niedziela, 25 września 2011

WIEDZA PRZYRODNICZA I LUDZKA SAMOWIEDZA


WIEDZA PRZYRODNICZA I LUDZKA SAMOWIEDZA

JAKŻEŻ PRAKTYCZNA JEST ASTRONOMIA • JAKŻEŻ IDEALISTYCZNA JEST WYPRAWA KOSMICZNA
W normalnych warunkach nikt już nie czytuje żadnej publikacji przyrodniczej ani podręcznika z zakresu fizyki bądź astronomii, który został wydany dwadzieścia, trzydzieści albo więcej lat temu. Wobec zawrotnie szybkiego postępu w tych właśnie dziedzinach badań – większość ogłaszanych prac naukowych już nawet o wiele wcześniej traci na aktualności. Wiele czasopism fachowych dawno już stosuje zwyczaj podawania wraz z tytułem dokładnej daty wpływu rękopisu do redakcji, istnieje bowiem zawsze możliwość, że treść publikowanej pracy w czasie krótkiego okresu pomiędzy zakończeniem jej przez autora a wydrukowaniem, zeszytu zostanie chociażby częściowo zakwestionowana bądź skorygowana przez nowe wyniki badań, naukowych. W nowoczesnych naukach przyrodniczych istnieją takie specjalności, w jakich wydanie nowych podręczników (zwykle podaje się w takich książkach od czasu do czasu aktualny "stan wiedzy") od wielu lat już jest opóźnione z tego prostego powodu, że żadna redakcja nie może się zdecydować na podważenie wieloletniej pracy włożonej w jakieś fundamentalne dzieło, wobec ogromnego prawdopodobieństwa, że książka w chwili ukazania się będzie już znowu zdezaktualizowana. Dotyczy to nie tylko określonych dziedzin w zakresie medycyny i biologii, obecnie odnosi się to dziwnym trafem także do sfery astronomii.
Poza środowiskiem fachowców, więcej, można prawie powiedzieć: poza ścisłym kręgiem samych astronomów i astrofizyków, szeroki ogół jeszcze niemal wcale sobie nie uświadamia, że wzrastające tempo badań przyrodniczych dawno już objęło także astronomię. Wiedza o niebie, ta obok medycyny najstarsza z nauk, przez tysiące lat aż do naszych dni rozwijała się nader wolno, jako rezultat cierpliwych, wytrwałych obserwacji i obliczeń prowadzonych przez fanatyków opętanych tajemnicą rozciągającą się na nocnym firmamencie przed ich oczami i lunetami, tajemnicą widoczną i pozornie odkrytą, jednak umykającą ich umiejętności pojmowania. Nie stanowiło dla nich problemu ani nie dziwiło, że praca była mozolna i posuwała się bardzo powoli, że mimo wszelkich' wysiłków w większości przypadków zmuszeni byli zadowalać się przekazywaniem opracowanego przez siebie materiału w postaci nie wyjaśnionej następnemu pokoleniu astronomów, w nadziei że ono bądź też następne potrafi materiał ten jakoś wykorzystać; o wiele bardziej zdumiewał ich fakt, że jednak zawsze i stale udawało im się w pojedynczych przypadkach odnaleźć jakąś odpowiedź, jakieś sensowne powiązanie pomiędzy zjawiskami występującymi w owych dalekich regionach a prawidłami rządzącymi tutaj, na naszej Ziemi.
I to również zmieniło się dzisiaj gruntownie, w sposób bardziej radykalny, aniżeli potrafi to ocenić ktoś z dala stojący. Wypowiedź, że w ostatnich dziesięciu latach dokonano w dziedzinie astronomii więcej nowych odkryć aniżeli w tych kilku minionych wiekach od czasu, gdy Kopernik wykazał, że Ziemia nie jest centrum Wszechświata – można by uważać za przesadzoną, gdyby nie pochodziła od jednego ze słynnych astronomów. Istotnie, odkrycia nauki astronomii w ostatnich latach niemal się prześcigały. Charakterystyczne jest, że wydawca znanej astronomicznej książeczki podręcznej w publikowanym w roku 1967 czwartym wydaniu umieścił w wielu miejscach odsyłacze objaśniające, że opisywany stan faktyczny odpowiada stanowi badań w takim to a takim konkretnym czasie; rzecz zakrawająca wręcz na groteskę w odniesieniu do astronomii, zważywszy na dotychczasową historię tej nauki. Zresztą obfitość tych nowych zdobyczy wiedzy, następujących po sobie ustawicznie do dnia dzisiejszego, tylko w bardzo nieznacznym stopniu przypisać należy już skutkom astronautycznej techniki. Niewątpliwie tempo odkryć w zakresie astronomii niebawem przybierze na sile, skoro tylko pierwsze automatyczne obserwatoria zaczną krążyć po okołoziemskich orbitach poza atmosferą Ziemi, a przede wszystkim na niemal pozbawionym atmosfery Księżycu istnieć będzie stałe obserwatorium astronomiczne, z którego będzie można bez przeszkód obserwować Wszechświat we wszystkich zakresach częstości.
Jeszcze dzisiaj spotykamy ludzi, którzy nie mają zrozumienia dla niesłychanego wysiłku podjętego przez naszą generację w dążeniu do realizacji tych celów. Wielu kręci głową na myśl o miliardowych sumach wydawanych na urzeczywistnienie owych planów; tacy nasi współcześni, skoro tylko mowa jest na ten temat, zaczynają przeliczać, ile można by wybudować szkół za jeden jedyny wystrzał na Księżyc, ile kilometrów dróg dałby jeden falstart z Przylądka Kennedy'ego czy z Bajkonuru. Takie realistyczne i pozornie przekonywające zarzuty wynikają z niedoceniania proporcji tego, co jest rzeczywiście decydujące dla ludzkości i jej przyszłego rozwoju. Poglądy te są prowincjonalne, i to w 'znaczeniu dosłownym, nawet wówczas gdy są wygłaszane przez osobistości kompetentne w zakresie swojej własnej działalności; występują bowiem jedynie przy ciasnych horyzontach myślowych, jako wypowiedzi w ustach ludzi, którym jeszcze w ogóle nie zaświtało, jak bardzo nieograniczone i absolutnie decydujące znaczenie mają odkrycia astronomiczne. Znaczenie to zresztą nie polega wcale na jakichkolwiek praktycznych konsekwencjach, chociaż i te mogą się okazać donioślejsze i bogatsze w skutki, aniżeli się to dziś ogółowi wydaje; polega ono raczej na pewnym fakcie, dziwnym trafem jeszcze wciąż całkowicie pomijanym, nawet przez tak zwanych ludzi wykształconych. Faktem tym jest, że panujący aktualnie obraz świata, obraz, który w określonym czasie ludzkość tworzy sobie o świecie, staje się zawsze zarazem podstawą samowiedzy człowieka.
Powiązanie to zwykle uchodzi uwagi właśnie ze względu na swój podstawowy charakter. Także i wtórnie, z historycznej perspektywy, bardzo jest trudno przeniknąć przez wszystkie grube warstwy utworzone z politycznych i innych dziejowych realiów, z konkretnych wydarzeń, przypadkowych konstelacji i uwarunkowanych tradycją tendencji konserwatywnych, przeniknąć aż do owego fundamentu duchowej historii, do samozrozumienia danej epoki, aż do sensu, który sama nadawała swojemu istnieniu i pod którego wpływem działała i podejmowała decyzje. Dla naszej sprawy jest przy tym zupełnie obojętne, czy to samozrozumienie, ta interpretacja własnej egzystencji, ograniczonej w czasie przez urodzenie i śmierć, była w każdym wypadku słuszna czy też błędna i czy w ogóle istnieją i istnieć mogą kryteria stanowiące sprawdzian prawidłowości tego ujęcia. Nie interesuje nas także tutaj problem, czy w ogóle można dokonywać porównawczych ocen ducha rządzącego różnymi epokami historii albo też, czy wolno dopatrywać się postępu w jego rozwoju i jego dojrzewaniu. Ważny jest dla nas tylko fakt, że powiązanie owo istnieje, że sposób, w jaki ludzie widzą swój świat i w jaki pojmują rolę przypadająca im samym w tym świecie, ma oczywisty, a więc podświadomie zdeterminowany, a co najmniej rozstrzygający wpływ na to, jakie decyzje podejmowała ludzkość przez całe generacje.
Wyniki badań i poznanie budowy całego świata ujawniane dzisiaj przez astronomów i przyrodników, obraz, jaki sobie dzieci nasze i wnuki na tej podstawie utworzą o tym świecie i o swojej w nim roli – będzie więc rzutował w sposób niezwykle istotny; miałoby się prawie ochotę powiedzieć, że przesądzi o tym, jak ludzie w nadchodzących dziesiątkach lat będą się wzajem do siebie odnosili, jak będą oceniać samych siebie i z jakich źródeł życia psychicznego czerpać będą w swej reakcji na bezpośrednio oczekujące ich dzisiaj odkrycie tego, że zdołali już ostatecznie zająć całą pozostającą do ich dyspozycji powierzchnię Ziemi, w związku z czym we wszystkich kierunkach i na wszystkich granicach natrafiają na swoich bliźnich.
Kto raz uświadomi sobie te powiązania, nie potrzebuje już żadnego uzasadnienia tego, że sondy kosmiczne, obsadzenie Księżyca stacjami naukowymi i budowa nowych ziemskich obserwatoriów, a zwłaszcza większych radioteleskopów są ważniejsze od wszystkich innych budowli i konstrukcji, jakie dzisiaj wznosimy, ważniejsze nawet od szkół i nowych połączeń komunikacyjnych, aczkolwiek nikt nie zamierza przeczyć wielkiemu ich znaczeniu. Kto raz zrozumie, że na podstawie tych powiązań zapadają w dobie obecnej w dziedzinie nauk przyrodniczych wstępne decyzje formujące i ukierunkowujące naszą postawę wobec życia, kultury, naszych bliźnich, a przez to kształtujące dalszy przebieg historii w najbliższych dziesiątkach lat – ten z kolei z rezygnacją pokręci głową, gdy natknie się na rozpowszechniony, pozornie tak przekonywający, naprawdę jednak bardzo prowincjonalny zarzut, że należałoby "najpierw sprawy tu na Ziemi uporządkować", zanim zacznie się wyrzucać astronomiczne sumy tylko na to, aby przetransportować kilka ton ładunku na beznadziejną i wrogą życiu powierzchnię innych ciał niebieskich. Niestety to laureat nagrody Nobla przed paru laty sformułował cytowane potem wciąż od nowa zdanie, że podróże kosmiczne nie są niczym innym jak tylko wyrazem bezsensownej żądzy technicznych rekordów, tryumfem gołego rozumu, ale zarazem pożałowania godnym niedostatkiem rozsądku.
Prawda wygląda inaczej. Jakżeż może się udać ludzkości "doprowadzenie do porządku spraw tu na Ziemi", spraw coraz bardziej napiętych i chaotycznych, bez uprzedniego dokonania próby uświadomienia sobie własnej roli w obrębie całości? Jakiż ma być porządek tych spraw, jaka treść i jaka miara są tu istotne? A ten, kto nie jest w stanie zarazić się fascynacją duchowej przygody, intelektualną rozkoszą wnikania w nowe, nie przeczuwane dotąd rejony otaczającej go rzeczywistości, nawet ten zrozumie, że w dzisiejszym naszym położeniu sama tylko fotografia ukazująca kulę ziemską unoszącą się swobodnie w przestworzach, ponad wszystkimi granicami politycznymi, językowymi i ideologicznymi (ilustracja 1), może w sposób nie dający się z niczym porównać unaocznić każdemu mieszkańcowi Ziemi przynajmniej jakiś aspekt naszej sytuacji. Sama więc tylko możliwość takiego spojrzenia na Ziemię, konkretna możliwość nabrania dystansu do codziennej perspektywy, z której dotąd znaliśmy wyłącznie widownię naszych rywalizacji i sporów, mogłaby w wieloraki sposób – a w niemałej mierze także dzięki bezpośredniej wspólnocie obrazowego przeżycia być bardziej pomocną i większe rokować nadzieje aniżeli niezliczone debaty wszelkich kolegiów politycznych.
A jest to przecież bardzo oczywisty i stosunkowo prosty argument, który tu podaliśmy tylko w celu wykazania na jednym przynajmniej przykładzie, jak bardzo powierzchowne i bezmyślne jest twierdzenie – pozornie tak realistyczne i rzeczowe – jakoby wydatki ponoszone . na astronautykę były nadmierne i nierozsądne. Tych rzeczy wiście astronomicznych sum i nie spotykanego w naszych" dziejach od czasów budowy piramid i muru chińskiego wkładu ludzkiej pracy, zużywanych dzisiaj do wprowadzenia na orbitę jednego astronauty na przeciąg' kilku dni – nie można już uzasadniać żądzą technicznych rekordów. Zdjęcia powierzchni Marsa, które wykonała amerykańska sonda międzyplanetarna Mariner IV i zwrotnie nadała na Ziemię – są bezsprzecznie najkosztowniejszymi wizerunkami spośród dotychczas sporządzanych. Jednakże poza całą bezprzykładną rozrzutnością, a także poza szczegółową dyskusją nad argumentami natury wojskowej, politycznej i nacjonalistycznej, dzięki którym skłania się właściwe władze do przyznania niezbędnych miliardowych sum – kryje się w rzeczywistości zjawisko zasługujące na podziw, które powinno nas raczej napawać otuchą. Kryje się bowiem poza tym fakt, że generacja tak często oskarżana o materialistyczne i nihilistyczne nastawienie, znajduje siłę i rozpęd do mobilizowania wszystkich swych możliwości aż do ostatecznych granic dla ideowego celu, że jest gotowa i zdolna podjąć się najcięższego wysiłku dla rozszerzenia horyzontów i świadomości ludzi.
Prawdą jest, że żyjemy w epoce technokracji. Lecz nasi technicy miewają wizje. A kto dzisiaj jeszcze wciąż protekcjonalnym bądź lekceważącym tonem ubolewa, że w dobie obecnej nauki przyrodnicze objęły rolę przewodnią w zakresie ducha, ten po prostu jeszcze nie spostrzegł, że nowoczesna nauka przyrody nie jest niczym innym jak dalszym ciągiem metafizyki rozwijanej za pomocą odmiennych środków.
Niepospolite i częściowo rewolucyjne rozpoznania i odkrycia dokonane przez astronomię w ostatnich dziesięciu latach należy rozpatrywać na tle opisanych wyżej powiązań i w świetle ich znaczenia dla nas samych, naszej samowiedzy, naszej postawy życiowej. Ogromna liczba nowych odkryć w tej dziedzinie jest jeszcze daleka od przejrzystego uporządkowania. Niektóre z nich są dotąd całkowicie nie wyjaśnione i wręcz zagadkowe, mimo że są dostępne obserwacjom w postaci wymiernych i obiektywnych danych. Nie dają one razem wzięte jeszcze żadnego zamkniętego obrazu o jednolitych i zrozumiałych zarysach. Najsilniejsze pozostaje więc dotąd zawsze wrażenie zachwiania się naszego dotychczasowego widzenia świata. Jednakże zaczyna ono ustępować miejsca obrazowi Wszechświata, a z niego wyłania się ku nam zupełnie obcy i nowy Kosmos, bynajmniej nie trwający w ponadczasowym spoczynku i bezruchu, przeciwnie, Kosmos, w którym przebiegają potężne procesy rozwojowe, który ma swoją historię, do jakiej i my jesteśmy włączeni, a jej prawidła wyciskają piętno na nas samych aż do samego rdzenia naszego jestestwa. Na przykładzie kilku najważniejszych dotychczasowych odkryć pragnę dokonać próby opisania tej wspaniałej nowej perspektywy, tego ujawnienia ścisłego nierozerwalnego związku pomiędzy nami a Wszechświatem.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz