Maleńkie drewniane drzwiczki otworzyły się i wysunęła się z nich drewniana figurka ptaszka. Całą aulę wypełniły odgłosy kukania. Studenci zerwali się, momentalnie zrobiła się wrzawa. - Za tydzień skupimy się na zagadnieniach związanych z czasem – profesor starał się jeszcze na chwilę zająć uwagę studentów, bezskutecznie. Zrezygnowany spojrzał na zegar stojący na biurku przed nim. Od lat przynosił go na wykłady. Twierdził, że określa w ten sposób ramy swoich zajęć. Pierwsze kuknięcie oznaczało początek, na auli zapada absolutna cisza. Drugie to sygnał na pięciominutową przerwę. Trzecie kończyło wykład. Wierzył, że dzięki tak dokładnie określonym zasadom jest w stanie zmusić studentów do słuchania w ciszy. Niestety efekt był taki, że po pierwszym sygnale wrzało nadal, a raczej buczało od szeptów. Po ostatnim zaś nie był w stanie nawet na sekundę zwrócić uwagi młodych ludzi. Odwrócił się plecami do rzeki studentów wypływającej z auli. Kiedy wszystko ucichło zwiesił głowę. Początkowo w takim momencie zastanawiał się gdzie popełnił błąd, teraz już wiedział. Był za łagodny. Nie potrafił jednak tego zmienić, taki już był. Z rozmyślań wyrwało go klaskanie. Odwrócił się zdziwiony, był pewien, że na auli nie pozostał już nikt. W ostatnim rzędzie krzesełek siedział mężczyzna w ciemnych okularach. Na oko miał trzydzieści kilka lat. Bił brawo. - Wspaniały wykład. Od lat jestem pana wielkim fanem – mężczyzna wstał i wolnym krokiem schodził w dół w kierunku profesora – czytałem chyba wszystko co pan profesor wydał, ale dopiero pierwszy raz udało mi się trafić na pański wykład. - Bardzo dziękuję. Cieszy mnie, że choć jedna osoba na świecie zgadza się z moimi poglądami – wykładowca nie bardzo wiedział jak się zachować. Nie przywykł do bycia komplementowanym. Mężczyzna stał już przed profesorem. Zdjął okulary i mocno uścisnął dłoń wykładowcy. - Nie powiedziałem, że się z panem zgadzam – profesor spojrzał w oczy mężczyzny. Chciał spytać po co przyszedł, jeżeli nie zgadza się z nim. Jednak to co zobaczył w tych oczach odebrało mu mowę. xxx Kelner podszedł do ich stolika i podał Czarszewskiemu kartę. Starszy pan przerzucił kilka stron po czym zamówił podwójne espresso. - Przepraszam, czy możemy przerwać na moment? Muszę iść do toalety – Rafał podniósł się z miejsca. Nie miał zamiaru czekać na pozwolenie. Spojrzał odruchowo na profesora, uśmiechał się. Przez moment przebiegło chłopakowi przez myśl, że jego rozmówca potrafi czytać w myślach. Uznał to za niedorzeczny pomysł i szybko o nim zapomniał. Wracając z toalety zobaczył, że przy stoliku nikt na niego nie czeka. Rozejrzał się wokoło szukając wzrokiem postaci profesora. Nigdzie go jednak nie było. Rafał usiadł na swoim miejscu, na stoliku, naprzeciw niego, stał filiżanka czarnej kawy. Pod spodkiem znajdowała się serwetka. Wyciągnął ją, na środku widniał napis ZARAZ WRACAM. - Ale mnie wkurwiają tacy rozgorączkowani idioci – obok Rafała stał kelner, który przed kilkoma minutami przyjmował od nich zamówienie – Czego nie rozumiał kiedy mu powiedziałem, że odchodzę? - Przepraszam, czy pan mówi do mnie? Nie bardzo rozumiem o co panu chodzi? – chłopak zdziwił się nagłym spoufalaniem się kelnera z nim – Czy nie widział pan mojego przyjaciela? Wyszedłem do toalety, a on chyba wyszedł. - Nie wiedziałem, że już masz mnie za przyjaciela. Sądziłem, że nie zaprzyjaźniasz się tak szybko – kelner uśmiechnął się widząc zdziwioną twarz Rafała – Co? Pytań przybywa? – A więc przybrał postać kelnera. Tylko co będzie kiedy chłopak przyjdzie ponownie. - Dobra, wyjaśnię ci kilka rzeczy – kelner usiadł na miejscu zajmowanym wcześniej przez profesora i upił łyk stojącej przed nim czarnej kawy – Umiem czytać w myślach. Wiem, że na początku chciałeś mi przyłożyć, jestem jedną istotą w jednym ciele, a jak idziesz do toalety to wypada poczekać na pozwolenie, z grzeczności. Kultura, wiesz. Zaczekam za każdym razem kiedy będziesz miał potrzebę. Nawet ja rozumiem, że fizjologii nie oszukasz. Podpowiem ci również, że mogę przybierać postacie jedynie martwych osób, a więc prawdziwy kelner tu nie przyjdzie – osoba w kelnerze uśmiechnęła się. W jej wizerunku jedna rzecz się nie zmieniła, ciemne okulary. Jednak tym razem lepiej pasowały do młodego kelnera. - Czy ty go zabiłeś? – głupie pytanie, pomyślał – Czemu? - Bo rozpoznał starego. Studiował z tobą na roku i też miał wykłady z Czarszewskim. Nie mogłem pozwolić, żeby komuś o tym powiedział. Zrobiłaby się niepotrzebna wrzawa i nie dokończylibyśmy rozmowy. Potraktuj tę odpowiedź jako akt dobrej woli – kelner uśmiechnął się – Teraz skup się, opowiem ci o twojej koleżance i twoim współlokatorze. - Przecież Tomka potrącił samochód – zdziwił się Rafał. - A jak myślisz, kto prowadził? – uśmiechnął się ironicznie. Ding-dong. Odezwał się dzwonek u drzwi mieszkania pani Zagrzelnej. Młoda dziewczyna, opiekująca się staruszką, podniosła się z fotela wyłączając telewizor. Spojrzała przez wizjer, po drugiej stronie stał jej wykładowca od filozofii, profesor Czarszewski. Otworzyła zdziwiona, nie wiedziała, że jej pracodawczyni znała się z profesorem. - Dzień dobry, niestety pani Zagrzelna śpi. Jeżeli to coś pilnego to mogę ją obudzić. - Nie trzeba, poczekam – mężczyzna wepchnął się do środka. Zdziwiło ją chamstwo i brutalność gościa. Zawsze uważała Czarszewskiego za staromodnego dżentelmena. Bardziej niezdarnego, płochliwego staruszka, niż brutala. Dziwiły ją również jego ciemne okulary. Nigdy nie widziała, żeby nosił coś takiego. Tym bardziej, że nie pasowały do niego, a zawsze dbał o wygląd. - Czy mogę zaproponować profesorowi kawę, bądź herbatę? – zachowywała się najuprzejmiej jak mogła. Starsza pani bardzo zwracała uwagę na etykietę. Starała się, chociaż bardzo jej się ta wizyta nie podobała. - Nie kłopocz się, lepiej siedź tu i zabawiaj mnie rozmową – uśmiechnął się szeroko pokazując wszystkie zęby. Po plecach przebiegły jej ciarki. W wyrazie jego twarzy był jakiś dziwny chłód, coś przerażającego. Starał się jednak zachować zimną krew. Wiedziała, że musi się odpowiednio zachowywać, żeby nie stracić posady. Jeżeli by coś się działo, to wystarczy krzyknąć. Korytarz kamienicy cały czas patrolowany jest przez ochroniarza. Usiadła w fotelu naprzeciw profesora. Ten nadal się durno uśmiechał. Nie miała pomysłu o czym może z nim porozmawiać. - Długo pan profesor zna panią Zagrzelną? – nie odpowiedział, siedział bez ruchu z tym swoim durnym uśmieszkiem przyklejonym do twarzy – Czy jest pan może spokrewniony ze starszą panią? – znowu nic. Nie miała pomysłu o co jeszcze może zapytać. Na szczęście z opresji wybawiła ją pracodawczyni. Z sypialni dobiegały odgłosy krzątaniny, kobieta musiała już obudzić się. Marta miała już wstać i iść do staruszki, ale poczuła na kolanie zimną dłoń, jakby ktoś położył na nim połać mięsa prosto z lodówki. W gardle zrodził jej się krzyk. Odwróciła się, żeby zaoponować, zanim wybuchnie. Mężczyzna pochylał się nad nią, nie miał na oczach już swoich okularów. Spojrzała mu w oczy, to co w nich zobaczyła sprawiło, że opuściły ją wszystkie siły. Poczuła się bardzo słaba, zamknęła oczy i osunęła się na podłogę. Mężczyzna wstał i wolnym krokiem poszedł do pokoju staruszki. Zajrzał do środka. Tak jak się spodziewał, starsza pani smacznie sobie spała. Chwilę wcześniej posłużył się jedynie sztuczką, żeby odwrócić uwagę dziewczyny. Spojrzał przez ramię. Przed fotelem leżało malutkie skurczone ciałko w za dużych ubraniach. Twarz zakryta była siwymi lokami. Uśmiechnął się dumny z siebie i poszedł zająć się staruszką. xxx - A co do twojego współlokatora to ja siedziałem za kierownicą, dlatego uznano, że kierowca uciekł. Auto spłonęło, a ja się z niego ulotniłem – kelner siedział zadowolony z siebie. Sięgnął po paczkę papierosów, ale Rafał był szybszy. Schwycił je wyjął jednego, a resztę pomiął i rzucił na ziemię. - Po co mi to mówisz? - Od pewnego czasu zastanawiałeś się co jest grane. Teraz wiesz. O pozostałych osobach nie będę opowiadał, nie ma to znaczenia – spojrzał na resztki pudełka papierosów, może gdyby nie były w miękkiej paczce to by przetrwały. Tak nie miały szans. Spojrzał na ostatnią rurkę tytoniu, którą jego rozmówca trzymał w dłoni – Oddaj mi tego papierosa. Nie trzeba być złośliwym, fajki to jedyna przyjemność jaką odczuwam. - To nie poczujesz tym razem. Powiedz mi czemu to mnie dotyczy? – zacisnął rękę na papierosie. Nie zdołał jednak się zorientować kiedy kelner wstał i wyciągnął mu go z dłoni. - Nie ładnie. Nie lubię jak ktoś zabiera mi papierosy – stał już za fotelem z odpalonym papierosem w ustach – Nie byłeś zbyt grzeczny, ale i tak muszę powiedzieć ci coś jeszcze. Jesteś zbyt istotny dla mnie, nikt nie może się za bardzo do ciebie zbliżyć. Każdego twojego przyjaciela będę zabijał. Nawet nie będziesz wiedział kiedy. - Ale Czarszewski i Zagrzelna nie byli moimi przyjaciółmi. - Potrzebowałem przebrania za pomocą, którego podejdę do ciebie i tej małej. Co do starej baby to wyświadczyłem przysługę kostusze, wiesz czasami sobie pomagamy – zaśmiał się głośno ze swojego dowcipu – Żegnam – Zanim Rafał zdążył zareagować, już go niebyło. Rozpłynął się w powietrzu. Chłopak rozejrzał się, ale nikt zdawał się tego nie zauważyć. Wstał i podszedł do baru, żeby zapłacić. Jeszcze zanim zdąrzył się odezwać zorientował się, że coś jest nie tak. Cały personel był poruszony, kelnerka płakała, barman biegał z telefonem, a kucharz coś gorączkowo tłumaczył jakimś ludziom. Domyślił się, szybko, że pewnie znaleźli ciało tego biednego chłopaka. Najlepszym pomysłem na jaki wpadł było ulotnienie się. Nikt i tak nie będzie miał głowy, żeby go skasować, a po przyjeździe policji, będzie miał tylko problemy. Bezszelestnie wysunął się z lokalu i wolnym krokiem poszedł w stronę starówki. Za plecami słyszał jeszcze dźwięki podjeżdżających radiowozów i karetki. xxx W nocy obudził się cały zlany potem, znowu śnił mu się ten sam koszmar, który nawiedzał go od kiedy pamiętał. Jako mały chłopiec stoi w płonącym budynku, ma jakieś trzy, może cztery lata. Nie jest sam, jest tam więcej dzieci, około dziesięciu w różnym wieku, ale wszystkie są małe. Niektóre osoby rozpoznaje, chociaż nie wie jak się nazywają. Jest z nimi jakaś kobieta, ale ona tylko płacze. On, jeszcze jeden chłopiec i dziewczynka są spokojni. Reszta strasznie panikuje. Wtedy do sali wchodzi strażak, jednak zamiast ratować, łapie każde z dzieci i wrzuca je w ogień. Wszędzie słychać przerażające krzyki i płacz. Kobieta rzuca się na mężczyznę, ten ją uderza w twarz. Siła ciosu odpycha ją w stronę okna, wypada z niego. Strażak podchodzi do niego, ale nie jest w stanie go podnieść. Stara się zaatakować pozostałą dwójkę, ale oni go pokonują. Rozrywają ciało strażaka na strzępy i rzucają w ogień. Miażdżą kości w malutkich rączkach. Niedługo po mężczyźnie pozostaje jedynie plama krwi. Mały Rafałem nie rusza się nadal, zamyka oczy i silno ściska piąstki. Pożar zaczyna wygasać. Kiedy jest już bezpiecznie, nie ma ognia, jedynie dym i zwęglone małe ciałka, do Sali wchodzi jakaś mroczna postać. Chłopiec widzi w nim demona, postać pokryta jest zwisającą szatą. Podchodzi do dzieci. Bierze za ręce chłopca i dziewczynkę. Rafał zostaje sam. Postać odchodzi z dwoma dzieciakami, ale przy samych drzwiach spogląda na Rafała. W tej chwili chłopak się budzi. Sen jest zawsze taki sam. Nic się nigdy nie zmienia. Poszedł do kuchni po szklankę wody. Usiadł przy stole i zaczął zastanawiać się nad rozmową z tym dziwnym kolesiem. Popatrzył na swój zegarek, jak on to zrobił? Dotknął tarczy, ale nic się nie wydarzyło. Przecież to co ten gość gadał było całkiem bez sensu. Jak ktoś może mieć wpływ na starzenie się, czy odmładzanie ludzi, albo rzeczy. Może to, że tak bardzo chciał w coś wierzyć, żeby wyjaśnić ostatnie wydarzenia nakazywało mu brać pod uwagę ewentualną prawdziwość tej opowieści. Ale jeżeli to był tylko głupi żart to skąd się tam wziął Czarszewski? Co do kelnera nie miał pewności, ale profesor na pewno nie żył. Dobra, przyjmując, że wszystko jest prawdą, to czemu on jest taki istotny? Czemu on nie może mieć przyjaciół? Rozmowa nie dała pożądanych odpowiedzi, a jedynie przysporzyła pytań. Przez głowę przeszła mu myśl, że nie może mieć przyjaciół, bo ten dziwak boi się, że odnajdzie tą dwójkę dzieci ze swojego snu. Przez chwilę zastanawiał się czy to możliwe, czy ten koszmar jest w jakiś sposób powiązany z tą całą sytuacją.Uśmiechnął się na myśl tak głupią, ale ziarno nadziei zostało zasiane. Nie chciał tego głośno przyznać przed sobą, ale w głębi duszy wierzył, że to może mieć coś wspólnego z wyjaśnieniem zagadki. Z pokoju dobiegała cicho jakaś melodyjka. Początkowo nie zwracał na nią uwagi, ale po chwili rozpoznał utwór „Yesterday” zespołu The Beatles. Utwór jaki ustawił na dzwonek swojej komórki. Rzucił się, żeby odebrać. Telefon w nocy nie oznaczał nic dobrego, tym bardziej musiał go odebrać za wszelką cenę. Podniósł aparat, dzwonił numer prywatny. - Halo? - Odnajdź naszego brata – dobiegł go ściszony, prawie szepcący głos kobiecy, nie znał go - To chyba pomyłka, nie mam brata – To się nazywa szczęście w nieszczęściu. Odbierasz telefon pewny, że dowiesz się o jakieś tragedii, a tu pomyłka – siostry też nie – starał się mówić możliwie na luzie i zawadiacko. - Mamy brata Rafale, odnajdź go zanim będzie za późno. Ty musisz do niego dotrzeć pierwszy. - Kim jesteś? – ale odpowiedzi na to pytanie się już nie doczekał. Kobieta się rozłączyła. O co jej mogło chodzić, jakiego brata. Chyba, że wizja z koszmaru była choć w części prawdziwa i dwoje tych dzieci z nim to było jego rodzeństwo. Ale jeżeli tak to czemu ich nie pamięta. Zdał sobie sprawę, że z dzieciństwa niewiele pamięta. Rodzice nigdy nie opowiadali mu o tym jak był mały. Po rodzinie nie krążyły anegdoty o tym co Rafałek spsocił jak był brzdącem. Zdjęć też nie było. Rodzice twierdzili, że byli bardzo biedni i nie było ich stać na aparat, ale wszyscy mają fotki z chrzcin chociażby. Musi porozmawiać z rodzicami, miał dziwne wrażenie, że czegoś mu nie powiedzieli. Bał się do tego przyznać, ale rosło w nim przekonanie, że jest adoptowany. |
PARAPSYCHOLOGIA,DUCHY,NAWIEDZENIA,HORROR,OPOWIADANIA,STRASZNE HISTORIE,ZAGADKI,NIEWYJAŚNIONE,ŚWIADOME ŚNIENIE,DEMONY,I WIELE INNYCH RZECZY
sobota, 24 września 2011
WYŚCIG Z CZASEM CZ 1
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz