Jeden z zakapturzonych mężczyznbiegł ciemną uliczką nie odwracając się. Bał się spojrzeć za siebie. Widziałjak niedawna ich ofiara zabiła jego kolegę. Wszyscy byli pewni, że chłopak wparku nie żył kiedy go zostawili, a teraz uciekali przed nim, każdy w innąstronę. Nie planowali rozdzielać się, ale wiedzieli, że i tak nie będą w staniego pokonać. Biegł przed siebie ile tylko miał sił, oczy już mu się zalewałyłzami i potem, ale nie zatrzymywał się. Ręką przetarł czoło, rękaw ograniczyłmu widoczność. Kiedy go zabrał ujrzał przed sobą sforę wściekłych psów. Były ichsetki, a każdy z nich toczył pianę z pyska. Chłopak się zatrzymał i rozejrzałwokoło. Serce waliło jak młot, krew napływała do głowy sprawiając wrażeniepuchnięcia, czuł gorąco i wdychane zimne, nocne powietrze kłujące go w płuca.Psy otaczały go ze wszystkich stron. Nie mając już wyjścia padła na kolana.Zwierzęta rzuciły się na niego. Zniknął między nimi, jedynie jego krzykprzesiąknięty bólem zdawał się niknąć pośród warczenia rozwścieczonych bestiirozrywających żywcem ciało. Drugi z bandytów biegł przezchwilę. Zatrzymał się, żeby złapać powietrze i chwilę odpocząć. Obejrzał się,ale nic tam nie było. Lekko się uśmiechnął myśląc, że udało mu się uciec. Znowuzerwał się do biegu. Kiedy wyprostował się i dał kilka kroków zobaczył przedsobą wielkiego kruka lecącego dokładnie na wysokości jego głowy. Ptak miałdziób wycelowany prosto między jego oczy. Nawet nie zdążył się zasłonić, kiedyptaszysko uderzyło w niego. Głowa zakapturzonego mężczyzny odchyliła się dotyłu. Kręgi strzeliły. Ciało mężczyzny opadło do tyłu z hukiem. Między oczamimiało otwór, z którego silnie sączyła się krew. Ostatni z bandytów wybiegł dogłównej ulicy. Rozejrzał się w poszukiwaniu przystanku, dojrzał jeden i pobiegłw jego kierunku. W oddali ujrzał zbliżający się autobus. Biegł ile sił wnogach. Dopadł do drzwi i wskoczył do pojazdu. Kierowca ruszył. Chłopak stanąłzaraz za nim obserwując drogę. Był jedynym pasażerem. Obaj, ze zmęczonymkierowcą, patrzyli ulicę. Na środek drogi wyszedł człowiek. Pojazd znajdowałsię jeszcze daleko od niego. Przechodzień staną i odwrócił się twarzą w stronęmaski autobusu. Bandyta dojrzał z daleka płonące oczy Samaela. Kierowca trąbił,jednak człowiek się nie poruszył. Nie było innego wyjścia, koła autobusustanęły w miejscu, mimo że pojazd nadal się poruszał zwalniając. Samael zacząłsię śmiać. Autobus przechylił się na bok i potoczył po ulicy zatrzymując się naboku. Kierowca wisiał nabity na złamaną kierownicę. Mężczyzna w kapturze mocnooszołomiony starł się wydostać z wraku pojazdu. Kiedy udało mu się dobrnąć dookna, będącego teraz dachem, zobaczył stojącego na krawędzi demona. Oczy chłopakaotworzyły się szeroko i znów przerażony opadł na dno maszyny. Ciało Samaelazaczęło płonąć. Zajął się od niego autobus. Zanim maszyna wybuchła ogień zacząłtrawić ciało jedynego pasażera. Biegał on po całym wraku autobusu krzycząc istarając się ugasić. Jednak było już dla niego za późno. Zanim wydał ostatnietchnienie pojazd wybuchł rozrywając go na kawałki. Demon szedł ulicą zostawiając zasobą zgliszcza płonącego autobusu. Jego wierny kruk wylądował na ramieniu izdawał się coś szeptać mu do ucha. Przystanęli na chwilę. - JAM JEST SAMAEL! ANIOŁ ŚMIERCI! JAD BOGA! W oddali było słychaćnadjeżdżające wozy strażackie i policyjne. Kruk wzniósł się w powietrze. Oczydemona zapłonęły, a na twarzy pojawił się złowieszczy uśmiech. |
PARAPSYCHOLOGIA,DUCHY,NAWIEDZENIA,HORROR,OPOWIADANIA,STRASZNE HISTORIE,ZAGADKI,NIEWYJAŚNIONE,ŚWIADOME ŚNIENIE,DEMONY,I WIELE INNYCH RZECZY
sobota, 24 września 2011
SAMAEL DOKOŃCZENIE
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz