Państwo mnichów w Grecji
Turyści odwiedzający dzisiejszą Grecję nawet nie domyślają się, że pewne miejsce
w tym kraju od ponad dziewięciuset lat jest niedostępne dla kobiet.
Tam właśnie przebywała najświętsza ze świętych.
Półwysep Agion Oros położony jest o 140 km na południowy wschód od Salonik,
w pobliżu granicy z Turcją.
Stanowi odnogę wrzynającego się w morze półwyspu Chalcidicos.
Jest to właściwie rozległy łańcuch górski z wznoszącym się nad innymi szczytem Athos.
Tu mieści się niezwykłe "państwo mnichów" mające zaledwie 140 km2 powierzchni -
i jest to najbardziej niedostępne terytorium Europy.
W jaki sposób powstała kultywowana od XI wieku tradycja zakazująca wstępu na Athos
nie tylko kobietom, ale wszelkim żywym istotom płci żeńskiej?
W czasie czterystuletniej okupacji Grecji przez Turków nawet oni, wyznawcy islamu,
uszanowali te wewnętrzne prawa klasztoru i nie ingerowali w życie odciętych
od świata zakonników wyznania grekokatolickiego.
Dzisiaj jest to już na poły wyludnione miejsce, mieszka tam obecnie około ośmiuset mnichów,
ale jeszcze sto lat temu było ich kilkanaście tysięcy.
Kompleks składa się z dziesiątków przepięknych i dobrze zachowanych klasztorów
oraz świątyń zbudowanych w stylu bizantyjskim.
Dostać się tam jest jednak bardzo trudno.
Departament ds. Kościołów w greckim Ministerstwie Spraw Zagranicznych wydaje
na dobę nie więcej niż pięć zezwoleń na przekroczenie granicy "kraju Athos".
W świątyni Simonpetra wzniesionej na miejscu dawnego kościoła św. Klemensa
znajduje się fresk przedstawiający Matkę Boską z leżącym obok, nowo narodzonym Jezusem.
Żyć tam, gdzie rzucił los
W świątyni Simonpetra wzniesionej na miejscu dawnego kościoła św. Klemensa znajduje się
fresk przedstawiający Matkę Boską z leżącym obok, nowo narodzonym Jezusem.
Tamtejsza tradycja głosi, że to miejsce uznano za święte tuż po ukrzyżowaniu Chrystusa.
Wszyscy z jego najbliższego otoczenia stali się w Judei osobami niepożądanymi i musieli stamtąd szybko uchodzić.
Z przekazów pisemnych, które przetrwały do dzisiaj w klasztorach Athos, dowiadujemy się,
że Maria, matka Jezusa, w towarzystwie dwóch apostołów, św. Jana Ewangelisty i św. Szymona,
oraz kilku innych osób udała się nad brzeg Morza Egejskiego i stamtąd łodzią podążyła w stronę Grecji.
Niestety, burza rzuciła ich na półwysep Athos, gdzie rozbili się o skały.
Nie mieli już szans na dalszą podróż, osiedlili się więc tam, gdzie los ich rzucił.
Z czasem wznieśli na prastarych fundamentach jakiejś świątyni greckiej mały kościółek pod wezwaniem św. Klemensa.
Wówczas przyjęto, że na całym półwyspie nie ma prawa przebywać żadna istota płci żeńskiej,
jako że po pobycie tam Matki Boskiej żadna nie jest jej równa.
Prawo to potwierdził około roku 1040 bizantyjski cesarz Konstantyn IX Monomach,
a brzmi ono: "Nigdy na Agion Oros (Athos) nie postanie noga kobiety ani żadnej istoty
o gładkim obliczu, ani nie będzie tu hodowane żadne zwierzę płci żeńskiej".
Gdzie narodził się Jezus?
Na miejscu pierwszego kościoła św. Klemensa wznosi się obecnie świątynia Simonpetra
(w języku starogreckim oznacza to dosłownie: Szymona Skalnika lub "ze skały").
Znajduje się w niej fresk z wizerunkiem Matki Boskiej z nowo narodzonym Synem.
Fresk, wykonany w oparciu o relacje dwóch apostołów, wyjaśnia pewną tajemnicę związaną z narodzinami Dzieciątka.
Otóż na malowidle widzimy grotę wykutą w skale, w której znajduje się postać Matki
z leżącym obok dzieckiem owiniętym ciasno taśmami z płótna, tak jak w Judei
owijano dzieci tuż po narodzeniu.
Wieś Betlejem w Judei, miejsce narodzin Jezusa, otoczona jest skałami z miękkiego tufu wulkanicznego
i tamtejsi mieszkańcy chętnie wycinali w nim swoje mieszkania i pomieszczenia dla bydła domowego.
Pomieszczenia w zasadzie nie różniły się bardzo od siebie, były jednakowo prymitywne,
ale w lecie panował w nich chłód, a zimą było ciepło.
Jezus narodził się właśnie w takiej grocie, co pokazuje fresk z Simonpetry, jednak
do naszych czasów przetrwało mylne przekonanie, iż narodził się w stajni dla bydląt.
Dar z nieba
Za panowania Rzymian, w Judei warstwy oświecone rozmawiały po łacinie,
ale lud używał prastarych języków: akadyjskiego i aramejskiego.
Do naszych czasów przetrwała nazwa tej miejscowości "Betlehem".
Określenie to pochodziło z języka aramejskiego i brzmiało "Beth - Lehem",
co znaczyło dosłownie "chleb lecących" (lub przylatujących).
W siedemna
stym roku po przybyciu na Athos, św. Szymon ujrzał oświetlający szczyt góry słup światła. Wykrzyknął wówczas (a jest to zanotowane w kronikach):
"To jest dokładnie takie samo światło, jakie stało nad Betlejem, gdy narodził się nasz Pan!"
A więc owa "gwiazda betlejemska" nie była kometą, lecz słupem światła!
Przypomnijmy sobie obraz Berta de Geldera przedstawiający chrzest Chrystusa
w Jordanie: tam też widać słup światła padający z... jakiegoś obiektu.
Słup światła nad miejscem mocy
W IX wieku zakonnicy kilka razy obserwowali pojawiające się nad pobliską zatoką Iveron światło,
spływające nocą z nieba na górę Athos lub wprost na morze.
Za którymś razem utrzymywało się tak długo, że zdążyli doń podpłynąć łódką.
Ujrzeli - jak mówią o tym zapiski zakonne - obraz Matki Boskiej tkwiący w tym świetle.
Wzięli go, skoro był im dany "z nieba", i umieścili w świątyni Simonpetra, gdzie znajduje się do dziś.
Podobne słupy światła są wielokrotnie opisywane w Biblii: wyobrażają Jahwe,
pojawiają się podczas rozmów Mojżesza z Panem, jako słup ognia sunący
przed Żydami wędrującymi do Ziemi Obiecanej itp.
Nie są obce również ufologom - obserwuje się je w momencie zbliżenia się dużych UFO do ziemi.
Wiele najstarszych świątyń na półwyspie wzniesiono na fundamentach jeszcze dawniejszych, starogreckich.
Miejsca te charakteryzowała niezwykle pozytywna i silna energia bijąca spod ziemi.
Dziś geomanci i radiesteci nazywają je miejscami mocy.
Brytyjscy badacze tajemnic Ziemi z organizacji "Center of Earth Mystery Studies"
przez pięć lat badali licznikami Geigera wszystkie silne miejsca mocy na terenie Wysp Brytyjskich.
Stwierdzili, że w okresie przesilenia letniego wypadającego w pobliżu dnia św. Jana (między 20 a 24 czerwca),
promieniowanie w tych miejscach wzrasta o około 32% w stosunku do dni poprzednich.
Czy tylko "przypadkowo" kościół pod wezwaniem św. Jana na Athos zbudowano
na fundamentach greckiej świątyni Apollina, w miejscu, gdzie istnieje najsilniejsze miejsce mocy?
Czy tylko przypadkiem właśnie tam, nad zatoką Iveron, obserwowano tajemniczy
słup światła spadający prosto "z nieba"?
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz