Nie ożenił się pan ponownie? Może to by ukoiło choć trochępana ból po stracie małżonki. - Nie spotkałem nikogo równie wspaniałego jak moja Jo. Onabyła jedyna w moim życiu i nadal tak jest. - Jest pan wielkim człowiekiem. Niewielu teraz potrafi takmocno pokochać na całe życie i być wiernym nawet po śmierci. Wielu nawet zażycia zapomina o przysiędze wierności. - To nie ja jestem wielki, ale to ona była wielka. NaprawdęJo była wspaniała. Niestety młodzieńcze, musimy się pożegnać. Muszę wracać dosiebie. Na tym zimnie kości zaczynają mnie boleć. – starzec uśmiechnął sięwstając – Jak masz chłopcze na imię? - Mike, proszę pana. - A więc dziękuję Mike, że na chwilę odpędziłeś mojąsamotność. Zawsze lubiłem rozmawiać. Mam nadzieję, że wkrótce znów sięspotkamy. Jeżeli mógłbym mieć do ciebie prośbę, gdyby po moim odejściu zgasładziś świeca, proszę zapal ją ponownie. – skulony mężczyzna sięgnął do kieszenii wyjął z niej małe pudełeczko zapałek - Do widzenia. Było mi bardzo miło Ciępoznać. - Może pana odprowadzę. - Nie, nie trzeba. Nie możesz przecież wyjść po za bramycmentarza, bo przegrasz zakład, ale mimo wszystko dziękuję. Starzec wolnym krokiem zaczął się oddalać. Mike nadalsiedział na ławce rozmyślając o tak wspaniałej miłości, że nawet śmierć jej niezniszczyła. Obejrzał się za siebie, ale starca już nie było. Zawiał silniejszywiatr, chłopak spojrzał na świecę, która tylko mignęła i zgasła. Otworzyłpudełko zapałek i odpalił jedną. Przed oczami pojawił mu się napis zopakowania: Cotton Club ad.1929 Zapałkiwypadły z ręki chłopaka. To było dla niego prawdziwe zdziwienie, miał w rękupudełko po zapałkach, które spokojnie może uchodzić za zabytek. A na aukcjipewnie, by kosztowało niezły majątek. Podniósł je i zapalił kolejną, terazzauważył, że nie ma przed nim znicza, który dopiero co płonął rozświetlającmrok. Rozejrzał się, ale nie było nawet śladu po nim. Wiatr zdmuchnął ogień.Światło księżyca padło na płytę nagrobka Jo Ann Smions. Teraz widział daty nanim. Kobieta zmarła w roku 1930, miała zaledwie dwadzieścia dziewięć lat. UwagęMika zwrócił również inny nagrobek, znajdujący się obok. Było to miejscepochówku Arnolda Simonsa, męża Jo Ann, jak wskazywał napis. Mężczyzna zginął nawojnie, przynajmniej do takich wniosków można było dość po mundurze na zdjęciui dacie śmierci 6.VI 1944 rok, lądowanie w Normandii. Chłopak podszedł bliżej ipoświecił zapałką na zdjęcie na płycie, był to człowiek z którym rozmawiałprzed chwilą. Na zdjęciu był jeszcze młody, ale nie ulegało wątpliwości, że toten sam człowiek. Mike wzdrygnął się i oddalił od tego przeklętego miejsca.Teraz był zdecydowany uciekać, szedł szybkim krokiem w kierunku bramycmentarza. Biegnąc pomiędzy grobami poczuł jak coś łapie go za kurtkę, padł nakolana szarpiąc się i wyrywając. Oczy nabiegły mu łzami. Jednak udało mu sięwyswobodzić, odwrócił się by sprawdzić kim jest napastnik. Był pewien, że tojuż koniec. Ktoś tu był i teraz go zabije, może jednak są tu jakieś żywe trupy.Leżąc na plecach zauważył rozhuśtaną gałąź zwisającą nisko. Na jej końcuznajdował się kawałek materiału wyrwany z jego odzienia. Miał dość, nieinteresowało go co inni powiedzą, ten cmentarz jest naprawdę przeklęty.Podniósł się i znów zaczął biec, jednak teraz uważał na gałęzie i omijał je.Kiedy zbliżał się do wyjścia przed sobą ujrzał posąg anioła znajdujący siędokładnie na wprost od bram do nekropolii. Posąg miał złożone dłonie wmodlitwie, głowę pochyloną i na twarzy zaznaczoną łzę, skrzydła opadały po plecachboskiej istoty, która klęczała. Chłopak stał chwilę obserwując piękną istotę,wykonaną z taką gracją i mistrzostwem, że wydawała się niemal żywa. Wydawało musię, że anioł porusza ustami. Zdziwił się, że nie zauważył wcześniej tegoposągu. Stałby tak zapewne całą noc, ale z rozmyślań wyrwał go trzaskzamykającej się bramy. Odwrócił się szybko i zobaczył zatrzaśnięte wrota iidącą w jego kierunku postać. Nie wiedząc co może zrobić mądrzejszego w tejsytuacji ruszył przed siebie. Co ma być to będzie, może jest to kolejny duch, amoże kolejna zbłąkana osoba, pomyślał. Kiedy stał na wprost postaci zauważył,że jest to piękna młoda kobieta. Jej błękitne oczy wydawały się tak wciągającei hipnotyzujące, że Mike nie mógł oderwać od nich spojrzenia. On się zatrzymał,ale ona nadal szła w jego kierunku. Widział, a może mu się zdawało, że za jejplecami obraz na bramie cmentarnej ożył. Ogień piekielny płoną, dobre duszezdawały się iść do nieba, a Archanioł Michał ważył uczynki. Jednak to wszystkonie było istotne i równie szybko zniknęło jak się pojawiło. Obrazy sąduostatecznego zakryła postać dziewczyny. Mike teraz tylko myślał o jejrozwianych złotych włosach, błękicie oczu, w których zdawał się tonąć idelikatnej białej sukni falującej na wietrze. Kiedy była o krok od niego zacząłsię mimowolnie cofać. Cały czas dzielił ich krok. Zatrzymali się dopiero kiedycoś wyrosło za chłopakiem grodząc mu drogę. Dziewczyna również stanęła ipochyliła się delikatnie nad Mikiem. - Bądź ze mną… - wyszeptała i złożyła usta do pocałunku. Chłopakodwzajemnił go i poczuł się jak w niebie. Coś złapało go za ramiona, ale to niebyło już ważne. Paulobudził się w swoim pokoju w akademiku. Na podłodze leżał Ralph przewracającsię z boku na bok i Carl słodko chrapiący. Paul złapał butelkę z wodą mineralnąi wychylił duży łyk. Bardzo go suszyło. Wczoraj naprawdę zaszaleli, niepamiętał kiedy ostatnio tak dobrze się bawił. Po zaspokojeniu pragnieniaprzypomniał mu się Mike. - Ralph pan odważny pojawił się już? – zapytał wiercącegosię na podłodze kolegę. - Nie mam pojęcia. Ale przez niego nie mogłem spać. – Odparłniewyspany. - Budź Carla, idziemy zobaczyć czy już jest. Ciekawe ile tamwytrzymał. Nie wiem czy sam bym się zdecydował zostać tam na noc. Koledzy zebrali się i poszli do pokoju Mika. Jednak nikogotam nie zastali. Po chwili namysłu poszli na stary cmentarz. Kiedyzbliżali się do nekropolii brama stała otworem. Po przekroczeniu proguzobaczyli kilkaset metrów przed sobą dziwny obraz. Podbiegli do niego. Stałprzed nimi posąg anioła, który swą postawą zdawał się wznosić, twarz miałskierowana ku niebu, a skrzydła rozpostarte. Ręce miał wyciągnięte przed siebiei trzymał w nich martwe ciało Mika. Stali tak wpatrzeni w najdziwniejszy obraz jakiego nawet niebyliby w stanie sobie wyobrazić. Nie zauważyli nawet, że na bramie przybyłyjeszcze dwie postacie maszerujące ku niebu trzymając się za ręce. |
PARAPSYCHOLOGIA,DUCHY,NAWIEDZENIA,HORROR,OPOWIADANIA,STRASZNE HISTORIE,ZAGADKI,NIEWYJAŚNIONE,ŚWIADOME ŚNIENIE,DEMONY,I WIELE INNYCH RZECZY
sobota, 24 września 2011
STARY CMENTARZ DOKOŃCZENIE
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz