Słońcezbliżało się ku zachodowi. Mężczyzna podniósł się z ziemi prostując plecy. Odrana z żoną pracowali w polu. Zawsze wstawali o świcie i szli pracować. Wracaliprzed zachodem słońca. Mimo ciężkiej pracy pieniędzy nadal było za mało. Niebyli w stanie utrzymać dwóch młodych chłopców i dorastającej dziewczyny, żebytego było mało mieli na głowie starą zniedołężniałą babcię. Potrzebowała onastałej opieki i leków na które nie było ich stać. Opieką zajmowała sięMarzenka, córka. Chłopcy chociaż byli mali, ale chętnie pomagali w polu, jeżelipraca nie była dla nich zbyt ciężka. Mężczyzna nigdy nie był zadowolony z tego,że ma córkę. Jako rolnik potrzebował raczej silnych chłopców do pomocy.Początkowo chciał nawet utopić dziewczynę w pobliskiej rzece, kiedy byłajeszcze niemowlęciem, ale zawsze na drodze stawała jego matka. Teraz role sięodwróciły, Marzenka opiekowała się staruszką. W przeciwieństwie do babci byłazbyt słaba i nie przeciwstawiała się ojcu, na czym często obie traciły.
- Chyba już pora wracać – podeszła do niego żona wycierającspocone czoło chustką. Patrzyła na męża ze strachem. Było tak od dnia ichślubu, wtedy okazał się prawdziwym tyranem, jednak mimo to go kochała i niepotrafiła odejść – To dziś. Czy jesteś pewny? Wolałabym…
- Jestem pewny! – ryknął wchodząc kobiecie w zdanie – Pozatym nie mamy wyjścia. Nie stać nas na utrzymywanie jej dłużej! Dzieci myślą, żewyjeżdża, nawet Marzenka w to uwierzyła.
Przezwiększość drogi do domu szli w milczeniu. Jednak kiedy zobaczyli światła iswoją córkę w oknie nakrywająca do stołu, zatrzymali się. Kobieta zaczęłapłakać.
- Ale czemu ona? Przecież to jeszcze dziecko! Kto wie co onijej tam zrobią! Proszę! Jeszcze nie jest za późno! – łkała krzycząc na męża –Pro.. – mężczyzna uderzył ją w twarz. Kobieta przewróciła się na ziemię.
- Postanowione! Obie mają zniknąć! – wrzeszczał pochylonynad żoną. Wiedziała, że nie jest w stanie nic zrobić, żeby zmienił zdanie. Wtakich chwilach jak ta nienawidziła go. Chciała mu powiedzieć co o nim myśli,że widzi w nim potwora, ale nigdy się nie odważyła. To ją najbardziej bolało,nie potrafiła się sprzeciwić kiedy mężczyzna, z którym dzieli łóżko ich córki iswojej matki. Siedziała cicho, bo wiedziała, że ją może spotkać taki sam los.
* * *
- Marzenkoprzyszło dziś pismo z internatu. Dostałaś stypendium, napisali, że oczekują Cięw przyszłym tygodniu. – oświadczył ojciec starając się ukryć swoje zadowolenie,że wreszcie pozbędzie się córki. Dziewczynka spuściła głowę i przytaknęła. Nigdynie sprzeciwiała się ojcu, wiedziała, że grozi za to lanie. Kiedy zrozumiała,że ojciec nie ma jej już nic do powiedzenia wyszła z pokoju. Nie podnosiłagłowy, nie z szacunku. Nie chciała widzieć zadowolenia na jego twarzy. Takbardzo go kochała, a on jej nienawidził. Nie wiedziała czemu, ale kiedy tookazywał pękało jej serce.
Mężczyznapatrzył na swoją odchodzącą córkę. Miała zaledwie piętnaście lat, ale wyglądałabardzo dojrzale jak na swój wiek, była w pełni rozwiniętą kobietą. Słyszałróżne historie o miejscu do którego ją wysyła i o ludziach tam pracujących.Głównie o mężczyznach. Zastanawiał się co z nią zrobią, nawet się domyślał, alenic go to nie obchodziło. W ogóle nie był zainteresowany losem córki. Dla niegoliczyło się tylko gospodarstwo i synowie, którzy je przejmą. Dla nich byłgotowy do największych poświęceń.
Marzenkaweszła do pokoju babci. Usiadła na stołeczku przy łóżku i wzięła staruszkę zarękę.
- Pewnie jesteś podekscytowana babciu. Dziś rodzice zawioząCię do domu opieki. Będziesz tam miała porządną opiekę, nie to co ja tutaj… -oczy dziewczynki napłynęły łzami, głos grzązł w gardle - … ja wiem, że ty mniesłyszysz, chociaż ojciec mówi, że nie … - nadeszła kolejna fala łkania -…pamiętasz jak zabierałaś mnie na wycieczki na mostek … tam gdzie woda w rzecejest najgłębsza … koło jeziorka … - głos dziewczynki łamał się, jednak starałsię ciągle mówić - … byłam jeszcze bardzo mała, ale pamiętam … zawszeopowiadałaś mi różne historie … a … a ja się tak bałam tej … tej o tej starej posiadłości… tej na wzgórzu za lasem … co … co teraz jest w niej dom dla wariatów … typowtarzałaś mi, że mieszkają tam … demony w ludzkiej skórze … a ja się takbałam … - dziewczynka skryła twarz w dłoniach i szlochała. Od zawsze babciabyła przy niej, była najbliższą jej osobą – … a za tydzień ja też wyjadę … -Marzenka starała się dalej opowiadać, choć głos jej się często łamał - …dostała stypendium … i … będę teraz mieszkała w internacie … w mieście … -zdołała się zdobyć na lekki uśmiech, chociaż zniknął on szybko z jej twarzywywołując kolejne łkania - … ojciec powiedział, że już więcej cię nie zobaczę…że nie będę mogła cię odwiedzać … że tam gdzie będziesz nikt nie może … -dziewczyna przestała mówić, nie była już w stanie. Jedynie szlochała.
* * *
Pozapadnięciu zmroku z domu wyszedł mężczyzna niosąc na rękach staruszkę. Nawozie czekało już przygotowane posłanie z poduszek i koca, ułożył kobietęwygodnie i przykrył. Z domu wybiegli uradowani chłopcy, nie do końca świadomitego co się dzieje. W progu stała Marzenka wsparta o futrynę. Płakała, kilkugodzin nie mogła przestać.
Mężczyznaupewnił się, że konie są dobrze zaprzężone i usiadł na miejscu woźnicy. Żonaodprowadziła chłopców do łóżek i wróciła na wóz. Po drodze ucałowała w czołopłaczącą Marzenkę, sama również płakała. Usiadła koło męża i ruszyli.
Dziewczynkastała w progu dopóki wóz nie zniknął za zakrętem. Kiedy już nie było widaćrodziców ruszyła biegiem ich śladami. Chciała zobaczyć gdzie zawiozą babcię,żeby mogła potajemnie ją odwiedzać. Śledziła rodziców, aż do mostku, gdziezatrzymali wóz. Marzenka obserwowała wszystko ukryta w krzakach rosnących podwielkim drzewem na skraju lasku. Ojciec zszedł i szybkim krokiem udał się nabrzeg jeziorka. Podniósł największy kamień jaki był w stanie unieść i wrócił znim na mostek. Matka również zeszła z wozu. Spod poduszek na których leżałababcia wyjęła linę i obwiązała ją wokół kamienia. Ojciec wziął z wozu swojąmatkę i podszedł z nią do barierki. Żona zawiązała pętlę na szyi staruszki.Mężczyzna niewzruszony opuści ręce. Ciało staruszki wypadło za barierkę. Linasię napięła. Usłyszeli gruchot łamanych kości. Kamień delikatnie poruszył się.Żona chciała przytulić się do męża, ciągle płakała, jednak ją odepchnął.Podniósł kamień i wyrzucił go do rzeki. Ciało i kamień wpadły do wody niemaljednocześnie, wydając jeden przeciągły dźwięk chlupnięcia. Mężczyzna wychyliłsię, żeby sprawdzić, czy zwłoki nie wypłynęły, ale nie było po nich śladu.Wrócił na wóz, gdzie czekała już zapłakana żona.
W krzakachMarzenka z przerażeniem obserwowała rozwój wydarzeń na mostku. Wiedziała, żeojciec jest okrutny, ale nigdy nie sądziła, że aż tak. Kiedy zrzucił babcię,chciał podbiec, chciał go zabić. Nie ruszyła się jednak wiedząc, że bezmrugnięcia okiem by ją wykończył, nie miała wątpliwości po tym co zobaczyła.Kiedy wrzucił kamień i zwłoki staruszki zatonęły zapragnęła uciec jak najdalejstąd, od tego potwora. Nie mogła uwierzyć, że matka też była w to zmieszana, żepomagała. Nie była w stanie jej tego wybaczyć. Gdy rodzice wsiedli na wózMarzenka ruszyła pędem do domu.
* * *
Przez całyostatni tydzień Marzenka wydawała się mamie jakaś nieobecna. Kobieta starałasię porozmawiać z córką, jednak dziewczyna unikała wszelkich kontaktów. Ojciecnie nawet tego nie zauważał, chodził rozradowany i w wolnym czasie bawił się zsynami.
W nocydziewczyna się przebudziła, zdawało jej się, że słyszy jakiś hałas. Byłaprzekonana, że ktoś jest w pokoju. Podniosła się na łóżku i rozejrzała wokoło.Chwilę wpatrywała się w ciemność, ale nic nie dostrzegła. Miała się kłaść,jednak usłyszała za sobą szmer. Ktoś stojący za z tyłu zarzucił jej worek nagłowę. Wokół głowy na wysokości ust zacisnęli jej pętlę, związali nadgarstki.Starała się krzyczeć, wzywać pomoc, ale sznur wciskający worek w jej ustazadziałał jak knebel.
- Zabrać ją! – usłyszała głos ojca. Zaczęła szlochać. Jakieśręce schwyciły ją i wyniosły z domu. Z całych sił starała się wyswobodzić,jednak porywacze byli zbyt silni. Przed domem usłyszała płacz matki.
Kobieta widzącjak dwóch typów wynosi jej córkę rzuciła się na pomoc. Schwyciła jednego zaramię i starał wyszarpnąć jego ramię. Porywacz puścił nogę dziewczynki iodepchnął kobietę. Marzenka zaczęła machać wolną nogą, jednak oprawca zdążył jązłapać zanim zdążył go trafić. Lekki wiatr unosił koszulę dziewczynkiodsłaniając jej piękne, młode ciało.
Z domuwyszedł ojciec, najpierw podszedł do żony, podniósł ją z ziemi i wymierzyłmocny cios w twarz. Kobieta upadła na ziemi, szlochała, cios rozerwał jej wargęi łzy spływając mieszały się z krwią i skapywały na ziemię. Oprawcy wrzucili nawóz związaną dziewczynkę. Do jednego z nich, wysokiego i szczupłego, podszedłojciec Marzenki.
- Dalej się nią już zajmiecie. Nie obchodzi mnie co z niąbędzie, nie chcę jej tu więcej widzieć – mówił półszeptem, jakby bał się, żektoś go usłyszy.
- Jasna sprawa, już moja w tym głowa – mężczyzna podałsakiewkę ojcu Marzenki – oto obiecana zapłata.
Dryblaswsiadł na wóz i złapał dziewczynkę za wierzgające nogi.
* * *
Kiedy wózznalazł się w bezpiecznej odległości od domu Marzenki woźnica zatrzymał konie.Wokoło słychać było jedynie odgłosy szumiącego lasu. Silne ręce złapałydziewczynkę i ściągnęły ją z wozu. Napastnik cisnął jej delikatnym ciałem oziemię. Starała się podnieść, ale nie była w stanie, nadal miała na głowieworek i związane ręce. Słyszała wokół siebie śmiechy, starała się krzyczeć, alenie przynosiło to efektu, jej głos tłumił knebel. Z oczu spływała rzeka łez.Jeden z oprawców pochylił się nad nią i zerwał ubranie odsłaniając nagie młodeciało. Płacz dziewczynki zamienił się w lament, ale głos nadal nie opuszczałgardła. Zamknęła oczy, mimo, że worek przesłaniała jej widok i zaczęła sięmodlić, z całych sił zaciskając mięśnie. Kiedy kończyła pierwszą litanięnapastnik wlazł na nią i rozłożył jej nogi. Nie była w stanie powstrzymać go,był zbyt silny. Poczuła ból, jakby ją rozerwał, starała się bronić wymachującnogami. Dobiegł ją głośny śmiech drugiego oprawcy. Widok kolegi gwałcącegodziewczynkę wprawił go we wspaniały humor.
- Pomogę ci! – rzucił przez śmiech. Po tych słowach Marzenkapoczuła silne uderzenie w głowę, po którym straciła przytomność.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz