sobota, 24 września 2011

ZBRODNICZA POWIEŚĆ CZ 2




Rano obudził się w ubraniu nakanapie. Czuł jak bardzo śmierdzi, na dywanie znajdowały się wymiociny. Niepamiętał zbyt wiele z poprzedniego wieczoru. Musiał się ogarnąć i skontaktowaćz teściami. Teraz muszą razem zaplanować pogrzeb.
Pod prysznicem dotarła do niego świadomość, że nie ma jegodziecka. Wybiegł z brodzika, ociekający wodą, chwycił za telefon i wykręciłnumer na policję. Po zgłoszeniu się operator poprosił o połączenie zfunkcjonariuszem, z którym rozmawiał wczorajszej nocy. Po chwili zostałpołączony, jednak nie było żadnych wieści o jego synku. Wolnym krokiem wróciłdo łazienki, by się wytrzeć.

Zadzwonił po taksówkę, by udaćsię do teściów. Nigdy nie mieli dobrego kontaktu, on za nim nie przepadał i zwzajemnością, jednak byli rodziną, a w takich sytuacjach rodzina powinna łączyćsię w bólu. Paweł nie jechał do nich z nadzieją na współczucie. Wiedział, żebędą go winić za śmierć córki, jednak musiał tam pojechać. Zaplanować pogrzeb idowiedzieć się czegoś, nie wiedział czego, o swoim dziecku. Może cośzapamiętali, kogoś widzieli. Miał nadzieję, że chłopiec ukrył się gdzieś wkrzakach i teraz wyjdzie jak zobaczy tatusia. Wiedział jakie to naciągane inieprawdopodobne, ale to była jedyna myśl jaka przychodziła mu do głowy.Nadziej, jedynie nią teraz mógł żyć. Myśl, że jego synek ciągle żyje pozwalałamu łagodniej znosić stratę żony.
W drodze przypomniał sobie to co opisywał zeszłej nocy.Zrozumiał, że opisał wydarzenia jakie miały miejsce, tym razem jednak dotyczyłjego bliskich. Musiał wrócić do domu i dokończyć pisanie. Jeżeli jest tak jakmyśli to może gdy opisze, że chłopiec się odnalazł to tak się stanie.
- Proszę zawrócić! – krzyknął do kierowcy. Ten nie wiedząc wpierwszej chwili co się dzieje nacisnął na hamulec. Samochód praktycznie stanąłw miejscu. Taksówkarz odwrócił się i spojrzał z politowaniem na pasażera.

Paweł wpadł do mieszkaniarzucając kurtkę obok drzwi. Wbiegł do biblioteczki, usiadł przy biurku i wyjąłrękopis. Siedział nad kartkami próbując coś wymyślić. Początkowo wierzył, żestanie się wszystko co napisze, że posiada dar. Zlał na papier pierwsze zdania,które bardziej brzmiały jak czcze życzenia, niż opowieść.

Dziecko stało samo przed domem. Podeszło do drzwi i nacisnęło klamkę.Swe kroki skierowało do pokoju, w którym siedział zapracowany ojciec.

Odłożył pióro i czekał. Każdasekunda zdawała się wiecznością. Ciągle wsłuchiwał się w ciszę, którąprzerywały jedynie ciche, rytmiczne uderzenia zegara. Syn nie wracał do domu.Zdał sobie sprawę, że popełnia błąd. Napisał, że ojciec był zapracowany, a onnic nie robił, tylko siedział i wpatrywał się w drzwi. Natchnienie przyszłoniespodziewanie. Czuł się jak wtedy, kiedy opisywał sny. Wylewał z siebie rzekęsłów na papier. Jednak nie napisał nic więcej o dziecku. Udało mu się zrobićwstęp i połączyć zgrabnie oba opisy zbrodni. Stworzył postać potwora, któryzabijał bez powodu. Tylko po to żeby zabijać. Doszedł do momentu, na któryoczekiwał. Nadszedł czas by opisać co się stało z dzieckiem, a natchnienie nieuchodziło.

Mały chłopiec stał sam w ciemnym pomieszczeniu. Przez zabite deskamiokno wpadało kilka promieni ukazując puste drewniane ściany. Na zewnątrz ktośchodził, wyraźnie było słychać kroki i ciężki oddech.
Mężczyzna w garniturze szczelnie zatykał wszystkie wejścia do małejdrewniane leśniczówki. Jego ofiara znajdowała się w środku, nieświadomaczekającego ją losu. Kiedy upewnił się, że z domku nie ma wyjścia odsunął sięby dokładnie obejrzeć efekt swoich działań.
Chłopiec usiadł w koncie małego pomieszczenia. Cichutko popłakiwał,wzrokiem szukał wyjścia. Jednak było zbyt ciemno, żeby coś dostrzec. Podskoczył,kiedy poczuł, że coś kapnęło mu na plecy. Pokój, w którym się znajdowałwypełnił się znajomym zapachem. Tym samym, jaki czuć w samochodzie, kiedy mamatankuje na stacji.
Szaleniec z poparzonągłową zaczął się zaśmiewać. Zadowolony z siebie odstawił karnister z benzyną iwyjął z kieszeni marynarki paczkę papierosów. Wyciągnął jednego i odpaliłsrebrną zapalniczką z sygnaturą PK.
- Co tam mały? Boiszsię? Tęsknisz za mamusią? – zaśmiewał się oprawca rozkoszując się papierosem –mam złą wiadomość, mamusia nie żyje. Nie martw się, za chwilę do niejdołączysz. – mężczyzna rzucił papierosem w ścianę domku. Kiedy żar znalazł sięna ziemi nasączonej benzyną chatka stanęła w płomieniach. Z wnętrza dobiegałprzeraźliwy krzyk dziecka konającego w cierpieniach.

- Nie! Nie! NIE! – Paweł zeskoczył z krzesełka. Złapałkartki i wybiegł przed dom. Oczy zalewały mu łzy, spływając w dół popoliczkach. Wyjął z kieszeni zapałki, podpalał każdą kartkę i patrzył jakznika. Teraz wiedział, że to nie on pisał, nie zabiłby swojego dziecka. Było tocoś, co w nim siedziało. Teraz pokazywało swoje ciemne, makabryczne oblicze.Wrócił do domu kiedy cały rękopis zmienił się w popiół. Szybkim krokiem zszedłdo piwnicy i ze skrytki z narzędziami wyjął młotek.
Położył rękę na małym, zakurzonym stoliku. Mocno zacisnąłzęby i uderzył z całej siły. Spojrzał na dłoń. Młotek uderzył obok. Zamachnąłsię ponownie. Tym razem trafił. Zawył z bólu. Zamachnął się ponownie. Po kilkuuderzeniach zakręciło mu się w głowie. Upadł tracąc przytomność z bólu.
Kiedy się ocknął wbiegł do swojejbiblioteczki po butelkę wódki, chciał zdezynfekować zmiażdżoną dłoń.Przechodząc obok biurka stanął jak wryty. Leżał przed nim jego rękopis,nietknięty. Strącił kartki zniekształconą dłonią zostawiając na nich śladykrwi. Złapał butelkę i wybiegł przed dom. Polał powyginane palce alkoholem.Patrzył na swoją dłoń. Wiedział, że już nie będzie w stanie pisać i o to muchodziło. Upił dużego łyka z butelki, trunek wolno znieczulał przesiąkniętybólem organizm. Przechylił ponownie. Razem z alkoholem we krwi zbudziła się wnim żądza pisania, żądza krwi, zemsty i śmierci. Wrócił do biblioteczki. Prawaręka była całkowicie niesprawna. Starał się pisać lewą, ale nie potrafił. Śladypozostawiane przez na papierze nie przypominały liter. Rzucił piórem o ścianę.
Wybiegł z domu zabierając długi nóż kuchenny. Biegł ulicą wposzukiwaniu jakiejś żywej duszy. Mając na sobie poszarpane, osmolone popiołemi zakrwawione ubranie, z wielkim nożem w ręku wyglądał jak maniakalny zabójca.Obiegł okolicę domu, nie znalazł nikogo. Kiedy wracał już do swojej posesjizobaczył stojącą przed nim młoda kobietę. Była ubrana w mundurek uczennicy. Nieznał jej i był pewien, że ona go nie zna. Podbiegł i złapał ją za głowępodkładając nóż pod gardło.
- Nie chcę zrobić ci krzywdy… - ciężko spał wspierając głowęo ramię dziewczyny – nic ci nie zrobię, jeżeli mnie posłuchasz… pomożesz mi aja cię puszczę…
Kobieta nic nie odpowiedział, nie zdawała się nawet byćzaskoczona tym, że ją porywa i grozi nożem. Poszła spokojnie popychana wkierunku drzwi.
W środku nie czekając na wskazówki weszła do biblioteczki,podniosła z podłogi pióro i usiadła za biurkiem. Paweł złapał butelkę szkockieji popijając co chwilę zagadywał.
- Teraz napiszemy zakończenie. – przechylił butelkę – Musibyć mocne, żeby nikt nie narzekał na brak emocji – usiadł na podłodze przynogach swojej ofiary – czekaj muszę pomyśleć. Wiem, dzielny policjant gozastrzeli. Nie, albo nie, coś mocniejszego.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz