niedziela, 25 września 2011

Rozdział czternasty

Rozdział czternasty

Trzy tygodnie minęły, nim się znów spotkaliśmy. Przy­czyną tej przerwy była moja krótka choroba i jej urlop. Katarzyna czuła się nadal doskonale, ale kiedy zaczęliś­my seans, sprawiała wrażenie zaniepokojonej. Oświad­czyła mi, że jest w tak dobrym stanie zdrowia i czuje się tak znakomicie, że hipnoza nie jest już jej potrzebna. Oczywiście miała rację. W zwykłych okolicznościach zaczęlibyśmy kończyć terapię wiele tygodni temu. Kon­tynuowaliśmy ją częściowo z powodu mojego zaintere­sowania przesłaniami Mistrzów, a poza tym, dlatego że Katarzyna nadal miała pewne drobne dolegliwości. Mu­siałem przyznać, że jest prawie wyleczona, a poza tym jej wcielenia się powtarzały. Ale co w przypadku, gdyby Mistrzowie mieli mi jeszcze więcej do powiedzenia? Jak mógłbym się porozumieć z nimi bez pośrednictwa Kata­rzyny? Wiedziałem, że gdybym nalegał, kontynuowała­by nasze seanse. Czułem jednak, że nie mam do tego prawa. Z pewnym smutkiem przyznałem jej rację. Po­rozmawialiśmy o tym, co wydarzyło się w minionych trzech tygodniach, ale robiłem to bez zapału.
Minęło pięć miesięcy. Katarzyna nadal była w dob­rym stanie zdrowia. Lęki i obawy były minimalne. Zmieniły się na plus jej stosunki z ludźmi i jakość życia.
Spotykała się obecnie również z innymi mężczyznami, choć Stuart nadal był obecny w jej życiu. Po raz pierwszy od wczesnego dzieciństwa była radosna i szczę­śliwa. Od czasu do czasu spotykaliśmy się w hallu szpitala albo w kolejce w kafeterii, ale kontakt lekarz -pacjent przestał istnieć.
Zima się skończyła i zaczęła wiosna. Katarzyna zapi­sała się do mnie na wizytę. Trapił ją uporczywy sen o jakiejś religijnej ofierze, o wężach w głębokiej jamie. Jacyś ludzie zostali zmuszeni do wejścia do tej jamy. Ona też znalazła się tam i próbowała uciec, wbijając palce w piaszczyste ściany i pnąc się w górę. Węże były pod nią. W tym momencie sen się urywał, a ona budziła się z sercem walącym ze strachu.
Pomimo długiej przerwy zapadła szybko w głęboki sen hipnotyczny. Nie dziwiłem się, kiedy natychmiast znalazła się w dawnym bardzo wcieleniu.
— Tu, gdzie jestem, panuje upał — zaczęła. — Widzę dwóch czarnych ludzi, którzy stoją koło kamiennego muru, zimnego i wilgotnego. Mają jakieś nakrycia gło­wy. Wokół prawej kostki każdy z nich ma sznur, w któ­ry wplecione są paciorki i wstążki. Oni budują magazyn z kamieni i gliny na pszenicę, na jakieś ziarno. Do spichrza prowadzą trzy stopnie, a na zewnątrz stoi posąg boga. Ciało ma człowieka, a głowę zwierzęcia, ptaka. To bóg czterech pór roku. Ściany są uszczelnione rodzajem smoły, żeby powietrze nie dostawało się do wnętrza i zboże nie psuło. Swędzi mnie twarz... We włosach mam niebieskie paciorki. Latają muszki albo jakieś owady i dlatego swędzą mnie ręce i twarz. Smaruję twarz maścią,  żeby  mi  nie  dokuczały...   ta  maść bardzo brzydko pachnie, to sok jakiegoś drzewa.
Mam warkocze, a w nich paciorki i złote sznurki. Moje włosy są kruczoczarne. Należę do domu królews­kiego. Jestem tutaj z powodu jakiejś uroczystości. Przy­szłam, żeby patrzeć, jak namaszczają kapłanów... jest święto bogów nadchodzących żniw. Składane będą tyl­ko ofiary ze zwierząt, a nie ludzi. Krew ofiarnych zwierząt spływa z białego zbiornika do sadzawki... spływa z pyska węża. Mężczyźni noszą małe złote kape­lusze. Wszyscy tu mają ciemną skórę. Niewolników sprowadza się z innych krajów, spoza morza...
Zamilkła i czekaliśmy, jak gdyby nie było pięciu miesięcy przerwy. Zrobiła się czujna, nasłuchiwała cze­goś.
Wszystko odbywa się tak szybko- i tak bardzo jest skomplikowane... to, co mi mówią... o zmianie i roz­woju oraz innych płaszczyznach. Jest płaszczyzna świadomości i płaszczyzna przejściowa. Przychodzimy z jednego życia i, jeśli nauczyliśmy się wyznaczonych nam lekcji, przenosimy się do innego wymiaru, innego życia. Musimy to wszystko w pełni zrozumieć. Jeśli nie zro­zumiemy, nie wolno nam przejść... powtarzamy, ponie­waż nie nauczyliśmy się. Doświadczenie musimy czerpać ze wszystkich stron. Jeśli chcemy brać, musimy także dawać... Tyle musimy wiedzieć, tyle duchów bierze w tym udział. Dlatego jesteśmy tutaj. Mistrzowie... tutaj na tej płaszczyźnie jest tylko jeden.
Katarzyna urwała, a potem odezwała się głosem Mistrza-poety. Mówił do mnie:
To-, co ci powiemy, jest na teraz. Odtąd musisz się uczyć poprzez własną intuicję.
Po długiej chwili Katarzyna odezwała się szeptem:
Tutaj jest czarne ogrodzenie... wewnątrz są ka­mienne groby. Twój grób także jest tutaj.
Mój? — spytałem zdumiony.
Tak.
Czy możesz przeczytać napis?
Nazwisko  „Noble",   1668 — 1724.  Leży na  nim kwiat... To we Francji albo w Rosji. Nosiłeś czerwony mundur...  spadłeś z konia...  widzę złoty pierścień... z głową lwa... to oznaka.
Na tym seans się zakończył. Zrozumiałem z oświad­czenia Mistrza-poety, że nie będzie więcej żadnych prze­słań podczas seansów hipnotycznych z Katarzyną, i tak istotnie się stało. Była całkowicie wyleczona, a ja nau­czyłem się wszystkiego, co było możliwe, podczas jej powrotów do poprzednich wcieleń. Reszty, którą kryła przyszłość, musiałem nauczyć się dzięki własnej intuicji.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz