sobota, 24 września 2011

GRA CIENIA




            Mężczyzna usiadła na fotelu, rozłożył szeroko gazetę i zaczął czytać. Nogi wyciągnął na pufie przed fotelem. Całe mieszkanie zalane było światłem. Na idealnie białej ścianie odbijały się cienie niewielu przedmiotów, znajdujących się w pomieszczeniu. Mężczyzna jak zawsze wieczorem zasiadł do codziennej lektury notowań giełdowych. Nie odrywając się od gazety jedną ręką namacał papierosy na stoliku, wyciągnął jednego i odpalił. Kiedy odkładał zapalniczkę coś mignęło po stoliku, umknęło to jego uwadze. Za fotelem na ścianie cienie odchodziły od przedmiotów, do których należą i schodziły się jeden wielki, łącząc się z cieniem fotela. Kiedy wszystkie zeszły się w jeden wielki, zalały całą podłogę, wyglądała jakby pokryta została smołą. W ciągu ułamków sekund cały cień znajdujący się w pomieszczeniu zbiegł się pod fotelem. Mężczyzna mocno zacisnął boki gazety, wydał z siebie delikatne jęknięcie. Po chwili wszystko wróciło do normy. Mężczyzna nadal siedział na fotelu, białe ściany pokrywały cienie.

* * *

- Panie władzo, nie wiem, może mi się tylko wydaje, ale sąsiad to nie wychodzi z domu już jakiś tydzień, może i dłużej. Auto stoi na dole pod blokiem, ta jak stało. Nawet w nocy nie wychodził, bo pies zawsze na niego szczeka, a ostatnio Bury się nie odzywa – stary mężczyzna stał na klatce w starych, pokrytych łatami dresach, na nogach miał kapcie, na ramiona narzuconą niedbale pomiętą flanelową koszulę, przy jego nodze siedział bardzo spokojny pies. Mężczyzna starał się coś wyjaśnić policjantowi, który nie wydawał się być zainteresowany tym, co się dzieje.
- Dobrze panie Andrzejczak, postaramy się wszystko wyjaśnić. Proszę wrócić do domu, jeżeli będziemy mieli jakieś pytania to się do pana odezwiemy – policjant szybko zakończył rozmowę i podszedł do drzwi wskazanych przez starca. Zadzwonił dzwonkiem, jednak nikt nie odpowiedział.
- Ja panu mówiłem, panie władzo, że coś jest nie tak. To dobry chłopak, zawsze mówi dzień dobry i w ogóle, ale ostatnio nie wychodzi. Jemu coś się mogło stać, on był na coś poważnie chory. Ja panu prawdę mówię – starzec stał w uchylonych drzwiach swojego mieszkania.
- Mówiłem już panu, żeby wrócił pan do domu, nie ma tu nic do oglądania – policjant odwrócił się ze zdenerwowaniem.
-Nie ma co się denerwować, człowiek chce tylko pomóc, a … - starzec zniknął w drzwiach swojego mieszkania, narzekając cały czas pod nosem. Policjant ponownie zadzwonił dzwonkiem, ale znowu nie było żadnej reakcji. Rozejrzał się po klatce schodowej, stał na niej sam. Zdawało mu się, że nawet cienie zniknęły. Przetarł oczy, tylko mu się zdawało, wszystko było normalne. Zadzwonił jeszcze raz, tym razem nie czekał na reakcję, wrócił do samochodu. Za plecami policjanta na drzwiach mieszkania, które właśnie odwiedzał, poruszył się cień, jakby przeszedł z jednego konta futryny w drugi, by lepiej widzieć odchodzącego funkcjonariusza.
            W radiowozie przed budynkiem młody policjant wyczekiwał swojego starszego kolegi, który poszedł sprawdzić wezwanie. Nie poszli razem, bardziej doświadczony glina dał swojemu młodszemu koledze bardzo ważne zadanie, może nawet najważniejsze w jego dotychczasowej karierze. Młody poszedł po kawę. Z budynku wyłonił się policjant z wąsem, miał około czterdziestu lat, pojawiał już mu się brzuch. Zawsze wieczorami, kiedy widział swoje odbicie w lustrze wracały wspomnienia jak to po szkole policyjnej wyglądał jak atleta. Teraz mniej ruchu, a więcej godzin spędzonych w radiowozie dawały o sobie znać.
- Cisza, jakiś dziadek skarży się, że jego sąsiad od kilu dni nie wychodzi z domu. Nikogo tam nie ma, dzwoniłem trzy razy – wąsacz usiadł za kierownicą, sięgnął po kawę – ogólnie teraz muszę to zgłosić do centrali i ruszyć na kolejne zadanie. Czasami czuję się jak Bond – uśmiechnął się delikatnie, w myślach uciekał jednak daleko i żart był dla niego niezwykle raniący, jako dzieciak marzył by być policjantem, bo to takie atrakcyjne, niebezpieczne życie. Teraz jednak okazało się, że jest trochę inaczej. Zamiast pościgów szybkimi samochodami spędzał godziny przed biurkiem, zamiast strzelanin na ulicy stał czasami z radarem i łapał niebezpiecznych kierowców – Kurwa! Co to? Młody pojebało cię? – wąsacz parsknął kawą za okno, na chodnik poleciał również kubek. Młodszy policjant nie wiedział, co się dzieje, siedział wciśnięty w fotel i nie wiedział, co jest grane i co ma zrobić – Kto kazał ci słodzić moją kawę? I po jaką cholerę dodałeś mleko? Jesteś policjantem na służbie, a nie dziwką grającą wielką pannę! Kawa ma być zawsze czarna i gorzka! Rozumiesz?
- Przepraszam, chciałem dobrze, sądziłem, że będzie panu smakowała – Młody siedział przerażony i nie wiedział, co ma zrobić. Chciałby się gdzieś schować, ale nie miał gdzie. Na widok jego przerażenia starszy kolega wybuchnął śmiechem.
- Dobra, już spokojnie. Kupimy nową kawę, ale za tą nie oddam ci kasy. Teraz cicho bo muszę wszystko zgłosić – Młody zbladł, zastanawiał się po co Wąsacz będzie zgłaszam, że kupił mu złą kawę – Młody, muszę zgłosić co się działo tam na górze, a nie ostrzegać innych by nie prosili cię o kawę, wyluzuj wreszcie – doświadczony policjant był bardzo rozbawiony zachowaniem młodszego kolegi.
- Halo centrala słyszycie mnie? Tu Kowalski z radiowozu 746. Halo? – odpowiedziały mu jedynie szumy. Spróbował ponownie, znów odpowiedziała mu cisza. Opalił silnik i odjechali.

            Cienie w aucie zdawały się przemieszczać w dziwny sposób, głównie na tylnym siedzeniu auta. Funkcjonariusze nie zwracali jednak na to uwagi.
- Halo Kowalski, jedź sprawdzić mieszkanie przy Płockiej 144 numer lokalu 17 – odezwała się centrala.
- Już ruszamy, co do poprzedniego zgłoszenia…
- Kowalski słabo was słyszę, opowiecie wszystko jak wrócicie na komisariat – radio ucichło. Starszy policjant włączył migacz i zawrócił. Zaczynało już się ściemniać, a ich czeka jeszcze jedno zgłoszenie i to na drugim końcu miasta. Wąsacz nie lubił jeździć nocami, wolał służby w dzień, kiedy gówniarze boją się podskakiwać, nocami po pijaku to i kamieniami rzucają w funkcjonariuszy. Wolał takie zabawy zostawiać dla młodszych, chociaż nie chciał się do tego przyznać przed sobą, już dawno się zestarzał i przeszła mu ochota na aktywną pracę. Teraz wolał spokojnie posiedzieć za biureczkiem osiem godzin i mieć spokój, wieczorem w domu wypić piwo przed telewizorem i obejrzeć jakiś głupi amerykański film.

            Radiowóz wtoczył się leniwie na parking pod niskim, ale za to długim blokiem. Obaj funkcjonariusze spojrzeli po sobie, żaden z nich nie znał tego miejsca. Kowalski zjeździł przecież wszystkie ulice i uliczki w tym mieście i znał je doskonale. To miejsce jednak pominął. Nie pamiętał go, mimo że kilka dni wcześniej jechał całą ulicą Płocką. Tym razem wyszli obaj, Wąsacz kazał młodemu pozostać na dole przy drzwiach wejściowych do budynku, sam wszedł na ostatnie drugie piętro i szukał mieszkania numer 17. Farba ze ścian odrywała się, na każdym piętrze co kilkanaście metrów wisiały pojedyncze żarówki na kablach, dające jedyne oświetlenie w budynku. Szyby na klatce były powybijane, przy każdym powiewie wiatru światło zdawało się tańczyć, żarówki wirowały.
            Funkcjonariusz Kowalski podszedł do drzwi, na których widniała siódemka, jednak przed nią pozostał jedynie ślad po jedynce. Rozejrzał się wokoło, nie czuł się dobrze w miejscach takich jak to, mimo że nikogo nie było na korytarzu, rękę oparł o kolbę pistoletu. Wolał być przygotowany na wszystko. Oczami obejrzał futrynę i ścianę przy drzwiach w poszukiwaniu dzwonka. Nigdzie go nie dostrzegł, więc zapukał.
- Proszę wejść panie władzo! – rozległo się wołanie. Najpierw Wąsacz nie był pewien, czy wejść. Przecież nie przedstawił się, a właściciel mieszkania wiedział kim jest. Po kilku sekundach dotarło do niego, że przecież podjechali na parking pod blokiem radiowozem i pewnie wtedy ich zauważyła. Na twarz wszedł mu uśmiech, sam śmiał się z siebie i swoich paranoi. Policjant nacisnął klamkę i delikatnie pchnął drzwi, uderzył go kontrast, jaki był pomiędzy starym zaniedbanym budynkiem, a mieszkaniem wyglądającym na zupełnie nowe. Białe ściany, nowe skórzane meble, wszystko urządzone skromnie i elegancko. Przy oknie stał starszy mężczyzna w garniturze. Jego twarz pokrywały cienie, przez co Wąsacz nie był w stanie jej zauważyć.
- Proszę spocząć panie władzo – mężczyzna wskazał kanapę, Kowalski niepewnie usiadł na wskazanym miejscu, nie odrywając oczu od gospodarza – oczekiwałem pana. Podczas naszego wcześniejszego spotkania nie wydawał się pan być zbyt zainteresowany. Może teraz zechce pan wysłuchać, co pan przeoczył - Cień na twarzy mężczyzny poruszył się, uciekł, odsłaniając jego oblicze. Wąsaczowi oczy wyszły na wierzch, nie wierzył temu, co widzi.

            Na dole klatki schodowej Młody stał wpatrując się w schody na górę i nasłuchując, co się dzieje w budynku. Cisza panowała wokoło, przerażało go to. Delikatny wiatr otulał jego twarz, żarówka nad jego głową kołysała się delikatnie. Starał się być spokojny, ale bał się, chciał uciec, ale wiedział, że zakończyła by się jego kariera w policji, więc zmuszał się by nadal stać. Miał tylko nadzieję, że nic się nie stanie. Problemem nie było dla niego to miejsce, a jego wyobraźnia. W dzieciństwie oglądał za dużo horrorów i teraz każda sytuacja wydawała mu się przerażająca. Czekał, że zaraz wyjdzie zza rogu wampir, albo jakiś dziwny potwór i go zje. Spojrzał na schody w górę i zobaczył na ich skraju postać. Jakiś człowiek stał na półpiętrze i wpatrywał się w Młodego jakby nigdy nie widział policjanta.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz