkie charakterystyki odróżniające "kule ogniste" od meteorów: tor, wysokość, prędkość, bezdźwięczność, jasność, barwa, długotrwałość itd. Analiza La Paza eliminuje praktycznie hipotezę o meteorach. Uczony dopuszcza możliwość pojazdów radzieckich, ale nie wyklucza wersji aparatów pozaziemskich.
Zagadka "zielonych kul ognistych" nigdy nie została rozwiązana. Ale było w tych latach niemało innych tajemniczych zjawisk, które mobilizowały służby bezpieczeństwa Amerykańskich Sił Powietrznych.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz