Rozdział piętnasty
W dwa miesiące po naszym ostatnim seansie zadzwoniła do mnie Katarzyna i zapisała się na wizytę, mówiąc, że ma mi coś bardzo ciekawego do powiedzenia.
Kiedy weszła do mego gabinetu, zdumiała mnie ta nowa szczęśliwa, uśmiechnięta Katarzyna, promieniejąca wewnętrznym światłem. Pomyślałem wtedy o naszym pierwszym spotkaniu i o tym, jak wiele osiągnęła w bardzo krótkim czasie.
Katarzyna odwiedziła Iris Saltzman, znaną jasnowidzącą, która zajmowała się astrologią i specjalizowała w poznawaniu dawnych wcieleń. Byłem tym nieco zdziwiony, ale zrozumiałem ciekawość Katarzyny i jej chęć potwierdzenia tego, czego doświadczyła. Byłem rad, że odważyła się na to.
Katarzyna dowiedziała się o Iris od przyjaciółki. Umówiła się z nią telefonicznie, nie wspominając o seansach hipnotycznych w moim gabinecie.
Iris spytała ją tylko o datę, godzinę i miejsce urodzenia. Na podstawie tego — jak wyjaśniła — miała wykreślić astrologiczne koło, które w połączeniu z jej intuicją ukaże szczegóły dawnych wcieleń Katarzyny.
Była to pierwsza wizyta Katarzyny u osoby tego rodzaju i dlatego nie bardzo wiedziała, czego się może spodziewać. Ku jej zdumieniu Iris potwierdziła większość tego, co Katarzyna odkryła podczas hipnozy.
Iris stopniowo wprowadziła siebie jakby w trans, rozmawiając w trakcie tego z Katarzyną i robiąc notatki na spiesznie naszkicowanym astrologicznym wykresie. W kilka minut później, kiedy Iris była już w transie, chwyciła się za gardło i powiedziała, że Katarzyna w jednym z poprzednich wcieleń była duszona i miała poderżnięte gardło. Rana ta została zadana podczas wojny, Iris widziała też płomienie i ruiny jakiejś wsi kilka wieków temu. Powiedziała, że Katarzyna była młodym człowiekiem w momencie śmierci.
Kiedy następnie opisywała Katarzynę jako młodego chłopca w marynarskim mundurze, w krótkich czarnych spodniach i butach z dziwnymi klamrami, oczy jej były szkliste. Nagle Iris dotknęła swej lewej ręki, wołając, że czuje pulsujący ból i że coś ostrego wbiło się w nią, w wyniku czego została na zawsze blizna. Mówiła o wielkich bitwach morskich w pobliżu wybrzeża Anglii. Potem opisała życie na żaglowcu.
Następnie opisała fragmenty innych wcieleń. A więc widziała Katarzynę w Paryżu, gdzie ona znowu była chłopcem i umarła młodo w nędzy. Innym razem była ciemnoskórą zezowatą Indianką na południowo-zachodnim wybrzeżu Florydy. Uzdrawiała ludzi i chodziła boso. Na rany stosowała różne maści, leczyła też ziołami, odznaczała się wielką intuicją. Lubiła nosić biżuterię z niebieskich kamieni, przeważnie z lapisu i czerwony, żyłkowany kamień.
W innym jeszcze wcieleniu Katarzyna była Hiszpanką, prostytutką, a jej imię zaczynało się na literę L. Mieszkała z jakimś starszym mężczyzną.
Kiedyś też była córką z nieprawego łoża bogatego utytułowanego ojca, mieszkała w wielkim domu. Iris widziała herb rodzinny na kubkach. Powiedziała, że Katarzyna była bardzo ładna i miała długie, smukłe palce. Grała na harfie. Z góry wybrano jej męża. Katarzyna bardzo lubiła zwierzęta, zwłaszcza konie, i lepiej traktowała zwierzęta niż ludzi ze swego otoczenia.
W którymś krótkim wcieleniu była Marokańczykiem, który zmarł w młodości z powodu jakiejś choroby. Kiedyś żyła na Haiti i brała udział w magicznych obrzędach.
W bardzo dawnym wcieleniu była Egipcjanką i uczestniczyła w uroczystościach pogrzebowych. Ta kobieta miała warkocze.
Kilkakrotnie żyła we Francji i we Włoszech. Podczas wcielenia we Florencji miała do czynienia z religią, potem wyjechała do Szwajcarii, gdzie była związana z klasztorem, była kobietą i miała dwóch synów. Lubiła złoto i rzeźby ze złota, nosiła złoty krzyż. We Francji uwięziono ją i trzymano w zimnym ciemnym lochu.
W innym życiu Katarzyna była mężczyzną, nosiła czerwony mundur, wokół niej byli żołnierze i konie. Ten mundur, czerwony ze złotem, był chyba rosyjski. Kiedy indziej była nubijską niewolnicą w starożytnym Egipcie, wtrąconą do więzienia. W jeszcze innym życiu Katarzyna była mężczyzną w Japonii, bardzo wykształconym nauczycielem, który miał do czynienia z książkami. Pracowała w szkole i dożyła późnego wieku.
I wreszcie na zakończenie było niezbyt odległe życie, kiedy będąc niemieckim żołnierzem zginęła podczas bitwy.
Zafascynowała mnie niezwykła dokładność, z jaką Iris opisywała wydarzenia z dawnych wcieleń. Zdumiewająca była zbieżność ze wspomnieniami Katarzyny podczas hipnozy. Christian ranny w rękę podczas bitwy morskiej, opis jego ubrania i butów; życie Luizy jako hiszpańskiej prostytutki; Aronda i egipskie pogrzeby; John, młody wojownik, który miał podcięte gardło przez Stuarta w jego dawnym wcieleniu; Eryk nieszczęsny niemiecki pilot i tak dalej.
Były także punkty styczne z obecnym życiem Katarzyny. Na przykład lubiła ona bardzo niebieską biżuterię, zwłaszcza lapis lazuli. Nie miała jednak na sobie żadnych ozdób podczas spotkania z Iris. Zawsze kochała zwierzęta, zwłaszcza konie i koty, i czuła się z nimi lepiej niż z ludźmi. A gdyby mogła wybierać miejsce stałego zamieszkania, wybrałaby Florencję.
Oczywiście pod żadnym pozorem nie uważam tego spotkania za eksperyment o znaczeniu naukowym a o gwiazdach wiem bardzo mało. Ponieważ miało miejsce, uważałem za właściwe opowiedzieć o nim.
Trudno mi stwierdzić, co właściwie stało się tego dnia. Może Iris podświadomie użyła telepatii i „czytała" w myślach Katarzyny, której podświadomość zapamiętała dawne wcielenia? A może Iris naprawdę potrafiła zdobyć te informacje dzięki swej niezwykłej nadwrażliwej duchowości? Niezależnie od tego, jak to się stało, obie, choć różnymi drogami, uzyskały te same rezultaty:
Katarzyna dzięki hipnotycznym transom, Iris ponadzmysłowym kanałom.
Mało jest osób, które potrafiłyby zrobić to, co Iris. Wielu ludzi, którzy nazywają siebie jasnowidzami, po prostu żeruje na strachu innych ludzi, jak również na ich ciekawości, żeby poznać nieznane. A dzisiaj różni naciągacze i oszuści, udający astrologów i wróżbitów, w pełni to wykorzystują. Popularność takich książek jak Out on a Limb Shirley MacLaine spowodowała, że pojawiło się mnóstwo „mediów". Wiele z nich zachwala swe usługi w lokalnych gazetach i wobec bezkrytycznego audytorium powtarza banały w stylu: „Jeśli nie jesteś w harmonii z naturą, natura nie będzie w harmonii z tobą". Tego rodzaju oświadczenia, wygłaszane zwykle głosem odmiennym od głosu „medium", często z obcym akcentem, znajdują poklask szerokiego kręgu słuchaczy. Doprawdy trudno jest ocenić wartość tych dotyczących głównie sfery duchowej przesłań. Po to, by całkowicie nie zdyskredytować tej dziedziny, należy odróżnić prawdę od fałszu. Powinni się tym zająć nie tylko poważni naukowcy, specjaliści od behawioryzmu, ale również psychiatrzy, by wyeliminować choroby psychiczne, oszustwo, symulację i tendencje socjopatyczne. Do oceny tych zjawisk i dalszych nad nimi badań potrzebni będą statystycy, psychologowie i fizycy. Żeby osiągnąć na tym polu poważne rezultaty, trzeba stosować naukową metodę. W nauce formułuje się początkowo hipotezę, która jest wstępnym założeniem, budowanym na podstawie licznych obserwacji, po to, żeby wyjaśnić jakieś zjawisko. Od tego momentu hipoteza musi być sprawdzona w warunkach kontrolowanych. Kiedy już naukowcy dojdą do wniosku, że mają pewną teorię, musi być ona wielokrotnie sprawdzana przez innych badaczy po to, by otrzymać te same wyniki.
Szczegółowe, do zaakceptowania przez naukę badania, które przeprowadzili: dr Joseph B. Rhine (Uniwersytet Duke), dr łan Stevenson (Uniwersytet Wirginia, Wydział Psychiatrii), dr Gertrudę Schmeidler (College Nowego Jorku) i wielu innych poważnych naukowców dowiodły, że jest to możliwe
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz