sobota, 24 września 2011

MARZENKA CZ 1




   Niepewnieotworzyła oczy. Leżała na zimnej podłodze w ciemnym pomieszczeniu. Spokojniepodniosła się i rozejrzała wokoło. Znajdowała się w niewielkiej celi,wyglądającą bardzo staro. Otoczona murami z kamienia, bardzo solidnymi. Najednej ze ścian znajdowało się malutkie zakratowane okienko, dokładnienaprzeciwko masywnych, drewnianych drzwi. Wolnym krokiem podeszła do okienka.Dopiero teraz zdała sobie sprawę ze swej nagości. Całe ciało pokrywały jejsińce i zaschnięta krew, włosy miała nią pozlepiane.
            Za oknemwidok rozpościerał się na las, rzekę i mostek, pod którym spoczywało ciało jejbabci. Oczy napłynęły jej łzami na myśl o staruszce. Trochę dalej widziałaswoją wieś. Pod okienkiem znajdował się wysoki, gruby mur otaczający posesję.Patrząc na okolicę zdawała sobie sprawę z tego gdzie się znalazła. To miejsce,o którym opowiadała jej babcia, a ona się bała. Dom dla wariatów, szpitalpsychiatryczny. Tylko dlaczego ona tu jest? Przecież całe życie była normalna.
            Usłyszałaza sobą trzask. Odskoczyła na bok, była pewna, że ktoś otwiera drzwi. Starałaukryć się w kącie celi, całymi siłami wpychała się ścianę, czuła jak wystającezimne kamienie wbijają jej się w plecy. Rękami starała się zasłonić swojąnagość. Przestraszonymi oczami patrzyła na drzwi, które się nie poruszały.Dostrzegła w nich jakieś wgłębienie wielkości pięści. Cicho, niemalbezszelestnie, podeszła bliżej, by się przyjrzeć. Zrozumiała, że jest to otwór,przez który mogą ją obserwować z zewnątrz nie otwierając drzwi.
            Powróciłado miejsca, w którym się ocknęła. Na ziemi leżał koc, jedyny przedmiot jakiteraz posiadała. Ułożyła się otulając nim swe ciało. Wspominała ostatniewydarzenia jakie ją spotkały. Żyła tyle lat z człowiekiem, który okazał siępotworem, to jej ojciec powinien być teraz w tej celi, nie ona. Łzy napłynęłyjej do oczu, nienawidziła go, ale nadal to był jej ojciec i jakaś cząstka wciążdarzyła go niezasłużoną miłością. Zastanawiała się co będzie z jej braćmi,chociaż była pewna, że są bezpieczni. Ten potwór nigdy ich nie skrzywdzi.
            Starała sięzasnąć, jednak rozbudzał ją każdy szmer. Była zbyt przerażona, bała sięwszystkiego. W myślach zaczęła się modlić, jednak nie otwierała ust. Niechciała się odzywać. Bała się swojego głosu, że ktoś ją usłyszy i przyjdzie jąskrzywdzić.

            Szczękkluczy wyrwał ją z delikatnego snu. Usłyszała skrzypnięcie otwieranych starychdrzwi. Odskoczyła w kąt swojej celi i nakryła się kocem czekając na najgorsze.Zobaczyła jedynie rękę, która postawiła przy drzwiach kubek z wodą i wrzuciłakilka kromek suchego chleba, pierwszy posiłek, jaki dostała od opuszczeniadomu. Nie ruszyła się z miejsca dopóki znowu nie usłyszała klucza zamykającegodrzwi. Kiedy miała pewność, że nikt niespodziewanie nie wkroczy, rzuciła się najedzenie. Pochłaniała czerstwe pieczywo popijając je wodą, zbierała z ziemiokruszki i zlizywała je z palców.
            Po południudrzwi się ponownie otworzyły. Tym razem do celi wtoczył się wielki grubymężczyzna. Trzymał w ręku wiadro wody.
- Pod ścianę! – tłustym palcem wskazał miejsce podzakratowanym okienkiem, Marzenka jednak nie zareagowała. Siedziała wciśnięta wkąt celi, zakryta kocem.
- Już! Pod okno! – krzyk nie odnosił zamierzonych efektów,dziecko jedynie bardziej zakrywało się kocem. Grubas więcej już nie nalegał.Wylał lodowatą wodę na dziewczynę, która aż odskoczyła z zimna. Mężczyznawychylił się za drzwi i odstawił puste wiadro. Wziął kolejne pełne i tym razembez słowa wylał na Marzenkę. Spojrzał jeszcze na nagą dziewczynę ociekającąwodą w ciemnej celi, uśmiechnął się i wyszedł.
            Nocą, kiedystarała się zasnąć usłyszała krzyki. Zdawały się dobiegać z celi obok, alemogło to być tylko złudzenie, echo niosące głos po starych pustych ścianach.Krzyk był przeraźliwy, dziewczynka schowała się w kącie celi obserwującotoczenie i czekając, aż wszystko znowu ucichnie. Po chwili dołączyły innegłosy, wtórując pierwszemu wyciem, bądź piszczeniem. Wszystko wokoło zdawałosię szaleć. Pośród tych hałasów nawet kamienie wystające ze ścian zdawały siękrzyczeć. Z daleka dobiegał również znajomy śmiech, ten, który słyszała w lesiezanim ją tu przywieźli. Początkowo był bardzo daleko, ale cały czas sięzbliżał. Marzenka już wiedziała, że oprawca znowu po nią idzie. Siedziałaskulona pod ścianą cicho łkając i obserwując drzwi. Kiedy klucz wsunął się wdrzwi zamarła. Miała nadzieję, że jej się wydaje, że to tylko zły sen. Drzwijednak się otworzyły, serce dziewczynki przestało bić. Stanął przed nią znajomygrubas.
- Będziesz grzeczna kochanie? Czy mam znowu cię kopnąć? –zaśmiał się potwornie. Marzenka nie miała gdzie uciekać, starała się z całychsił wcisnąć w ścianę, ale silna ręka złapała ją za kostkę i wyciągnęła napodłodze. Grubas najpierw przykucnął, następnie położył się z ciężkim sapaniemna dziewczynce. Ściągnął swoje spodnie i rozłożył nogi swojej ofiary. Nie miałajak się bronić, ręce przyciskał jej do podłogi, nogi przytrzymywał swoimi.Zaczęła płakać, głośno wyć, ale to nie pomagało, jej głos niknął wśród hałasówdomu. Grubas nadal ją gwałcił pocąc się i sapiąc. Nie widząc inne szansy naratunek dziewczynka zacisnęła z całych sił zęby na uchu oprawcy.
- Aaa! – zawył z bólu. Całymi siłami pociągnął głowę dogóry, pozostawiając kawałek ucha w zlanych krwią ustach Marzenki. Grubaszeskoczył z niej i podciągnął spodnie. Dziewczynka nadal leżała na podłodzezawodząc. Gwałciciel złapał ją za włosy i podniósł.
- Nauczę cię szacunku dziwko! – krzyczał z nienawiścią, zucha sączyła mu się krew ściekająca na ramię. Splunął na twarz swojej ofiary icisnął nią o ścianę. Uderzyła głową o jeden z wystających kamieni. Nieprzytomneciało opadło na podłogę. Grubas jeszcze stanął nad nią i wyszczał się nanieprzytomną Marzenkę. Humor szybko mu wrócił, wyszedł z celi znowu sięśmiejąc.
            Obudziłasię dopiero wieczorem następnego dnia. Kiedy oprzytomniała znowu stał nad niągrubas. Śmiał się trzymając w ręku wiadro lodowatej wody. Dziewczynka uniosławzrok, by spojrzeć na swego oprawcę.
- Dzień dobry – zaśmiał się. Kopnął półprzytomną dziewczynkęz całej siły w brzuch. Krew napłynęła jej do ust, ciało odruchowo zwinęło sięstarając bronić brzuch przed kolejnym atakiem, który jednak nie nastąpił.Grubas wylał wodę na Marzenkę. Zimno przebiegło przez całe jej ciało napinającwszystkie mięśnie, skurcz wyprostował ją na chwilę.
            Znowuzostała sama, leżała zmarznięta i obolała na zimnej kamiennej podłodze. Myślamistarała się uciec z tego strasznego miejsca. Wracała do swojej rodzinnej wis,wycieczek z babcią nad rzekę, zabaw z braćmi, porannych spacerów do szkoły. Przezchwilę była szczęśliwa, jednak rozbudziło w niej to poczucie samotności.Zrozumiała, że nie jest pierwszą osobą, która trafiła do takiego miejsca.Słyszała historie o rodzinach, które oddają kogoś do szpitala psychiatrycznegoz powodu biedy. Ona poza biedą miała jeszcze ojca tyrana, który jejnienawidził. Zastanawiała się jak wiele dzieciaków jeszcze trafi do tej celi poniej. Chciała jakoś pomóc kolejnym ofiarom tego obłędu. Jedynym pomysłem jakiprzyszedł jej do głowy było napisanie listu, może dzięki temu kolejna osoba niebędzie już taka samotna. Zastanawiała się gdzie może zachować się najdłużej cośtakiego, ale żeby była w stanie też tego dokonać. Najlepsze były drzwi, drewnojest miększe od kamienia, a przetrwać może bardzo długo. Musi jedynie odpowiedniomocno wyryć literki. Podniosła się i podeszła do nich. Delikatnie paznokciemzaczęła drapać. Lekki ślad, jaki pozostawał był zbyt słaby, aby przetrwać.Zaczęła drapać mocniej. Drewno wolno ustępowało pod jej paznokciem. Pierwszegodnia zdołała wyryć jedno słowo, własne imię. Położyła się na kocu i wyciągaładrzazgi spod paznokcia. Krew lała się delikatnym strumyczkiem po palcu, anastępnie po dłoni i skapywała na podłogę. Marzenka patrzyła na czerwoną cieczz poczuciem wyższości, teraz miała cel. Postanowiła opisać swoją historię natych drzwiach. Położyła się pełna dumy, pierwszy raz usypiała spokojnie w tymmiejscu. Nawet nie przeszkadzało jej, że w nocy znowu przyszedł grubas i jągwałcił. Stała się obojętna na wszystko, teraz liczyła się tylko jej opowieść.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz