sobota, 24 września 2011

,,Krwawa sprawiedliwość"



Sonia pogłośniła muzykę i z komórki wysyłała sms’a do przyjaciółki z pytaniem o zadanie. Nagle usłyszała jak otwierają się drzwi. ,,Pewnie rodzice” pomyślała i nie zwróciła na to uwagi. Położyła się na łóżku patrząc w sufit. Drzwi do jej pokoju otworzyły się ale ona tego nie zauważyła leżała z zamkniętymi oczami i słuchała głośnej muzyki. Nagle cos chwyciło ją z całej siły za kostkę, szarpnęło i zaczęło ciągnąć w kierunku okna. Zobaczyła jego twarz. Młoda i piękna, nie znała go dawniej ani nigdy wcześniej nie widziała. Chłopak był wyjątkowo silny. Szarpała się i wyrywała ale to nie pomagało. Chłopak wyrzucił ją z okna.

Przez głowę Soni przebiegło jej całe dotychczasowe życie. Widziała jak szybko zbliża się ziemia aż w końcu ukazała się przed nią ciemność.
Na asfalcie leżało ciało dziewczyny. Do koła niej przez szpary w kafelkach płynęła stróżka krwi.
* * *
 Tina siedziała rano po tragedii zamknięta w swoim pokoju. Była blisko zawsze ze swoją siostrą a teraz ona odeszła. Kochała swoją siostrę tak bardzo, że ta rozłąka o mało, co nie zabiła jej. Wiedziała, że Sonia nigdy nie popełniłaby samobójstwa, ale tez nie było tutaj żadnych śladów. Włosów, odcisków palców, niczego.
Dziewczyna spojrzała na obraz, który Sonia dostała od siostry na urodziny. Coś w nim było nie tak. Przed paru laty Tina namalowała portret Soni w dziwnych kolorach. Uśmiechniętą i pełną życie. Teraz obraz jakby się rozmazał a kąciki ust zsunęły w dół. Na portrecie Sonia była smutna. Niespodziewanie z oczu Tiny zaczęła płynąć krew z obrazu wysunął się jakiś cień i objął dziewczynę. Szarpał nią na wszystkie strony a gdy Tina otworzyła oczy spostrzegła, że nad nią stoi mama.
- Usnęłaś a musimy jechać na pogrzeb – Tina odetchnęła z ulgą. Spojrzała jeszcze na obraz, aby upewnić się czy wszystko z nim w porządku. Wszystko było tak jak być powinno. Po drodze Tina bez przerwy myślała o swoim śnie.
* * *
Na pogrzebie Soni byli wszyscy. Najbliżsi jak i rodzina. Trumna stała po środku wielkiej katedry Jej wieko było otwarte. Dziewczyna umarła młodo. Zbyt młodo. Miała 16 lat i całe życie przed sobą ale leżała martwa w trumnie. Ręce ułożone na piersiach trzymały mały bukiecik kwiatów. Oczy zamknięte a usta sine. Niegdyś ciepłe i gadatliwe teraz nie wydawały ani jednego słowa. W jaki sposób umarła? Wyskoczyła z okna chcąc popełnić samobójstwo. Nikt nie wie, dlaczego. Nikomu nie udowodniono morderstwa, bo żadnych śladów nie było. Do trumny podeszła młodsza o 2 lata siostra Tina. Spojrzała na siostrę niby ze smutkiem w oczach. Nagle rozpłakała się na cały kościół i upadła na kolana. Matka podbiegła do niej i zabrała ją z ołtarza.
Następnie pochówek. Ksiądz wolno recytował mowę pożegnalną, gdy trumnę powoli spuszczano do ciemnego dołu.
Tina rozejrzała się do koła. Gdy spojrzała na młodego chłopaka stojącego pod drzewem przeszedł ją niespodziewany dreszcz. ,,To on” usłyszała głos w głowie ,, To on mnie zabił”. Powoli zaczęła odchodzić od rodziny i pobiegła w kierunku kościoła. Weszła do środka a następnie do tabernakulum. Po drugiej stronie siedział ksiądz.
- Słucham Cię drogie dziecko. -Moja siostra popełniła samobójstwo
- Tak wiem i bardzo mi przykro
- Ale ja w to nie wierze – Ksiądz mruknął ze zdziwienia – Ona daje mi jakieś znaki, że to ktoś ją zabił. Ona by nie skoczyła. Nie miałaby odwagi ani powodu.
- Nie wierz znakom. Wierzymy w to w co chcemy wierzyć. Sprawiedliwość niekiedy nie odnajdzie swojej drogi – Tina spojrzała na księdze przez kratkę. ,,Uciekaj od niego Tino, uciekaj” Usłyszała głos. Wybiegła z konfesjonału i z kościoła. Na schodach mijała młodego chłopaka, tego samego, którego widziała na pogrzebie.
- Dokąd tak biegniesz – Uśmiechnął się.
- Morderca – Chłopak wyraźnie się zdziwił. Po czym na jego ustach pojawił się uśmiech. Podszedł do Tiny – Sprawiedliwość niekiedy nie odnajduje swojej drogi – Odszedł. Tina stała jeszcze i patrzała na niego jak znika za drzwiami kościoła.
* * *
Chłopak wszedł do konfesjonału.
- Wybacz mi ojcze bo zgrzeszyłem – Nikt nie odpowiedział ale wiedział, że ktoś tam jest, ponieważ wiedział poruszającą się sylwetkę – Popełniłem grzech ciężki.
- Tak wiem ale mów dalej – Głos dobiegał z każdej strony.
- Jak ksiądz może wiedzieć skoro jeszcze nic nie powiedziałem – Nikt nie odezwał się.
Chłopak przybliżył swoją twarz do kratki nagle przed nim ukazała się zakrwawiona twarz jakiejś dziewczyny i zaczęła głośno sapać. Na kolanach chłopaka wylądowała kropla krwi kapiąca z góry konfesjonału. Potem kolejna i kolejna. Morderca wybiegł z konfesjonału. Nikogo nie było w kościele. Niespodziewanie cos chwyciło go za kostkę. Jakaś dłoń, która wyłoniła się spod ławki. Zmiażdżyła mu kostkę.
- Ty bachorze, czy to twoja sprawka? – Zaczął krzyczeć. Spod ławki wypełzła poczwara i zaczęła pełznąć się w jego kierunku. Ohydna i gnijąca. Ale on rozpoznał te oczy i te włosy. Sonia – Czego ty ode mnie chcesz? – Sonia przekręciła w lewo głowę i cały czas wpatrywała się w jego oczy.
Chłopak wstał i zaczął biec ale ta kostka zupełnie go spowalniała. Drzwi kościoła były zamknięte. Był w pułapce. Poczwara pełzła bez przerwy w jego kierunku. Odwrócił od niej głowę z gdy powrotem spojrzał nie było już jej. Czy to był sen? Niespodziewanie kolumny zaczęły wyłaniać się włosy, które chwyciły go za szyję. Następnie dłoń, która chwyciła do za ramię i złamała je. Chłopak nie zorientował gdy wisiał kilkanaście metrów nad ziemia pod kopułą kościoła. Nagle poczuł ohydny odór. Spojrzał. Przed sobą miał twarz poczwary przypominającej człowieka. Nagle włosy otaczające jego szyja puściły go. Chłopak uderzył z gruchotem o ziemię. Jeszcze żył. Widział wszystko co się do koła niego dzieje.
Do kościoła zaczęli wchodzić ludzie z pogrzebu na końcowa modlitwę. Kobiety zaczęły piszczeć a ojciec Soni podbiegł do chłopaka. Tina spojrzała w górę. I zobaczyła czarne włosy znikające w suficie. Uśmiechnęła się i wyszła z kościoła. Udała się na grób świeżo pochowanej siostry. Położyła kwiatki i powiedziała ,, Sprawiedliwość zawsze znajdzie swoją drogę”

     

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz