sobota, 24 września 2011

GRA CIENIA DOKOŃCZENIE



  Jestem policjantem na służbie, proszę wrócić do domu, nie ma tu nic do oglądania – pierwsze zdanie, jaki mu przyszło do głowy było oklepaną frazą z amerykańskich filmów. Zaczynał panikować, chociaż starał się zachować zimną krew do końca – mam broń i nie zawaham się jej użyć. Bardzo pana proszę o powrót do domu – Młody wolno skierował prawą rękę do kabury i wyjął pistolet. Wycelował w postać na piętrze – ostrzegam, że będę zmuszony pana aresztować, jeżeli nie wróci pan do siebie.
            Mroczna postać nie ruszyła się pomimo próśb, jakie kierował do niej policjant. Dopiero widok broni zmienił sytuację. Wiatr zaczął szaleć po budynku. Postać rzuciła się na policjanta. Młody bez namysłu strzelił, zdążył tylko raz nacisnąć spust. Kula przeleciała przez stwora rozsypując go na drobne cząstki, jakby piasek. Policjant nie wierzył własnym oczom. Piach z postaci przeleciał nad schodami i uderzył w funkcjonariusza. Bezwładne ciało Młodego poleciało do tyłu, plecami uderzył w drzwi zatrzaskując je. Rozejrzał się wokoło, ale nie było nikogo. Cały mundur miał zasypany piaskiem, po postaci nie było śladu. Strasznie bolały go plecy, uderzył o drzwi naprawdę mocno. Podniósł się wspierając rękę o klamkę od drzwi frontowych, niestety nie wytrzymała ciężaru ciała policjanta i złamała się. Funkcjonariusze zostali uwięzieni w budynku.

            Wąsacz siedział na kanapie i wpatrywał się w swojego rozmówce, nie wierzył własnym oczom. Stał przed nim ten sam zniedołężniały, gadatliwy staruszek, który przy poprzednim zgłoszeniu usilnie starał się go wspierać podpowiedziami. Jedynie wygląd starca się nie zmienił, chociaż nie było śladu po jego ułomności, nawet głos brzmiał inaczej, pewniej.
- Spotkaliśmy się dziś, widzę, że pan pamięta – starzec uśmiechnął się delikatnie siadając na fotelu na wprost policjanta – gdyby wszedł pan do tamtego mieszkanie nie siedzielibyśmy tu w tej chwili i pana partner nie miał by kłopotów.
- Jakich kłopotów?! – Wąsacz zeskoczył z kanapy gotowy do biegu.
- Spokojnie, już mu pan i tak nie pomorze. Za późno! – oczy starca poczerniały, twarz wykrzywiła się w nienaturalny sposób formując uśmiech od ucha do ucha, z ust wydobywał się śmiech, brzmiał jak z jakiejś automatycznej zabawki. Funkcjonariusz wybiegł z mieszkania i szybko ruszył na dół po schodach.

            Młody stał przed drzwiami frontowymi trzymając ułamaną klamkę w ręku. Z munduru sypał mu się piasek. Rozejrzał się wokoło, nic nie zauważył. Rzucił się na odstający kawałek klamki, jaki pozostał w drzwiach.
- Nie po to kurwa poszedłem do policji, żeby srać po gaciach w jakimś popierdolonym starym bloku. Kto tu może w ogóle mieszkać? – syczał szarpiąc się z resztką klamki. Dobiegł go odgłos czyjegoś biegu. Uspokoił się i rozejrzał, jednak nic nie zauważył. Tupanie stawało się coraz głośniejsze. Niewiele myśląc rzucił się do ucieczki do piwnicy, chciał znaleźć jakieś schronienie. Zbiegając w dół ujrzał ciemną postać pojawiającą się u szczytu schodów.
Piwnica była pokryta mrokiem, oświetlało ją jedynie światło księżyca wpadające przez malutkie okienka. Było to jedno wielkie pomieszczenie poprzecinane ścianami tworzącymi niewielkie korytarze i pomieszczenia. Ciemna postać goniąca funkcjonariusza była już na dole. Młody jeszcze jej nie widział, ale czuł czyjąś obecność. Nie zatrzymując się spojrzał przez ramię. Postać już prawie go miała. Biegnąc Młody potknął się, nie zdołał złapać równowagi i uderzył głową o ścianę przed nim.

            Wąsacz wynurzył się z cienia i podszedł do młodszego kolegi. Młody stał oparty czołem o ścianę. Na głowę padało światło księżyca. Funkcjonariusz złapał kolegę za ramię i delikatnie starał się go odwrócić, jednak nieprzytomne ciało stawiało opór. Starszy policjant starał się delikatnie unieść kolegę, niestety nie dawał rady. Przyjrzał się dokładnie połączeniu, jakie tworzy głowa młodszego kolegi ze ścianą. Dopiero teraz zauważył kałużę krwi stale się powiększającą, lepka ciecz skapywała z brody kolegi. Po twarzy płynęły dwa czerwone strumyczki wokół nosa, łączyły się wokoło ust, by skapywać z brody na ziemię. Źródło krwi znajdywało się na czole, tam gdzie przylegało ono do ściany. Wąsacz złapał obiema rękami za głowę kolegi, już nie bawił się w delikatność, wiedział, że Młody nie żyje. Odszarpnął zwłoki, ciało odsuwało się od ściany, z każdym milimetrem do uszu funkcjonariusza dobiegał dźwięk, coś pośredniego między mlaskaniem i ssaniem. W ciemnej piwnicy pozbawionej oświetlenia, w starym budynku, podczas ściągania zwłok kolegi, ten dźwięk był naprawdę przerażający. Ciało ustąpiło, całe odsunęło się od ściany. Wąsacz położył je na podłodze. Na środku czoła młodego znajdował się spory otwór ociekający krwią, oczy miał nadal otwarte i wpatrzone przed siebie z przerażeniem. Ze ściany wystawał zakrwawiony hak.

            Funkcjonariusz wrócił do mieszkania na drugim piętrze. Otworzył drzwi, jego oczom ukazał się stary zaniedbany pokój, dokładnie pasujący do tego paskudnego budynku. Ściany zachodziły grzybem, kanapa była poszarpana i cała pokryta różnymi plamami. Kowalski odwrócił się. Kolejne zaskoczenie, przed jego oczami ukazały się ponownie nowe drzwi, usłyszał za sobą znajomy głos.
- Już pan chce wychodzić panie władzo? Nie ładnie tak bez pożegnania – funkcjonariusz odwrócił się i przed jego oczami ukazał się ponownie nowy salon, ten, w którym był wcześniej.
- Co jest kurwa? Kim ty człowieku jesteś?
- Człowieku? – starzec uśmiechnął się lekko – Niech pan usiądzie. Porozmawiamy chwilę.
- Nie będę siadał, wychodzę, a ty zostaniesz tam gdzie stoisz – Kowalski położył dłoń na rękojeści pistoletu i wolnym krokiem zaczął się wycofywać. Starzec spuścił głowę i ruszył za policjantem. Funkcjonariusz niewiele myśląc wyciągnął broń i strzelił w starca. Kule przeleciały przez ciało robiąc kilka ran, jednak nie popłynęła z nich krew.
- Nie możesz mnie zabić, moje ciało już dawno nie żyje. Po to mi właśnie jesteś potrzebny, to ciało już jest martwe, rozkłada się, a ja muszę w czymś żyć. Oddasz mi swoje ciało! – Kowalski patrzył z przerażeniem na postać przed sobą, usłyszał za sobą trzaśnięcie drzwi. Nie odrywając wzroku od dziwnego starca przełknął ślinę. Kącikiem oka dojrzał, że cienie w całym pokoju się poruszają i biegną w jego kierunku.
- Już jesteś mój! – starzec padł martwy na podłogę, cienie otoczyły policjanta i zaczęły się wspinać po jego ciele i wchodzić do ust.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz