sobota, 24 września 2011

MOTEL NA GRANICY





   


Biały mercedes przemierzałkolejne kilometry leśnej drogi. Monika siedziała na miejscu pasażera iobserwowała drzewa znikające za szybą. Każde z nich wydawało się być takie samojak poprzednie. Na początku starała się je liczyć, żeby szybciej czas zleciał,ale po kilkunastu się zgubiła. Nie chciała jechać, nawet nie chciała tam być.Jednak Daniel się uparł. Twierdził, że aktor grający główną rolę filmie niemoże być na premierze sam. Nie chciał też żadnej innej kobiety tam ze sobą zabierać.Skoro są razem to muszą wszystko robić razem. Lubiła to jego podejście dozwiązku, ale czasem już nie wytrzymywała i potrzebowała odpoczynku.
Daniel zawsze był grzeczny,chociaż był młodym aktorem u szczytu sławy. Nigdy nie dawał powodu brukowcom,żeby o nim pisały. Jednak każde jego posunięcie było pilnie śledzone, wiedziałto. Każda sławna osoba, która wiedzie spokojne życie jest najbardziej narażonana ataki dziennikarzy ze szmatławców. Daniel jednak nigdy się nie potknął, a tojedynie z nienawiści do takich pism. Zawsze miał dokładnie przemyślany każdyruch.
Przed wyjazdem Monika powiedziała Danielowi, że skoro musi znim tam być to niech, chociaż lecą samolotem. Z Warszawy do Berlina podróżsamolotem zajmuje jakieś dwie godziny, samochodem ponad dziesięć. Niestety onsię uparł, powtarzał jej, że chce zwiedzić trochę Polski i z nią pobyć. Przezostatni rok praktycznie nie bywał w domu. Cały czas spędzał na planie wNiemczech. Jednak Monika wiedziała, o co tak naprawdę chodzi, wielki aktorDaniel Sankowski, bożyszcz nastolatek, boi się latać. Nigdy się do tego nieprzyznał, ale ona wiedziała. Obserwowała go podczas ich jedynej podniebnejpodróży. Lecieli do Londynu. W obie strony siedział cicho, pocił się i nerwowoobserwował otoczenie. Kiedy lądowali tak mocno zaciskał zęby na wargach, żeprzegryzał je do krwi. Nigdy mu tego nie wypominała, ale teraz miarka sięprzebrała.
- Wracam samolotem! Nie będę znowu się męczyła!
- Skąd to nagłe wzburzenie? – Odpowiedział Daniel zupełnieobojętnym głosem, nie odrywając oczu od jezdni.
- Skąd? Jeszcze się pytasz skąd? Jadę z tobą na kolejnącholerną premierę, chociaż tego nie znoszę. Będę znowu musiała przykleić sobieuśmiech, zapierdalać w szpilkach i opowiadać wszystkim, jakie to mam szczęście,że mam takiego faceta, którego chciałaby przelecieć co druga małolata. Do tegojedziemy już pięć godzin i nie zanosi się, żebyśmy zbyt szybko dojechali.Pewnie znowu zatrzymamy się w jakimś tandetnym motelu, bo będziesz musiał sięwyspać przed jutrem. – Wciągnęła głęboki powietrze. Krzyczała na niego niemalnie oddychając, po prostu potok słów pełnych goryczy wylał się z jej ust. Zkażdym słowem czuła jak się uspokaja, a złość ulatuje. Potrzebowała sięwykrzyczeć.
Daniel zdawał się nie zwracać nanią uwagi, nawet nie spojrzał w jej kierunku, zamilkła, czuła się głupio, ale owiele lepiej. Nie zamierzała przepraszać, należało mu się.

Las kończył się i ukazała sięprzed nimi wielką otwartą przestrzeń. Na jej środku stał budynek, a przed nimszyld z napisem „MOTEL NA GRANICY” zapraszający przejezdnych na noc, albochociaż na posiłek. Nazwa zdawała się trafiać w samo sedno, niecałą godzinędrogi stąd znajdowała się granica polsko – niemiecka. Na boku mercedesazapaliło się mrugające światełko oznaczające zamiar skrętu.
Parking przed budynkiem byłcałkowicie pusty, Daniel wybrał miejsce najbliższe drzwi wejściowych i zgasiłsilnik.
- Tu się zatrzymamy na noc. Muszę na jutro wypocząć, jestemjuż zmęczony prowadzeniem. – Wysiadł i wyjął z bagażnika walizkę.
Jaki on przewidywalny, pomyślała Monika, wysiadła i ruszyłaza nim do motelu.

***

- Dobry wieczór państwu, czy zechcą państwo zatrzymać się unas na noc? – Portier w czerwonej czapeczce powitał ich z delikatnym uśmiechem.Sięgał już po klucz, nie czekając na odpowiedź – Chciałbym zaproponować państwunasz najlepszy apartament w promocyjnej cenie, ponieważ są państwo naszymipierwszymi dziś gośćmi.
- Dobrze, gdzie mamy się udać? – Zapytał Daniel oglądającsię po holu. Z zewnątrz budynek wydawał się mniejszy. W środku prezentował sięlepiej niż niejeden hotel w centrum wielkiego miasta, przykładowo Warszawy.Całe pomieszczenie miało kolor matowo złoty, wszędzie wokoło stały pięknewielkie rośliny i obrazy dodające uroku całemu miejscu. Dywan był jasnobrązowy. Całość wieńczył piękny żyrandol składający się z całej masykryształków wyglądających jak diamenty.
- Zapraszam za mną. – Portier wyszedł zza swojego biurka iwskazał ręką na schody. Wyglądały one jakby były wykradzione z zamku. Mężczyznaw czerwonej czapeczce prowadził parę w kierunku wejścia na górę.

***

Pokój, który dostali był naprawdęwspaniały. Niczym nie przypominał zwykłych przydrożnych noclegowni. Pod ścianąstało wielkie łoże z baldachimem obstawione z obu stron szafkami nocnymi. Dywanbył biało kremowy, miękki, wyglądał bardziej jak futro niedźwiedzia polarnegoniż ozdoba podłogowa. Ściany były kremowe, wyglądały jakby były pomalowaneprzed ich przyjazdem, ozdobione kilkoma obrazami z widokami zaśnieżonych gór ipól porośniętych słonecznikami. Wspaniała szafa wspierała się o ścianęprezentując styl iście królewski. Wszystkie meble wyglądały jak z innej epoki,ale pięknie wkomponowywały się w wystrój pokoju. Całość była utrzymana w styluklasycznym. Apartament królewski, cisnęło się na usta na widok tego pokoju.
Daniel rzucił walizkę na podłogęi położył się na łóżku. Ledwie zdążył zamknąć oczy, kiedy nadpłynął senporywając go.
Monika bez słowa weszła oburzona do łazienki. Jej wystrójbudził zgrozę. Umywalka była obdrapana i ubabrana zaschniętą krwią, zasłonaprysznicowa leżała zerwana w brodziku. W całym pomieszczeniu unosił sięstraszny odór, zdawało się, że ta część apartamentu został całkowiciezaniedbana przez gospodarzy motelu. Stanęła przed lustrem. Pierwszą rzeczą jakąją zaniepokoiła były zamknięte drzwi. Dobrze pamiętała, że zostawiła jeotwarte. Drugą, która ją naprawdę przeraziła był widok w lustrze. Widziałasiebie, jednak inną, starszą. Miała długie siwe włosy, całą twarz pokrywałyzmarszczki. Dotknęła delikatnie policzka patrząc w lustro. Nie czuła żadnejzmiany, ale obraz nie ustępował. Zamykała oczy i otwierała, ale nic niepomagało. Dopiero po chwili dotarł do niej obraz, jaki znajdował się za jejstarczym odbicie. Była to niby ta sama łazienka, ale wyglądała naodremontowaną, wszystko było schludne i czyste. Przerażona rozejrzała się popomieszczeniu, ale nadal tkwiła w tym samym syfie. Nie myśląc złapała za klamkęi starała się otworzyć drzwi. Siłowała się z nimi, ale nie chciały ustąpić.Zaparła się całymi siłami o ścianę i mocno szarpnęła. Drzwi ustąpiły bezoporów. Kobieta upadła do tyłu uderzając głową o umywalkę.

Daniela obudził dzwonek telefonustojącego obok łóżka. Zdziwiło go, że nie dostrzegł urządzenia wcześniej, alebył bardzo zmęczony. Podniósł słuchawkę, głos portiera poprosił go do recepcji.Rozłączył się i przeciągnął. Popatrzył wokół, ale nigdzie nie widział Moniki.Zastanawiał się, co się mogło z nią stać, jedyne co przyszło mu do głowy tomożliwość, że poszła coś zjeść. Chyba na dole widział tabliczkę kierującą do restauracji.Wstał z łóżka i zszedł na dół.
- Dobrze, że pan przyszedł. Pańska towarzyszka wyszła okołogodziny temu. Prosiła by dopiero teraz pana obudzić. Zostawiła list. – Portiersięgnął pod ladę i wyciągnął kopertę. – Oto on.
- Dziękuję. – Daniel odebrał wiadomość i wrócił do pokoju.Otworzył list, wyraźnie było to pismo Moniki. Pisała, że ma dość, że odchodzi.Jest jej bardzo przykro, ale już nie może. Starała się, ale nic im niewychodziło. Na koniec dodała, że nie może już udawać. Sam zdziwił się jakdobrze zniósł tą informację. Nawet mu nie było szkoda, może i on nie uważałtego za najlepszy związek. Sam nie był pewien. Odłożył kopertę i znów siępołożył. Wszystko odeszło w zapomnienie, a on usnął.

Monika podniosła się z podłogi. Jej białe spodnie były teraz umazanejakąś śmierdzącą mazią pokrywającą całą podłogę. Zobaczyła przed sobą otwartedrzwi, jednak za nimi znajdował się całkowicie inny pokój. Nie było już śladupo pięknej farbie, zamiast niej były niewyraźne napisy i pęknięcia w ścianie.Meble leżały połamane na środku pokoju, obok kilka desek z nich płonęło wognisku. Stało jedynie łóżko, baldachim zapewne posłużył za podpałkę, resztkipłótna jeszcze nie zdążyły całkowicie spłonąć. Materac był dziurawy i brudny.Była w nim sama, nie było jej narzeczonego, nawet śladu, że kiedykolwiek tubył. Czuła się jak Alicja w Krainie Czarów, tyle, że na dobre czary to wszystkonie wyglądało. Jedyną nienaruszoną rzeczą było lustro. Odbicie pokazywało pokój,jaki zastała po wejściu do niego, widziała również Daniela, który właśniewszedł z kopertą w ręku.
- DANIEL! DANIEL! – Krzyczaław kierunku obrazu w zwierciadle. Jednak chłopak się nie odwrócił. Usiadł nałóżku czytając wiadomość, którą przyniósł, po czym odłożył kartkę i położył sięspać – DANIEL! DANIEL!
- I tak cię nieusłyszy, nikt ci już nie pomoże, przekroczyłaś granicę. – Usłyszała za sobągłos, był on przerażający. Kiedy słowa padały za nią, zdawały jej się szeptem,jednak długo rozbrzmiewały echem w jej głowie. Nie czuła niczyjej obecności,kroków, ani zapachu, nic. Myślała, że to ściany do niej mówią. Odwróciła się,ale ujrzała zamykające się drzwi. Napis na ścianie nad nimi stał się wyraźny,przedstawiał słowa, które właśnie usłyszała: NIKT CI JUŻ NIE POMOŻE,PRZEKROCZYŁAŚ GRANICĘ. Wolno ruszyła w kierunku drzwi. Obrazy na ścianachprzedstawiały teraz płonący motel, w którym się zatrzymali. Uważnie stawiałakażdy krok, gdy stopa dotykała podłogi czuła jak delikatnie się w niej zapada.Starała się nie zatrzymywać, żeby nie zapaść się w nią. Dotarła do drzwi i jeotworzyła.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz