sobota, 24 września 2011

,,Rzeźnik - ponownie spotkanie"



Koścista ręka zaczęła go ściskać za szyję. Wiedział, że nie ucieknie, że zostanie tutaj na zawsze. Nikt nie dowie się o tym co tutaj się wydarzyło. Pazurami wdrapał się w drewno, którego drzazgi weszły mu za paznokcie. Zaczął piszczeć z bólu. Próbował się wyrywać. Jednak nic to nie dało. Po pewnym czasie upadł na kolana. Postać trzymała go nadal za szyję. Zaczęło mu brakować powietrza. Jego martwe i wyczerpane ciało upadło na podłogę.
Postać rozpłynęła się w mroku ciemnej uliczki.
* * *
- Czemu Mike nie przychodzi? – Denerwował się Tomi. Razem z 3 przyjaciół czekali na niego od godziny. Umówieni byli na dyskotekę jednak chłopaka nigdzie nie było na horyzoncie widać.
- Zadzwoń do niego na komórkę – Upierała się Deive.
- Nie odbiera – Powiedziała Carlla.
- To idziemy sami – Zadecydowali wspólnie i udali się w kierunku miasta.
* * *
Mężczyzna w ciemnym kapeluszu chowający się za drzewami patrzał na trójkę młodzieży. W jego głowie kłębiło się mnóstwo myśli. Co zrobi jak ich dopadnie. Jak ich zabije. Nienawidził ich.
* * *
Roztańczona młodzież szalała na parkiecie. Nikt nikim się nie przejmował. Wszyscy pilnowali własnego nosa i wypatrywali kogo poderwać następnego. Carlla usiadła za barem a obok niej Deive. Obie zamówiły coca-colę gdyż na coś mocniejszego był jeszcze za młode. Nie mogły doczekać się kiedy będą miały tę swoją upragnioną 18 ale do niej brakowało im jeszcze do niej 2 lat.
- Gdzie Tomi? – Zdziwiła się Carlla.
- Wyrywa jakieś dziewczyny na parkiecie – Uśmiechnęła się jej koleżanka.
- Zaczekaj idę do łazienki – Powiedziała Carlla i odeszła.
Weszła do łazienki. Na środku ściany wisiało duże lustro a po przeciwnej stronie 8 kabin. W jednej z nich Carlla zobaczyła jakiś cień. Nie zdziwiło jej to bo przecież każdy może korzystać z ubikacji. Weszła do jednej z kabin i zamknęła za sobą drzwi. Gdy weszła poczuła słodką woń. Spod drugiej kabiny zaczęła wypływać stróżka purpurowej krwi.
- nic tam się nie stało? – Powiedziała Carlla wychodząc – Może pomóc w czymś? – Jednak nikt nie odpowiadał. Otworzyła drzwi kabiny i pisnęła ze strachu. Obok ubikacji na ziemi leżał Mike. Jego ciało było w potwornym stanie. Do koła na ścianie kabiny, ubikacji ściekała krew. - Mike! – Krzyknęła dziewczyna – Pomocy! – Jednak kto mógł ją usłyszeć tutaj skoro na zewnątrz DJ mixował swoją muzykę. Niespodziewanie coś chwyciło dziewczynę od tyłu.
* * *
Zabójca nie myślał o tym co robił ale myślał o tym co chce zrobić. Pozbyć się tej słodkiej jak cukiereczek dziewuchy, której nienawidził pod każdym względem. Chwycił ją od tyłu i zatkał usta. Po co? Przecież i tak nikt by jej nie usłyszał ale jej krzyki doprowadzały go do jeszcze większej paranoi. Próbowała się wyrywać i w pewnym momencie jej się to udało. Podbiegła do drzwi chcąc wybiec na zewnątrz ale on drzwi zamknął. Była jego. Mógł z nią zrobić co tylko chciał. Nikt jej już nie pomoże.
- Zostaw mnie – Krzyczała ale on tylko pod maską uśmiechał się – Czego de mnie chcesz? – To pytanie nie było nowością. Każda jego ofiara pytała o to samo a on na nie nigdy nie odpowiadał. ZABIĆ! Jedyne co teraz chciał. Zza ciemnego płaszcza wyjął tasak. Dziewczyna zaczęła jeszcze bardziej piszczeć. Uderzył ją w twarz. Upadła na ziemię i zaczęła się czołgać próbując mu ciec ale on by jej na to nie pozwolił. Uderzył tasakiem raz. Krew przysnęła na białe ściany. Uderzył drugi dziewczyna zatrzymała się. Z jej ust popłynęła strużka krwi. Zemsta. Tylko o tym myślał. Uderzył ostatni raz zadając śmiertelny cios.
* * *
- Co się dzieje z Carlla? – Zapytał Timi podchodzący do baru
- Nie wiem poszła do łazienki – Popatrzała na niego i uśmiechnęła się.
- Pewnie znalazła jakiegoś kolesia – Timi ponownie udał się na parkiet. Roztańczony i nie spodziewający się co go czeka. Do koła niego roztańczone dziewczyny machające swoimi na pół odkrytymi ciałami. Bawił się świetnie.
* * *
Mężczyzna w czarnym płaszczu szedł przez parkiet. W głowie huczała mu głośna muzyka. Takie regularne bum-bum-bum. Doprowadzało go to do szału. Zabić! Myślał znowu i w końcu w tłumie znalazł wysokiego chłopaka bawiącego się na ostatniej dyskotece w swoim życiu. Podszedł do niego. Nagle otarł się o jakąś wysoką blondynkę. Popatrzał na nią. Kogoś mu przypominała. Roztańczona blondynka tanecznym krokiem podeszła do Timiego i pocałowała go. Tak to musiała być ona. Celi. Ta która dokładnie rok temu pokonała go i zabiła. Ale on jednak przeżył i teraz powrócił żeby się zemścić.
* * *
- Jak dobrze cię kochanie widzieć – Powiedział Timi i pociągnął Celie za rękę w kierunku baru
– Wiedziała, że przyjdziesz – Pocałował ją namiętnie w usta.
- Jak mogłabym nie przyjść? – Uśmiechnęła się – Witaj Deive – Dziewczyna ucałowała ją w policzek. Zamówili drugą kolejkę coca-coli i wszyscy rozbawieni śmiali się nie zwracając uwagi na to, że jakiś mężczyzna bez przerwy ich obserwuje. Nagle jakiś przystojny brunet poprosił Deive do tańca. Dziewczyna poszła za nim i znalazła się na parkiecie..
* * *
Teraz albo nigdy. Morderca odbił Deive w tańcu co dziewczynie się spodobało. Myślał tylko o jednym o tym aby się jej pozbyć. O tym żeby nikt nie widział. Powoli wyciągnął ostrze i wbił je dziewczynie w brzuch. Ona zatrzymała się na chwilę ale mężczyzna tańczył nadal aby nie wzbudzić podejrzeń. Nagle ona opierająca się mu o ramie wyszli razem z klubu.
* * *
- Deive znalazła sobie amanta – Uśmiechnęła cię Celia patrząc na koleżankę, która wychodzi przytulona z klubu z jakimś przystojniakiem w czarnym płaszczem – Pan nocy. Niezły chłopak na pewno kryje się tam.
- Nie mów tak bo czuję się zazdrosny – Powiedział Timi.
- To chyba dobrze – Powiedziała i wyciągnęła go na parkiet.
* * *
Zostawił ją gdzieś w krzakach. Była już martwa. Wykrwawiła się.
Wrócił do klubu do tej roztańczonej młodzieży, która myśli tylko o tym jak się dobrze zabawić. Wyłapał w tłumie tańcząca parę i usiadł wygodnie za barem. Siedział i patrzał się. Jego głowa była pełna nienawiści, którą chciał przelać jak najszybciej. Zabić. Tylko to się dla niego liczyło i tylko to było ważne. Nic innego. Nagle dziewczyna zaczęła grzebać w kieszeniach. Szukała komórki która do niej dzwoniła. Odebrała.
- Obserwuję Cię – Powiedział morderca.
- Kto mówi – Powiedziała rozglądając się na boki.
- Chcesz jeszcze zobaczyć Timiego? Za godzinę czekam na ciebie koło starego szpitala – Rozłączył się. Dziewczyna rozejrzała się na boki. Widział jej wzrok świdrujący wszystko i wszystkich. Wzrok pełen leku.
* * *
Wyszła z dyskoteki pod pretekstem, że musi wracać do domu. Timi został bawiąc się do końca. Nie zadzwoni na policję. Nie może, nie chce. Miki wrócił. Myślała o nim zawsze. Wiedziała, ze wróci ale żaby aż tak szybko?
Byłą już pod szpitalem. Weszła do niego. Szpital otoczony był żółto czarną taśmą policyjną. Ale to jej nie przeszkodziło.
- Siadaj – Powiedział Miki gdy weszła do środka. Na środku stał stół nakryty dwoma zastawami. Na środku paliły się dwie świeczki. W świetle tych świeczek widziała jego twarz. Nie zmieniła się ani trochę – Słyszałaś co powiedziałem? – Popatrzał na nią. Jego wzrok jednak nie był takie jak kiedyś. Był taki sam jak tego dnia gdy próbował ją zabić. Usiadła.
- Jak ci się udało przeżyć? - Zdziwiła się gdy usiadł obok niej na wolnym miejscu.
- Jak zawieźli mnie do kostnicy. Nie byłem mertwy i wtedy uciekłem. To nie było trudne - Rzekła przypatrując się jej - Chciałem Cię zobaczyć ostatni raz.
- Powinieneś się gdzieś leczyć! - Na twarzy Celli pokazały się łzy.
- Nie chcę! Tak opinia mi pasuje a zabiejanie mi się podoba - Otarł łzy z policzka dziewczyny.
Podał jej jakąś kopertę, którą otworzyła. To były zdjęcia. Zaczęła przeglądać zdjęcia i coraz głośniej dysząc.
- Zrobiłeś zdjęcia swoim ofiarą? Jesteś chory! – Gdy zobaczyła kolejne zdjęcie wstała od stołu i nie mogła uwierzyć w to co zobaczyła. Zdjęcie zmasakrowanych zwłok jego imiennik Mike leżącego w kabinie oraz zdjęcie martwej Deive w krzakach a obok Carlla – Zabiłeś ich! Zabiłeś moich przyjaciół – On popatrzał na nią i wzruszył ramionami.
- Tak jakoś wyszło! Wiesz czego jeszcze w tej kolekcji nie mam? – Spojrzał jej głęboko w oczy – Ciebie! – Podszedł do niej i popchnął ją. Ona nabiła się na wystający pręt ze starej ściany – Raz ty a raz ja. Ale ty już nie wrócisz. Nie prawda, że zemsta jest słodka?
Z ust Celli popłynęła strużka krwi oczy powoli zaczęły się zamykać. Próbowała podejść do przodu aby pręt na którym jest nabita wyszedł jej z ciała. Jednak za nim jej się to udało zobaczyła, ze Mike odszedł. Została sama. Jak ją znajdą ona będzie już martwa. Tak się świat kończy tak zamyka swoje ścieżki. Dobro nie zawsze wygrywa.

        

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz