sobota, 24 września 2011

ZBRODNICZA POWIEŚĆ CZ 1



Młoda kobieta szła ulicą. Za plecami usłyszała warkot silnika, któryznieruchomiał. Z samochodu wyskoczył mężczyzna i chwycił ją. Skórę na głowiepokrywały mu poparzenia, nie miał włosów. Jego spojrzenie mroziło krew wżyłach, oczy nie miały wyrazu, były puste. Tempo patrzyły przed siebie. Ubranybył we wspaniały garnitur, który dawał straszliwym kontrastem między potwornymwyglądem i eleganckim, wyszukanym strojem.
Dziewczyna zaczęłauciekać, jednak nieznajomy był szybszy. Podbiegając do niej wsunął swą nogęmiędzy stopy kobiety. Przewróciła się uderzając twarzą w chodnik. Z nosapopłynęła krew, z oczu łzy, krzyczała przerażona, jednak ulica zdawała się byćmartwa. Wszystkie domki miały pogaszone światła. Nawet latarnie świeciły jakościemniej. Mężczyzna podbiegł do niej i chwycił za włosy z tyłu głowy. Silnymruchem uderzył jej głową o chodnik. Dziewczyna straciła przytomność.
Kiedy się ocknęła leżała naga w środku ciemnego lasu. Nigdzie nie byłośladu jej napastnika. Podniosła się przerażona zasłaniając rękoma nagość.Usłyszała z tyłu głos.
- Masz pół godziny,żeby się uratować. Później moi posłańcy zajmą się tobą. – z ciemności wyszedłjej oprawca. Miał w ręku jej ubrania- Ostrzegam, że musisz biec szybko, chociażoni i tak będą szybsi, a do tego bardzo głodni. – Mężczyzna wolną ręką wyjął zkieszeni latarkę i ją zapalił. Słup światła rozświetlił mrok ukazując czterywielkie psy przywiązane do drzewa. Oprawca rzucił w ich kierunku ubraniadziewczyny, dłoń, w której je trzymał, była zdeformowana, jakby zmiażdżona.Zwierzęta rozszarpały materiał w kilka sekund głośno ujadając i warcząc.Napastnik podszedł do swojej ofiary, odsłonił mankiet marynarki wystawiajączegarek. Spojrzał na godzinę – i… czas start!
Kobieta ruszyła przed siebie, w mroku ledwo widziała kontury drzew,oczy zalewały jej łzy. Przy każdym kroku czuła jak w stopy wbijają się szyszkii odłamki patyków, jednak się nie zatrzymywała. Zwolniła troszeczkę, by złapaćpowietrza w płuca, kiedy odgłosy psów znikły daleko za nią. Postój jednak nietrwał długo, wiedział, że nie ma szans, ale łudziła się, że da radę dotrzeć dojakiejś cywilizacji i ktoś jej pomoże.
Znów się zatrzymaławsłuchując się w odgłosy lasu. Usłyszała jedynie głośne warczenie i ujrzałaprzed twarzą ogromne zębiska. W oddali słychać było szatański śmiech oprawcy.

Paweł podniósł się znad biurka,rozpierała go duma. Napisał właśnie pierwszy całkowicie swój tekst. W pierwszejchwili chciał go pokazać żonie, jednak doszedł do wniosku, że najpierw musi godokończyć. Jedna scena nie czyni tego jeszcze powieścią, chciał równieżsprawdzić, czy będzie w stanie dokończyć tę opowieść. Schował rękopis doszuflady i zamknął ją na klucz. Wstał i gasząc światło wyszedł z pokoju.Dopiero teraz dotarło do niego jaki jest śpiący, kiedy pisał odczuwał jedyniepodniecenie. Teraz wróciły również inne emocje i stany.

Rankiem wstał wypoczęty i gotowydo dalszego tworzenia. Wszedł do kuchni zrobić śniadania. Nalał kawypozostawionej w dzbanku przez Magdę. Jak co rano, od pewnego czasu, uruchomiłmały telewizorek stojący na szafce na wprost stołu. Trafił akurat nawiadomości. Na ekranie pojawiały się zdjęcia lasu przepełnionego policjantami,taśma odgradzająca była przeciągnięta między drzewami.
- Dziś w rano znaleziono zwłoki studentki w lesie niedalekoWilczej Góry. – Spiker komentował wydarzenia na ekranie – Dziewczyna została znalezionanaga, jej ciało pokryte jest w całości pogryzieniami. Nie wiadomo co dokładniesię wydarzyło i jak dziewczyna znalazła się w lesie. Na zwłoki natrafił myśliwypatrolujący ten obszar. – Kubek wypadł z ręki Pawła rozbijając się o podłogę.Zakręciło mu się w głowie. Nie wierzył w to co słyszy. Spiker opisywał ofiaręzbrodni opisanej przez niego wczorajszej nocy. Wydawało mu się tonieprawdopodobne. Ręką wymacał krzesełko, żeby jak najszybciej usiąść. Niesłuchał już tego co się dzieje w telewizorze, ani dźwięki, ani obrazy niedocierały do jego świadomości. Miał przed oczyma dziewczynę rozszarpywaną przezpsy, on to widział. Czuł się współwinny, może powinien zadzwonić na policję. Ico im powie? Że wie kto to zrobił, elegancik ze spaloną głową i zdeformowanąręką, wie bo go wczoraj wymyślił. Dopiero po chwili zaczął logicznie myśleć.Przecież to jest jakiś chory zbieg okoliczności, musi być. Nie ma innegowytłumaczenia. Doszedł do wniosku, że musi szybko się opamiętać i wrócić dopracy.

Popołudniu doszedł do siebie.Zrozumiał, że on nie ma nic wspólnego z tą straszną zbrodnią. To był tylkopechowy zbieg okoliczności, każdemu mogło się coś takiego przytrafić, bardzo rzadkospotykana sytuacja, ale nie miał z nią nic wspólnego.
Po oczyszczeniu umysłu z niepotrzebnych myśli zasiadł zpowrotem do pracy. Zasłonił żaluzje w pokoju i zapalił lampkę, wolał pracowaćprzy sztucznym świetle. Starał się nakreślić dalszy ciąg rozpoczętej historii,ale nic nie przychodziło mu do głowy. Nie potrafił rozwinąć dalej fabuły, miałjedynie przed oczami kolejne zbrodnie. Po dłuższej chwili doszedł do wniosku,że najlepszym sposobem w tej chwili będzie opisanie kilku zbrodni, które takmalowniczo ukazują się w jego wyobraźni. Dopiero później połączy je fabułą iewentualnie zmieni. Chwycił za pióro i skierował swój wzrok na kartkę papieru.

Mały chłopiec radośnie wybiegł z wielkiego domu. Matka jeszcze wdrzwiach żegnała się z rodzicami. Dzieciak wsiadł do samochodu stojącego napodjeździe, wyjął z plecaka przenośną grę komputerową i uruchomił. Na ekraniepojawiły się auta. Chłopiec przyciskami sterował jednym z pojazdów. Nie zwróciłnawet uwagi nawet na wsiadającą matkę.
- Czemu na mnie niepoczekałeś? Dziadkowie chcieli się jeszcze z tobą pożegnać. – powiedziała zwyrzutem kobieta.
- Przecieżpowiedziałem im cześć – syn nie podnosił nawet wzroku z nad gry, zdawał sięmówić do urządzenia. Matka nie starała się już więcej zagadywać, wiedział, żenie ma to sensu. Chłopiec był za bardzo pochłonięty swoją zabawką. Odpaliłasilnik i odjechała. Brama posesji otworzyła się automatycznie wypuszczającsamochód na opuszczoną drogę. Kobieta wpatrywała się w asfalt ciągnący sięprzed nią, jednak myślami była gdzieś daleko. W ostatniej chwili zauważyłamężczyznę wychodzącego przed maskę samochodu. Silne uderzenie wyrwało ją zzamyślenia. Pojazd podskoczył przejeżdżając po przeszkodzie. Nacisnęła hamuleci wyskoczyła z auta. Synek był nadal wpatrzony w swoją grę, nie zwracał na nicuwagi. Kobieta obiegła samochód wyciągając z kieszeni telefon komórkowy.Stanęła jak wryta widząc, że nie ma ciała, nie ma nawet śladu krwi. Spojrzałaprzed siebie, ale na drodze nie było nic, po za śladami hamowania. Zdziwionazaczęła się rozglądać wokoło, nie widziała jednak nic niepokojącego. Musiałajej się wydawać, przecież ciało nie zniknęło. Jedyna wyjaśnienie to, że miałajakiś omam. Zszokowana wróciła do samochodu. Siedziała chwilę z głowąspuszczoną na kierownicy.
- Mamo jedź już. – dobiegłdo niej głos synka. Podnosząc głowę odpaliła silnik i ruszyła.
- Widziałeś tam nadrodze tego… - odwróciła głowę w kierunku dziecka, którego nie było. Na miejscuchłopca siedział teraz elegancko ubrany mężczyzna ze spaloną skórą na głowie.
- BU! – krzyknąłpatrząc na nią z szyderczym uśmiechem. Kobieta zaczęła piszczeć. Nieznajomyzłapał ją silnie za gardło zdeformowaną dłonią. Wystające kości powyginanychpalców wbijały jej się w szyję. Straciła panowanie nad pojazdem, który jechałdrogą jak chciał. Na zakręcie w miejscu, gdzie droga prowadzi nad niewysokimurwiskiem, auto wypadło z drogi rozrywając barierkę. Pojazd wbił się w ziemię,by następnie przewrócić się na dach. Z wraku po stronie kierowcy wystawałajedynie ręka.

Od pisania oderwał Pawła telefon.Zanim poszedł odebrać schował rękopis do szuflady ponownie zamykając ja naklucz. Już od dawna planował założyć telefon w swoim pokoiku, który czasaminazywał biblioteką, nie dlatego, że mieściły się tam potężne zbiory książek,ale dlatego, że chciał by tak było.
Zdążył odebrać dopiero po piątymsygnale. Dzwonili z policji. Znaleziono rozbity samochód jego żony. Ciałoznajdowało się w środku. Niestety nie ma śladu po jego synku. Policjantpoinformował, że za chwilę przyjedzie radiowóz by go zabrać na komisariat.Zanim Paweł odwiesił słuchawkę od strony drzwi rozległo się pukanie.Oszołomiony poszedł otworzyć, stał za nimi policjant, tak jak zapewnił głos wsłuchawce. Na podjeździe migały światła syreny policyjnej. Umundurowanymężczyzna poprosił, aby Paweł udał się z nim. Nie myśląc nawet o ubieraniu siępisarz wyszedł z domu w kapciach i porwanej flanelowej koszuli.
Na komisariacie funkcjonariuszpowiedział Pawłowi, że samochód żony znaleziono niedaleko posesji jej rodziców.Musiała stracić panowanie nad kierownicą i wypaść z drogi na zakręcie nadurwiskiem. Kilkaset metrów wcześniej widoczne są na asfalcie ślady hamowania,policja uznała je za dowód na niesprawność auta. Jednak pojawia się istotnepytanie, co się stało z ich synem. Dziadkowie zeznali, że odjechał z nią,jednak ani w samochodzie, ani w okolicy miejsca zdarzenia nie ma po nim śladu.Po prostu zniknął. Pisarz nie mogąc uwierzyć w to co słyszy zapragnął wyjść iwrócić do domu. Policjant, który go przywiózł, również go odwiózł.
W mieszkaniu było pusto. Bezśmiechu dziecka i krzątania się Magdy panował straszny spokój. Paweł nie mógłtego znieść. Po chwili włączył telewizor, wszystko, byle tylko przegonić ciszęi uczucie pustki. Jeszcze do niego nie docierało, że od tego dnia jego towarzyszkanie będzie już dłużej przy jego boku. Starał się robić wszystko, byle tylko niemusieć myśleć. Wlał sobie szklaneczkę szkockiej, później kolejną i kolejną.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz