sobota, 24 września 2011

STARY CMENTARZ





   

 Mike kończył właśnie trzeci rok studiów. Postanowił uczcićto z kolegami z roku, umówili się wieczorem do baru na oblewanie i imprezę dorana. Wszyscy mieszkali w jednym miasteczku akademickim tyle, że w innych jegoczęściach. Umówili się więc w centralnym punkcie całego kompleksu, pod głównymgmachem Uniwersytetu.
Tego wieczoru na ustaloną godzinę przyszli wszyscy, nawetPaul się nie spóźnił, chociaż robił to nagminnie. Nie miał też czego oblewać,po raz kolejny zostaje na trzecim roku, jednak nigdy nie odmawia imprez. Całaekipa ruszyła do baru żartując sobie i dając upust energii. Droga do ichulubionego lokalu prowadziła koło cmentarza. Nikt nigdy nie chodził tam pozmierzchu. Był to stary cmentarz, pełen posągów i figurek, niewiele nagrobkówmiało mniej niż sto lat. Cały obiekt porastały wiekowe drzewa z konaramirozpostartymi, tworzącymi coś w rodzaju dachu, nad nekropolią. Nikt niepamiętał kiedy ostatni raz ktoś był pochowany w tym miejscu. Każdego na myśl owejściu na teren cmentarzyska przechodziły dreszcze, to miejsce byłoprzerażające nawet w dzień.
- Podobno tamstraszy. – Zagadnął Ralph patrząc w kierunku cmentarza. Ogromna brama,
zdobionakrzyżami i scenami z sądu ostatecznego, była szeroko otwarta, sprawiała wrażenie
zapraszaniaprzechodniów do siebie.
- Tak, żywe trupy łażą i wysysają mózgi, - podsumował Carl –oglądasz za dużo durnych horrorów. To jest miejsce jak każde inne, nie ma tamnic nadzwyczajnego.
- Jak jesteś taki twardziel to udowodnij, że się nie boisz iidź tam. – Zachęcał Ralph pełen wiary w swoją teorię o straszeniu.
- Nie ma takiej opcji. Nie lubię cmentarzy, nie chodzę nanie nawet w dzień. – Ralph nieudolnie starał się wycofać.
- Idź to będę ci usługiwał do końca studiów. – ZaproponowałPaul.
- Ale twoich, czy jego? – Zaśmiał się Mike.
- Dobre. Za dużo wymagasz, ja mogę nigdy nie skończyćuniwerku, a jako służba ani myśli mi się pracować. – Roześmiał się Paul.
- Dobra inaczej. Pójdę tam, ale musicie mi zapłacić. Każdypo sto dolców. – Zaproponował Mike.
- Mike to trochę za dużo za jedno wejście. Dam stówkę jakspędzisz tam noc. Wszyscy dadzą, a Paul będzie twoim sługą do końca swoichstudiów, albo dopóki nie umrze, co pewnie prędzej nastąpi,- Zaproponował Ralph,nie wierzył, że ktoś jest w stanie spędzić tam noc – ale jak się zdecydujesz inie dasz rady to ty dajesz nam po stówie.
- I będziesz mi służył do końca moich studiów. – Dorzucił zuśmiechem Ralph.
- Dobra, szykujcie trzy stówki. A ty sługo posprzątaj mipokój zanim wrócę. – Mike z uśmiechem oddalił się od grupki przyjaciół. Nie byłosobą strachliwą, chociaż na myśl o tym cmentarzu przechodziły go ciarki poplecach. Pocieszał się, że to tylko jedna noc, a trzy stówki starczą mu na dwatygodnie nad oceanem. To dopiero perspektywa na wakacje.

            Chłopakstanął przed bramą i spojrzał na sceny sądu ostatecznego. W centralnym punkciecałej wizji znajdował się Archanioł Michał, rozdarty na pół przez otwarte wrotawejściowe do nekropolii, trzymający w rękach wagę i dzielący ludzi na dobrych,kierowanych do nieba i złych, strącanych do piekła. Nad Archaniołem unosiły sięanioły z trąbami. Górę całej wizji zajmowało niebo, był tam Jezus, Maryja iapostołowie. Prawa strona bramy ukazywała wniebowstąpienie, dusze osądzone iskierowane do nieba, prowadzone przez Świętego Piotra do bram niebieskich. Lewastrona zaś była wizją strącenia do piekła. Ukazywała ognie i ludzi w niestrącanych przez smukłe postacie diabłów. Cała brama otoczona była ramą zkrzyży. Widok ten zasiał w Miku niepewność, czy dobrze robi decydując się naten zakład. Po dokładnym obejrzeniu arcydzieła chłopak obrócił się jeszcze wstronę kolegów, mając nadzieję, że już ich nie ma. Niestety byli tam gdzie ichzostawił i gestami zachęcali go do wejścia. Nie było dla niego już odwrotu. Jeżelinie wejdzie to do końca studiów będą się z niego wyśmiewać, że jest tchórzem. Zdrugiej strony, jeżeli spędzi tą noc na cmentarzu to rano będzie uznany zabohatera i stanie się legendą akademicką. Doszedł do wniosku, że brama, staregroby i kilka drzew nie są w stanie mu nic zrobić. Nie ma czegoś takiego jakżywe trupy, a nawet, jeżeli by istniały to te tutaj już dawno się rozłożyły inie ma po nich nawet śladu, więc jest bezpieczny.

            Przekroczyłpróg nekropolii, na drzewie nieopodal zahuczała sowa, zdawało się, że go wita,bądź ostrzega. Przestraszył się i chciał uciekać, jednak zdał sobie sprawę,jakie to jest śmieszne. Bać się ptaka, który nie zrobi mu nic złego. Otrzeźwiałtrochę po nagłym wstrząsie i ruszył dalej. Dziwił się, że nie zauważył ptakawcześniej, ale w mroku, pośród gęstych gałęzi, byłoby ciężko dojrzeć cokolwiek.Pomyślał sobie, że skoro już tu jest to obejrzy wszystkie ciekawe pomniki. Możewśród nich znajdzie nagrobek kogoś sławnego. Przemierzał wolnym krokiem alejkiobserwując napisy na płytach. Większość grobów ozdobiona byłą pomnikami, dziśjuż obrośniętych w mech i otoczonych liśćmi roślin okalających je wokoło. Wielefigurek przedstawiało kogoś ze świętej rodziny lub Boga, ale były i popiersiazmarłych, wykonane z wielką starannością. Obserwując nagrobki zdał sobiesprawę, że wiele tablic czas zamazał nie pozwalając odczytać imienia, czynazwiska pochowanej osoby. Jedynie daty wydawały się być wieczne, wyglądały nawykonane wczoraj. Twarze na pomnikach i popiersiach zdawały się również byćnienaruszone. Za każdym razem, gdy mijał jakąś figurkę czuł na sobie jej wzrok,jednak kiedy spoglądał w jej kierunku uświadamiał sobie, że to tylko kamień.Najstarszy pomnik jaki spotkał pochodził z osiemnastego wieku i przedstawiałkobietę spaloną na stosie jako czarownicę.
Za jednym z zakrętów dostrzegł światełko w oddali. Niepewniezaczął się zmierzać w jego kierunku. Kiedy zbliżał się do źródła wydawało sięna chwilę znikać i pojawiać. Dopiero kiedy był o kilkadziesiąt metrów od niegodostrzegł postać modlącą się przy jednym z grobów, tym na którym stał zapalonyznicz, jedyna oznaka ludzkiej obecności w tym przerażającym miejscu. Podszedłostrożnie trochę bliżej. Osobnik usłyszała jego kroki i obróciła się. Był tostary mężczyzna.
- Nie obawiaj się młodzieńcze. Nie jestem groźny.Przyszedłem jedynie odwiedzić tych, których nikt nie odwiedza. – Starzeczwrócił się do Mika – Podejdź bliżej, nie ma się czego bać.
            Mike wolnopodchodził do starca, bardziej zaskoczony czyjąś obecnością, niż przestraszony.Zdawał sobie sprawę, że w momencie zagrożenia zdoła uciec, a starzec ledwoporuszający się nie zdoła go dogonić. Uznał również spotkanie za szczęśliwytraf, chociaż trochę czasu umili sobie rozmową z nim. Szybciej minie noc wtowarzystwie, niż w samotności. Chłopak podszedł do skulonego staruszka. Tenusiadł na małej ławeczce zostawiając miejsce Mikowi i zpraszając go ręką, by jezajął.
- Co tu robisz młodzieńcze? Nie sądziłem, że ktoś jeszczeodwiedza te groby.
- Jestem tu raczej przypadkowo. Założyłem się z kolegami, żezostanę na noc na tym cmentarzu. Oni sądzą, że coś tu straszy.
- Głupie gadanie. Jedynym straszydłem tu jestem ja, ale itak już nie długo. Jestem stary i schorowany. Niedługo przyjdzie i na mniekolej, ale póki jeszcze jestem w stanie, przychodzę odwiedzać tych wszystkich,o których inni dawno zapomnieli.
- Kogo właściwie pan odwiedza? – Mike spojrzał na nazwiskona płycie. Jo Ann Smions. Dostrzegł jedynie nazwisko, daty urodzenia i śmiercibyły całkowicie nieczytelne. Płyta była zrobiona z piaskowca, zwieńczona nagórze popiersiem kobiety, zapewne zmarłej- znał pan tę kobietę? Nagrobek wydajesię być bardzo stary.
- To moja żona. Zmarła w bardzo młodym wieku. Kilka lat poślubie, chorowała. Wiedziałem, że nie będziemy długo razem, od początku naszegozwiązku. Mimo to zdecydowałem się z nią być, tak mocno ją kochałem. Niemieliśmy dzieci. Po jej śmierci zostałem sam. Od tamtej pory przychodzę co nocna ten cmentarz i zapalam znicz, który za dnia gasi wiatr. Od dwudziestu latnikogo tu nie spotkałem, ty jesteś pierwszą osobą. Ale nie ma się czemu dziwić.Większość rodzin pochowanych tu ludzi już dawno sama zmarła.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz