Marcin odzawsze bał się ciemności. Nie była to paniczny lęk jak w przypadku klaustrofobii, czy czegoś takiego. On po prostu czuł wielki dyskomfort kiedyznajdował się w mroku. Pojawiały się myśli, że coś złego musi się stać, chociażzawsze było dobrze, wychodził cało z podbramkowej sytuacji jaką było, w jegowypadku, zgaszenie światła. Zawsze z wyjątkiem tego jednego razu.
- Marcin napij się! – Kamil podszedł do niego z kieliszkamii flaszką. Nalał dwa i wypili ich zawartość- powiedz mi, czemu twój współlokatornie przyszedł? A zapomniałem. Jest leszczem…
- Daj mu spokój. Gość jest w porządku, to że nie pije isporo się uczy nie znaczy, że nie jest ok. Jutro ma kolosa zaliczającegosemestr. Sam byś się do czegoś takiego uczył.
- Ta! Jakbym potrafił!
Imprezakwitła. Prawi całe miasteczko akademickie balowało. Zawsze jest tak samo, kiedyzaczyna się sesja. Przez cały semestr akademiki zdają się być martwe, jednakkiedy nadchodzą zaliczenia i pora cię uczyć to studenci świętują. Potem dziwiąsię, że nie zaliczyli czegoś, naprawdę dziwne.
Po kilkukolejkach Marcin ledwo stał na nogach. Koledzy niewiele myśląc dokończyli dzieła,spili go do nieprzytomności i zanieśli do pokoju. Starali się poruszaćnajciszej jak tylko potrafili, a że nie bardzo im to wychodziło to narobilihałasu na całe skrzydło budynku. Powstawali wszyscy, jedynie Marcin spałwsparty o ramiona kolegów, którzy również byli w nie najlepszym stanie. Weszlido pokoju i rzucili nieprzytomnego chłopaka na łóżko jak kloca. Sami zaśwrócili na imprezę.
Po kilkugodzinach Marcin się obudził. Cały pokój tonął w mroku. Jedno okno byłouchylone i delikatnie wiatr smagał firankę. Szparą pod drzwiami pokoju wpadałmaleńki promień światła, w tej chwili wydawał się zbawieniem. Chłopak podniósłsię z łóżka i chwiejnym krokiem podążył w stronę światła. Przedzierając sięprzez ciemnicę pokoju strącił kilka rzeczy na podłogę. Jeden talerz uderzył zbrzękiem i rozsypał się po wszędzie maleńkimi kawałeczkami. Nagle za plecamiMarcina coś się poruszyło, ktoś go wołał. Głos wydawał się i cichy i takodległy, jednak Marcin dobrze wiedział, że jego źródło znajduje się gdzieś wpokoju. Chłopak w jednej chwili rzucił się na klamkę i szeroko otworzył drzwiod pokoju wypadając na jasno oświetlony hol. Odwrócił się i spojrzał w kierunkugłosu wołającego go, zobaczył swojego współlokatora siadającego na łóżku izasłaniającego oczy przed światłem. Zapewne obudził go dźwięk tłukącego siętalerza.
Ale jesteś głupi. To tylko Filip. A co to miało być?? Czego się spodziewałeś debilu??Pomyślał Marcin. Przeprosił kolegę i poszedł do łazienki. Znajdowała się ona nakońcu korytarza, Cały hol był pięknie oświetlony. W akademikach światło nigdynie gaśnie. Pali się całymi nocami. Może i jest to bezsensowne marnowaniepieniędzy, ale Marcinowi to odpowiadało.
Stanąłprzed lustrem i przemył twarz zimną wodą, musiał się lekko ocucić po wstrząsiew pokoju. Wiedział, że zachował się śmiesznie, jak ostatni tchórz, ale sercenadal mu waliło jak młot. Nabrał jeszcze raz wody w ręce i przyłożył je dotwarzy. Zimna woda budziła wszystkie komórki jego ciała, wraz z niąprzychodziło wspaniałe orzeźwienie. Z twarzą zakrytą rękoma zaczął się śmiaćsam z siebie i swojej chorej wyobraźni. Jednak szybko ucichł. Usłyszał nad sobąjakiś cichy wybuch i coś uszczypnęło go w ramię. Podniósł wzrok, znowu wszystkobyło zalane ciemnością, tym razem było naprawdę ciemno, nie widział nawetswojego odbicia w lustrze. Dotknął ramienia, poczuł coś lepkiego pod palcami.Domyślił się, że to krew. Namacał w ranie to co go uszczypnęło. Był to bardzocienki odłamek szkła. Przy wyciąganiu go z ramienia rozciął palec, szkłowrzucił do umywalki i szybkim krokiem wyszedł z łazienki.
Korytarzrównież pokrywała ciemność. Zdecydowanym krokiem ruszył w stronę swojego pokoju.Powtarzał sobie w myślach, że musi zachować spokój i że nie ma się czego obawiać,musi jedynie wrócić do swojego pokoju i położyć się. We śnie ukojenie przyjdzieszybko, a rano obaj z Filipem będą się wszystkiego śmiać. Zapomną za kilka dni,a wtedy znowu Marcin znajdzie się pośród ciemności i znów się wygłupi, tak tozawsze jest.
Szedł przedsiebie, aż dostrzegł jakiś kształt na końcu korytarza, nie był to człowiek,bardziej wyglądało na zwierzę. Stanął nie mogąc się ruszyć, strach gocałkowicie sparaliżował. Stworzenie go dostrzegło, miało czerwone ślepiaosadzone wąsko na wielkie głowie. Chwilę siedziało na końcu korytarza pod oknemwpatrując się w Marcina. Zawył wiatr, okno nad bestią trzasnęło, szyba pękła izaczęła się obsypywać. Było to jak sygnał dla potwora. Wyskoczył z graduodłamków szkła i bezszelestnie zaczął przemierzać korytarz. Pokonywał odległośćszybko wielkimi skokami. Teraz dopiero Marcin zobaczył kształt potwora, byłwielki, podobny do psa, ale całkowicie pozbawiony sierści. Skóra wyglądał jakbybyła tylko delikatną błoną trzymającą w całości mięśnie, których każdy ruch byłdokładnie widoczny. Kiedy bestia był o jeden skok od ofiary, chłopak zasłoniłtwarz ręką. Poczuł mocne uderzenie i silny podmuch wiatru. Dał radę się utrzymaćna nogach. Chwilę trwało zanim zdecydował się otworzyć oczy, kiedy to zrobiłujrzał znowu pusty korytarz. Odwrócił się, ale po potworze nie było ani śladu.Po plecach przeszedł mu zimy dreszcz. Był cały mokry i lepiący od potu, dodatkowoszczypało go przecięte ramię.
Znowuruszył w kierunku swojego pokoju. Tym razem wolniej i uważniej. Wsłuchiwał sięw każdy szmer. Idąc słyszał nasilający się hałas. Początkowo nie widział co tojest. Jednak z każdym krokiem wydawał się on wyraźniejszy. Dźwięk odbijał sięod ścian. Brzmiał jak głosy setek dzieci. Jedne coś opowiadały, inne płakały,kolejne śpiewały lub krzyczały. Setki zmieszanych głosików pośród ciszy. Jedenz głosów nawet rozpoznał, był on najsilniejszy. Należał do córeczki sąsiadajego rodziców, dziecko miało pięć lat kiedy zginęło w wypadku samochodowym.Było to w wakacje zanim Marcin rozpoczął studia. Wsłuchał się w słowa.
- Już niedługo będziesz jednym z nas. Już niedługoprzekroczysz granice. Już niedługo.
Nierozumiał znaczenia tych słów, nawet się nie starał. Szedł szybkim krokiem przedsiebie. Głos znajomej dziewczynki zlał się z innymi i wrócił do tworzeniahałasu.
Dotarł doswoich drzwi. Poczuł ulgę. Wszystko ucichło. Słyszał jedynie szelest liści zaoknem i gwizdanie wiatru. Otworzył drzwi do pokoju i nacisnął włącznik światła.Ciemność nie została rozświetlona. Zobaczył jedynie coś żarzącego się naczerwono. Podniósł wzrok, drogę zagrodziła mu jakaś mroczna postać. Stała bezruchu. Marcin też nie drgnął. Wyczuł ręką szklaną butelkę znajdującą się zajego plecami. Spokojnie ją podniósł. Mocno ściskając za szyjkę uderzył wpostać. Rozległ się brzęk tłuczonego szkła. Postać padła z hukiem. Żar upadł napodłogę i potoczył się po niej. Marcin niewiele myśląc rzucił się na dziwnązjawę ściskając w ręku obtłuczoną butelkę. Wbił ją w pierś leżącej postaci.Opadając uderzył głową o kant stołu. Leżał teraz nieprzytomny obok swojejofiary.
Kilkacentymetrów za głową Marcina żar zatrzymał się na stercie kartek. Po chwilikartki zaczęły się palić, od nich zajęły się meble. Ogień rozświetlił całypokój. Na jego środku pomiędzy odłamkami szkła i talerza w kałuży krwi leżałnieprzytomny Marcin z głową na zwłokach swojego współlokatora Filipa. RękaMarcina nadal była zaciśnięta na szyjce od butelki wystającej z piersi ofiary.Wokół nich tańczyły płomienie.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz