sobota, 24 września 2011

MARZENKA CZ 2 OSTATNIA



    Rano odrazu przystąpiła do pracy. Tym razem szło jej o wiele szybciej. Napisała caływyraz, po którym zrobiła sobie odpoczynek. Podczas pisania drugiego słowapaznokieć o coś zahaczył. Dziewczyna starała się go oswobodzić szarpiąc dłoniąmocno we wszystkie strony. Przy każdym szybkim ruchu ręką czuła jak delikatnaskórka odrywa się od paznokcia. W oderwanym miejscu zbierały się duże ilościkrwi. Ból wzrastał z każdym szarpnięciem, łzy lały jej się z oczu strumieniami.Widząc, że takie rwanie po kawałku sprawia za duży ból przestał. Spojrzałajeszcze raz na swój palec ociekający krwią, nadal tkwiący w drzwiach. Niewidziała już innego wyjścia, zebrała wszystkie siły i najmocniej jak potrafiłaszarpnęła dłonią w dół. Paznokieć oderwał się z palca pozostając w drzwiach.Krew obficie zbierała się w miejscu rany i skapywała na podłogę celi. Z ustMarzenki wyrwał się przeraźliwy krzyk przesiąknięty bólem. Dziewczynka opadłana kolana podtrzymując drugą ręką krwawiący palec. Przez resztę dnia nie była wstanie się ruszać, leżała sparaliżowana bólem.
            Następnegoranka starała się kontynuować pisanie, jednak ból wciąż był zbyt silny.Patrzyła na drzwi nie wiedząc, co ma ze sobą zrobić. Ujrzała oderwany paznokiećtkwiący w drzwiach. Wyrwała go, miała narzędzie do rycia. Używała martwegopaznokcia dopóki się całkowicie nie starł i połamał, w tym czasie palecprzestał boleć, pojawił się nawet zalążek nowego paznokcia.
            W ciągukilku miesięcy zapisała całe drzwi tracąc przy tym paznokcie ze wszystkich palcówpo kilka razy. Grubas po pewnym czasie przestał przychodzić, pewnie przywieźlijakąś nową dziewczynkę, którą teraz się zaopiekował. Razem z ukończeniemopowieści zauważyła, że jej życie znowu straciło sens.

            Całymidniami snuła się po celi, wyobrażała sobie, że jednak poszła do internatu i żejest teraz wielką damą. Z czasem wszystko wydawało jej się coraz bardziejrealne. Zaczynała zatracać kontakt z rzeczywistością.
            Jednej nocyobudził ją głos wołający jej imię.
- Kto? Kto to? – szeptała dziewczynka.
- To ja, babcia – z mroku wyłoniła się postać niskiej,chudej staruszki. Dziewczynka zaczęła płakać.
- Przecież nie możemy się odwiedzać…
- To ty Marzenko nie możesz do mnie przychodzić. Ja mogę cięodwiedzać, kiedy tylko zechcę – babcia przykucnęła przed wnuczką i objęła jejdłonie. Z zza ściany dobiegł straszny skowyt, dziewczynka odruchowo odwróciłagłowę. Kiedy chciała ponownie spojrzeć na staruszkę, tej już nie było.
            Każdej nocyMarzenka biegała po swej celi szukając babki, krzyczała i płakała, by po chwiliznów się śmiać. Staruszka jednak już więcej nie przyszła.

* * *

            Jednejzimowej nocy ze snu wybudził ją silny uścisk na szyi. Grubas z uśmiechemspojrzał jej w oczy trzymając rękę na jej gardle. Dziewczynka na chwilęzamarła. Drugi osobnik związał jej ręce z tyłu. Wyprowadzili ją z celi. Szliprzez długi korytarz, następnie po schodach w dół. Zatrzymali się dopiero wpiwnicy. Grubas otworzył drzwi, zaś drugi osobnik rozwiązał jej ręce i wepchnąłdo pomieszczenia. Wbiegła po wilgotnej podłodze potykając się o coś. Wokołosłychać było delikatne popiskiwanie gryzoni. Usiadła na ziemi. Pomieszczeniebyło całkowicie ciemne, nie było okien, ani kratki w drzwiach. Kiedy oczyprzyzwyczaiły jej się do mroku ujrzała, że coś leży na podłodze. Wszędzie byłyporozrzucane kości i ludzkie czaszki. Z przerażeniem patrzyła na swoje nowetowarzystwo, kiedy poczuła, że coś ugryzło ją w nogę wyrywając kawałek mięsa złydki. Odwróciła się. W jej kierunku czołgała się trójka zapuszczonych,wygłodniałych mężczyzn. Jednego z nich rozpoznawała, tego, który ją nadgryzł.To był jej ojciec.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz