sobota, 24 września 2011

SAMAEL





  


Łukasz skończył papierosa.Wyrzucił niedopałek do kosza i wyjął z kieszeni paczkę miętowych gum. Jedną znich włożył sobie do ust i zaczął intensywnie żuć. Stał przed blokiem swojejdziewczyny Marty i czekał na nią, wpatrywał się w okna na klatce schodowej.Kiedy zobaczył jak zbiega usta same ułożyły mu się w uśmiechu. Dziewczynawyszła i pocałowała go. Odwzajemnił pocałunek i skierowali swe kroki w stronęprzystanku autobusowego. Po drodze minęli dwa kruki dziobiące coś dziwnego przyśmietniku. Marta przystanęła i zaczęła się przyglądać ptakom.
- Co one jedzą? – Spytała nie będąc pewną. Łukasz lekko sięnachylił, by lepiej się przyjrzeć.
- Jakieś mięso.
- Niedobrze mi. Chodźmy już. – Marta silnie pociągnęłaŁukasza. Chłopak nie stawiał oporów. Poszedłby za nią nawet do piekła. Niezdążyli zrobić kilku kroków, kiedy jeden z ptaków zaatakował Łukasza. Usiadł muna karku i mocno wbił dziób. Chłopakowi wydawało się, że czas się zatrzymał wmiejscu. Poczuł silne ukucie rozrywające mu szyję, następnie poczuł jak dzióbwchodzi w jego wnętrze. Przepłynęła przez niego fala gorąca. Znowu wszystkozaczęło się poruszać, chociaż nie spostrzegł nawet, że stanęło na moment wmiejscu. Z transu wyrwała go Marta silnie ciągnąca go za rękę. Zdawała się niezauważać faktu, że przed chwilą on został zaatakowany przez to wstrętneptaszysko.
- Rusz się, bo się spóźnimy.
Łukasz złapał się za kark. W miejscu, gdzie powinien miećranę nie wyczuł krwi. Pojawił się jedynie niewielki wzgórek na skórze. Krukówpochłaniających mięso już nie było, nie został też nawet ślad po ich pokarmie.Podeszli na przystanek. Po kilku minutach podjechał ich autobus. Wsiedli ipojechali.
W autobusie sprawdził jeszcze czyma przy sobie bilet na mecz. Kiedy namacał go w kieszeni uśmiechnął się wduchu. Chciał powiedzieć Marcie, że wieczorem idzie popatrzeć jak jego ulubionadrużyna zdobywa tytuł mistrza Polski, jednak wiedział, że jej to się niespodoba. Nie lubiła kiedy chodził na mecze. Zawsze mówił, że idzie z kolegamina piwo, albo na kręgle. Dopiero po fakcie opowiadał jak było na stadionie. Onazawsze wiedziała kiedy kłamał, jednak nie mówiła mu o tym. Mimo, że martwiłasię za każdym razem kiedy szedł na mecz to nie chciała zabierać mu tejprzyjemności.

Tłum szalał jeszcze wychodząc zestadionu. Kibice zwycięskiej drużyny mieli co świętować. Trzeci rok z rzędu ichpiłkarze pokazali prawdziwą klasę zdobywając mistrzostwo kraju. Po wyjściu zestadionu Łukasz odłączył się od tłumu. Wracał sam, jego koledzy jechali jeszczena imprezę, na którą on nie miał ochoty. Nie lubił sam wracać nocą, głowie nielubił okolicy stadionu. Na jego drodze było kilka miejsc, w które normalnieludzie się nie zapuszczają. Mógł oczywiście wybrać dłuższą drogę i ominąć park.Jednak uznał, że nic złego mu się nie stanie. Tak wspaniały wieczór nie mógłsię zakończyć źle. Przecież nie codziennie widzi się koronację mistrza, a tymsłodsze jest to uczucie, gdy kibicuje się temu mistrzowi od dziecka. Szedłmyśląc jak to wspaniale i ile radości mu przysporzył ten niezwykle udany dzień.Kiedy tak rozmyślał ktoś zastąpił mu drogę.
- Dawaj kasę! – Krzyknął barczysty mężczyzna w kapturze.
- Nie mam ani grosza. – Powiedział Łukasz starając sięominąć typa. Nagle coś mocno pchnęło go z tyłu, poczuł jak traci grunt podnogami. Przewrócił się i wylądował twarzą w kałuży. Odwrócił głowę i zobaczyłjuż nie jednego, ale czterech gości stojących nad nim.
- Co, już nie jesteś taki twardy? – Rzucił jeden z uśmiechem– Nadal jesteś spłukany, czy już zmieniłeś zdanie?
- Macie, bierzcie wszystko, tylko zostawicie mnie w spokoju!– Krzyknął Łukasz rzucając w nich portfelem. Oni jednak nie planowali odejść.Jeden z ciemnych typów złapał portfel i przejrzał zawartość.
- Na brak kasy to mi nie wygląda. Chłopaki tu jest ponadstówka. A telefonu też nie masz? – Koleś zaczął się śmiać ze swojego żartu.Łukasz zaczął sięgać po komórkę. Kiedy włożył rękę do kieszeni poczuł silneuderzenie w bok. Jedne z napastników kopnął go, chłopak skulił się pod naporemciosu. Poczuł kolejne, ciemne typy zaczęły go kopać nie patrząc gdzie. Kilkarazy nawet dostał w głowę. Kiedy ból zaczął paraliżować Łukasza, najwyższy inajbardziej barczysty z typów pochylił się i wyciągnął z kieszeni ofiarytelefon.
- Ale badziewie. Tego nikt nie kupi. – Cisnął telefonem wkrzaki – Dostaniesz za to.
Napastnicy ponownie zaczęli zasypywać leżącego chłopakagradem mocnych kopnięć. Przy jednym z uderzeń w głowę tracił przytomność.Zakapturzeni gości jeszcze chwilę go kopali, ale widząc, że się nie ruszaodeszli śmiejąc się w głos.
Nieprzytomne ciało Łukasza leżałow kałuży. Chłopak zdawał się być martwy. Z nosa i ust leciała mu krew. Leżąctak czuł jak ucieka z niego życie. Jednocześnie poczuł jak z miejsca gdziezaatakował go kruk rozchodzi się ciepło po całym jego ciele. Wszystkie latarnieoświetlające park zgasły. Bluza na nim zaczęła płonąć. Pod strzępami płonącegomateriału, na skórze Łukasz pojawił się znak. Było to pięć punktów, dwa naramionach blisko szyi, jeden na dole na środku placów i dwa po bokach nawysokości łokci. Chłopak czuł jak wracają w nim siły. Coś kazało mu wstać,zrobił to. Ogarnęło go straszne uczucia, z jednej strony czuł jak uchodzi zniego duch, z drugiej zaś jak jakaś nieznana siła wstępuje w niego. Na plecachod punktów zaczęły wychodzić linie łącząc wszystkie elementy w znak pentagramu.Powstały dwie obręcze wokoło pięcioramiennej gwiazdy tworzące pierścień W jegoobrębie przy każdym rogu pojawiły się symbole. Ostatnim etapem było pojawieniesię głowy kozła w pentagramie. Cały symbol wyglądał jak świeżo wypalony. Gdy chłopakrozłożył ręce i wydał ostatnie tchnienie, na znaku pojawił się napis „Samael”,wieńczący pieczęć anioła śmierci. Ciało nadal stało nie ruchomo. Delikatniezaczęło się unosić. Bił od niego jakby blask, jednak to nie było to. Ciało niejaśniało, to wszystko wokoło pociemniało, mimo że to była noc. Na chwilę całyświat pokrył całkowity mrok. Nagle ustał wiatr, wszystko wokoło zamilkło. Światzatrzymał się na chwilę w miejscu. Ciszę rozerwał głos dochodzący znikąd. Byłto dźwięk nie zrozumiały dla ludzi, jakaś moc wyższa.

Samael leżał z twarzą w kałuży,tak jak ciało, w którym się znajdował zostało porzucone przez swojegopoprzedniego właściciela, Łukasza. Bluza była na swoim miejscu, zakrywałapieczęć upadłego anioła z kręgu Serafów. Pierwszymi odczuciami jakich demondoświadczył w swoim nowym wcieleniu była wdzięczność i nienawiść. Był wdzięcznyciemnym typom, że uwolnili go poprzez zabicie Łukasza. Jednak czół równieżnienawiść, nienawiść do całego świata i wszelkiego życia. Teraz kiedy zostałuwolniony jego żądza mordu i krwi wzrosła. Wreszcie po tak długim okresiezniewolenia w piekle będzie mógł ją zaspokoić. Podniósł wzrok i rozejrzał sięwokoło. Lampy znowu świeciły. Wszystko wróciło do porządku jaki panował w tymmiejscu przed jego przybyciem. Demon usłyszał nad sobą trzepot skrzydeł i najego ramieniu wylądował wielki czarny kruk.

- Poproszę jakąś flaszeczkę, albo i dwie. – Łysy typ stałprzed sklepem monopolowym trzymając w ręku portfel Łukasza. Śmiał się szyderczodo młodej ekspedientki, która dziękowała Bogu za kraty w drzwiach dzielące jąod tego typa – Ile będzie wódki za sto dwadzieścia złoty? Tylko jakieś taniej.
Kawałek dalej stali jego trzej koledzy. Jedne z nichprzykucnął i maczając chusteczkę higieniczną w kałuży starał się zmyć resztkikrwi z butów.
- Jebany gówniarz, upierdolił mi buty!
- Za sto dwadzieścia będzie sześć półlitrówek. Podać? –Ekspedientka pochyliła się nad małym okienkiem za kratami.
- Dawaj paniusiu. Dzisiaj szalejemy. – Łysego nie opuszczałdobry humor. Zapłacił za alkohol i wziął od ekspedientki siatkę z butelkami –Chłopaki mam chlańsko, ale nie kupiłem przepojki. Walimy dziś na ostro. –Naciągnął na głowę kaptur. Trzymał jeszcze w ręku portfel. Już był muniepotrzebny. Wszystko co go interesowało, a więc pieniądze zostałowypróżnione. Wyrzucił go do ścieku przy ulicy. Cała czwórka udała się podpobliski blok na ławkę.
Kiedy doszli do celu uwagę ichzwrócił wielki całkowicie czarny kruk lądujący właśnie na chodniku przed nimi.Jeden z zakapturzonych mężczyzna zamachnął się nogą na niego, ptak jednak niezareagował. Wszyscy czterej zaczęli się śmiać i żartować sobie, że spotkali naswej drodze bestię, która się ich nie boi.
- To ja jestem bestią, a teraz przyszedł czas zapłaty. –Wszyscy ze zdziwieniem spojrzeli na ławkę, na której siedział chłopak dopiero,co przez nich porzucony w parku. Mogliby przysiąc, że ławka jeszcze sekundętemu była pusta. Na ich oczach postać z ławki zniknęła i stała teraz przedłysym kolesiem trzymającym reklamówkę z butelkami.
- Jestem Samael i nie ma już przede mną ucieczki! – Krzyknąłdemon w twarz łysego. Oczy demona zapłonęły żywym ogniem. Szybkim,niezauważalnym ruchem ręki Samael wyrwał serce łysego. Siatka z butelkamiwylądowała na ziemi, rozległ się dźwięk tłuczonego szkła i wódka zaczęła sięsączyć z plastikowej torebki. Trzej pozostali mężczyźni rozbiegli się w różnestrony.
Demon stał nieruchomo trzymającserce w uniesionej ręce. Zza jego pleców wylatywały legiony piekielnych duszpałających żądzą śmierci i zniszczenia.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz