Z samego rana spakował się w niewielki plecak i wsiadł w pociąg. Nie planował wyjeżdżać na długo, dwa, może trzy dni maksymalnie. Złapał pierwszy pociąg do Radomia. Na ogół nie spał w środkach komunikacji, ale po nie przespanej nocy rytmiczne stukotanie kół wagonu było jak kołysanka. Kiedy poczuł, że odlatuje ustawił budzik w telefonie. Dał sobie godzinę. Jechał pociągiem osobowym, a z Warszawy do Radomia wlecze się on około dwóch godzin. Sen nadszedł bardzo szybko. Ponownie śniło mu się, że jest w tym samym pomieszczeniu z dziećmi, że jest pożar, nie było jednak z nim chłopca. Stała dziewczynka i patrząc mu prosto w oczy powtarzała głosem kobiety z telefonu: Odnajdź naszego brata, zanim będzie za późno. Chciał ją zapytać o coś, ale nie mógł sobie przypomnieć o co, miał to dziwne uczucie, że coś mu uciekło z myśli, coś istotnego. Najdziwniejsze dla niego było to, że byli dziećmi, a myśleli i rozmawiali jak dorośli. Tym razem nie zjawił się strażak, a jedynie postać, którą Rafał uznał za demona. Kiedy dziwna postać szła w jego kierunku zauważył, że dziewczynka zniknęła. Postać złapała go za ramię i zaczęła nim potrząsać. Obudził się przerażony, stał nad nim konduktor. - Ma pan bilet? - Już, już pokazuję – nie ma kiedy sprawdzać, pomyślał, prawie się zlałem ze strachu. Wygrzebał z plecaka bilet, ale konduktora nie było już. Wyjrzał na korytarz, ale nie było po nim śladu. Co prawda szedł konduktor, ale to był ktoś inny. Podszedł do niego. - Przepraszam, był tu przed chwilą pana kolega i sprawdzał mi bilet, ale gdzieś zniknął. Nie wie pan gdzie poszedł? - Chłopcze, jeżeli nie masz biletu to ta bajka nie przejdzie – poirytowany konduktor spojrzał na Rafała, ale ten pokazał mu bilet – Po za mną w tym pociągu jest jeszcze tylko pani konduktor, wkurzyła by się gdybyś określił ją jako faceta. Rafał spojrzał na niego zrezygnowany. Poczekał aż sprawdzi mu bilet i wrócił do przedziału. Przez resztę podróży starał się znowu zapaść w sen, ale mu się nie udało. Później w busie z Radomia też starał się zmrużyć oko chociaż na chwilę, ale nic to nie dało. xxx - Czy ja jestem adoptowany? – rzucił w domu na powitanie. Matce wypadł z rąk talerz, który akurat wycierała, kawałki porcelany rozbryzgnęły się po całej podłodze w kuchni. - Ale mnie przestraszyłeś – starała się uśmiechnąć – co ci strzeliło do głowy? Czemu nie zadzwoniłeś, że przyjedziesz? - Mamo odpowiedz, czy mnie adoptowaliście? - Nie, oczywiście, że nie, dlaczego pytasz? – usiadła, widać było po niej, że się zdenerwowała – Ojca nawet nie staraj się pytać o takie rzeczy. Wiesz jaki on jest. - Czemu nie mam zdjęć z wczesnego dzieciństwa? – Rafał nie dawał za wygraną - Już ci mówiłam wielokrotnie, nie mieliśmy aparatu. Ale nadal mi w to nie wierzysz? – po policzkach spłynęły jej łzy – Czemu mi to robisz? Jesteś moim jedynym dzieckiem, czy tak ci źle było z nami, że nie możesz uwierzyć, że jesteśmy twoimi biologicznymi rodzicami? – zanim zdążył coś powiedzieć, matka już wstała i ciszo łkając wyszła z pokoju. Poszedł za nią do salonu. Czuł się okropnie, nienawidził kiedy matka płakała, a świadomość, że to przez niego łamała mu serce. Kiedy wszedł grzebała w jednej z szuflad. - Proszę – powiedziała siląc się na uśmiech, położyła na stole przed chłopakiem jakiś papier – Twoje świadectwo narodzin, - obok położyła drugi dokument – a to świadectwo chrztu. Masz jeszcze jakieś wątpliwości? - Przepraszam – chciał spojrzeć jej w oczy, ale nie potrafił – chodzi o to… - przerwał w pół zdania, nie wiedział co mógł jej powiedzieć – Ostatnio się trochę pogubiłem. Działy się dziwne rzeczy. Nie chciałem robić ci przykrości. - Chcesz o czymś porozmawiać? Coś cię gnębi? – matka zdawała się już nie pamiętać o zajściu sprzed chwili, wytarła łzy i wyglądało to jakby z nimi zniknął problem – Mi możesz powiedzieć. Rafał wyjrzał przez okno, widział ojca koszącego trawę wokół domu. Nie był pewien czy powinien rozmawiać z matką o ostatnich wydarzeniach. Co jeżeli ten dziwny osobnik przyjdzie po nią. Nie, nie mógł pozwolić na coś takiego. Odwrócił się od okna i podszedł do niej, pocałował ją w czoło. - Nie mogę, przykro mi, ale się nie martw. Nic takiego się nie dzieje – tak bardzo chciałby sam w to wierzyć – zostanę na kilka dni, dobrze? - Co za pytanie, jaka matka nie pozwoliłaby zostać własnemu dziecku – uśmiechnęła się i poszła do kuchni. Przed drzwiami przystanęła jeszcze na chwilę – idź zawołaj ojca, za chwilę obiad. Nawet się z nim jeszcze nie przywitałeś. – Zniknęła za drzwiami. Rafał uśmiechnął się do siebie. Było mu głupio, że doprowadził matkę do łez, ale cieszył się, że odbył tą rozmowę. Chociaż tą jedną rzecz udało mu się wyjaśnić. Wyszedł na podwórze, ojciec stał do niego tyłem. Przez ramię miał zarzucony pas od kosiarki żyłkowej, na oczach gogle chroniące oczy przed rozbryzgującą się trawą. Rafał miał do niego podejść, ale zobaczył kurę, która spokojnie dziobała sobie coś niedaleko ojca. Zastanawiał się czemu zwierzę nie ucieka, zawsze wydawało mu się, że to takie płochliwe zwierzęta. Jego rozmyślanie przerwała kosa, która bez ostrzeżenia przysunęła się do głowy kurczaka i ją ścięła. Z niedużej szyjki trysnęła krew ochlapując wszystko wokoło. Ciało ptaszyska pozbawione głowy zaczęło przerażająco gdakać z kikuta szyi i biegać po podwórku, żeby po kilku chwilach paść martwe na ziemię. Ten widok tak go zszokował, że nie wiedział co ma ze sobą zrobić. Chciał wierzyć, że to był przypadek, ale wyraźnie widział, że zwierzak dziobał ściętą trawę jakiś metr od ojca, nie mogło być mowy o przypadku. Cofnął się do przedsionka i zamknął drzwi. Stał w nich chwilę oszołomiony, nie wiedział co powinien zrobić. Pierwsza spontaniczna myśl jaka mu przyszła do głowy kazała udawać, że nic nie widział, i że nic się nie stało. Odczekał chwilę i wyszedł z domu, trzasną przy tym głośno wyraźnie drzwiami, żeby zaznaczyć swoją obecność. Pomimo hałasu jaki wydawała z siebie kosiarka ojciec usłyszał trzask i się odwrócił. Miał na ustach wielki uśmiech, który na widok syna trochę zmalał. Ewidentnie zabicie kury wprawiło starego w dobry nastrój, czego nie można powiedzieć o widoku syna. - Cześć Rafałku, kiedy przyjechałeś? Matka nic nie mówiła, że będziesz – Ojciec zdjął gogle i podszedł o syna – Co masz taką kwaśną minę? A krew. Kura mi podeszła pod kosiarkę, ale to nic, jutro będzie rosół. xxx Wieczorem ojciec rozsiadł się w fotelu, rozłożył gazetę i czytał najnowsze wiadomości z polityki. Matka leżała na kanapie i rozwiązywała krzyżówki. W tle gadał coś spiker w telewizji. - Czemu nie powiedziałaś, że Rafał przyjedzie? – spytał nie odrywając oczu od gazety. Za drzwiami stał Rafał, miał wejść do pokoju, ale na dźwięk swojego imienia zatrzymał się i słuchał o czym będą rozmawiać. - Mnie też zaskoczył. Najdziwniejsze było to, że pytał czy jest adoptowany. - No i co ty na to? - Rozpłakałam się i rzuciłam mu akt urodzenia. - Biedaczka – dopiero teraz ojciec opuścił gazetę – ale nic więcej mu nie pokazywałaś? - Nie, tylko akt urodzenia. – podniosła wzrok znad krzyżówki i chwilę się zastanowiła – O nic więcej też nie pytał. Zobaczył, że jestem roztrzęsiona i nie ośmielił się, pewnie nie chciał mnie bardziej denerwować. – uśmiechnęła się i wróciła do rozwiązywania – Stolica Peru? Na cztery? – Mruczała cicho pod nosem. - Lima – odpowiedział ojciec wracając do czytania gazety. Za drzwiami Rafał po cichu wycofał się i wrócił do swojego pokoju. Położył się, ale nie starał się usnąć. Czekał, aż rodzice pójdą spać. xxx Kiedy miał już pewność, że rodzice śpią po cichu zszedł na dół do salonu i zaczął szukać segregatora z dokumentami. Cały czas zastanawiał się o czym rodzice rozmawiali wcześniej, o czym mu nie powiedzieli. Sprawdził półkę pod telewizorem, ale znalazł tam jedynie dokumentację dotyczącą zwierząt i ziemi, wszelkie rozchody i przychody. Odłożył wszystko na miejsce. Sprawdził szuflady koło barku i sam barek, ale w nim tylko były butelki alkoholi, niemal tyle samo było trunku w każdej butelce od kiedy pamiętał. Rodzice nie byli zwolennikami picia, raczej trzymali to wszystko dla gości. Przejrzał wszystkie półki z książkami i wszystkie segregatory w pokoju, ale nic nie znalazł. Pluł sobie w brodę, że nie zwrócił uwagi skąd matka wzięła segregator z jego aktem urodzenia, ani gdzie go schowała. Postanowił, że się jednak nie podda. Poszedł do drugiego pokoju na dole, sąsiadującego z salonem. Tu również przeszukał wszystkie szafki, szuflady i półki. Znalazł jakieś segregatory i dokumenty, ale nic co by go interesowało. Jednak zwrócił uwagę na czarny notes z adresami, pomiędzy numerami do ciotek i wujów były numery telefonów do osób, których nie znał. Nie było by w tym nic dziwnego, od kiedy poszedł na studia rodzice mogli poznać jakichś nowych ludzi. Zastanawiało go czemu matka, zawsze wylewna i opowiadająca wszystko o wszystkich, nie wspominała o tych ludziach. Przy każdym nazwisku był również numer, ale nie telefonu, Przemysława Rybicki (3), Maria Noskowska (5). Było pięć nazwisk wpisanych w ten sposób po całym notesie, przy każdym była cyfra od jeden do pięć, a każde powtarzające się nazwiska był wpisane innym kolorem długopisu. Czerwony, niebieski i żółty. Odłożył notes na miejsce i odwrócił się, żeby iść do kuchni, ale w drzwiach pokoju zobaczył ciemną postać mierzącą do niego ze strzelby. Jedną rękę wyciągnęła do włącznika światła. Kiedy żarówka rozbłysła oślepiającym światłem Rafał zobaczył ojca stojącego w drzwiach. - Synu co ty tu robisz? – zapytał nie opuszczając lufy. - Nie mogłem spać, chciałem wziąć coś do czytania. – chłopak zająknął się mówić to, nie był pewien, czy to przejdzie. - Czemu nie zapaliłeś światła? Myśleliśmy z mamą, że to złodziej, a gdybym cię zastrzelił? - Przepraszam, nie myślałem, że narobię hałasu i was obudzę. – przypomniała mu się kura i radość ojca kiedy ścinał jej głowę. Przez chwilę zastanawiał się, czy zabicie człowieka sprawiłoby ojcu równie dużo radości, a może i więcej. Na tą myśl przebiegł mu po plecach zimny dreszcz. - I znalazłeś coś? – ojciec stał teraz z uśmiechem na twarzy, broń już opuścił. - Słucham? – zastanawiał o co mu chodzi, skąd ojciec wiedział, że czegoś tu szukał. - No czy znalazłeś coś do czytania? - A, nie. Nic ciekawego, chyba się położę i jeszcze raz spróbuję zasnąć. – wysilił się na uśmiech. - Zrób tak. |
PARAPSYCHOLOGIA,DUCHY,NAWIEDZENIA,HORROR,OPOWIADANIA,STRASZNE HISTORIE,ZAGADKI,NIEWYJAŚNIONE,ŚWIADOME ŚNIENIE,DEMONY,I WIELE INNYCH RZECZY
sobota, 24 września 2011
WYŚCIG Z CZASEM CZ 2
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz