sobota, 24 września 2011

Historia prawdziwa – opętanie Patrycji



Niech ta historia będzie przestrogą dla wszystkich entuzjastów magii i okultyzmu.

Był ciepły, sierpniowy wieczór. W domu jak co dzień – pusto i cicho. Jedynie za oknem słychać śpiew ptaków i krzyki dzieci bawiących się na podwórku. Siedziałem na kanapie czytając mało ciekawą książkę. Moją uwagę nieoczekiwanie zaabsorbował ledwo słyszalny dźwięk. Tak, to był telefon dzwoniący gdzieś na drugim końcu mieszkania. Leniwie wstałem i prowadzony doskonale mi już znanym sygnałem odebrałem: – No cześć Damian, Wojtek z tej strony. Mamy zgłoszenie…
Ten facet to potrafi zakłócić czyjś spokój. Ale za to go właśnie lubię. Jeden krótki telefon i myślałem tylko o tym jak rozwiązać nową, interesującą sprawę, która niedługo później przerodziła się w naprawdę poważny problem.
Witam, piszę tego maila z nadzieją, że dowiem się co może być przyczyną kilku rzeczy zachodzących w moim domu. [...] Od jakiegoś czasu, moja kamienica emanuje negatywną energią. [...] Mama stara się tutaj w ogóle nie przebywać, mówi, że czuje się w tym domu bardzo źle i ucieka z niego jak może, nie potrafi tego wyjaśnić. Moja przyjaciółka, kiedy przychodzi mnie odwiedzać, momentalnie zaczyna czuć się gorzej, boli ją brzuch i także wychodzi, mówi że boi się nie wiadomo czego. [...] Od ponad dwóch i pół roku interesuję się okultyzmem. Minął jednak już chyba rok, jak całe moje zainteresowanie sprowadziło się do noszenia amuletów i pracy nad czakrami [...] Mój kot w ciągu ostatniego miesiąca coraz dziwniej się zachowuje. Zaczyna skakać jakby coś goniła albo jeży się i ucieka ze strachu, kiedy nic się nie dzieje. Czasem w nocy zaczyna miauczeć, całkiem sztywna, bez wyraźnego powodu. [...] Mam ogromne problemy ze snem. Wieczorami zaczynam nieraz słyszeć szepty, które nieraz nie pozwalają mi spać. To jedna osoba. Czasem czuję jak stoi przy mnie, lub kiedy leżę jak pochyla się nade mną. Mogę także poczuć oddech na moim policzku.
Hmmm… ciekawe – pierwsza myśl jaka przemknęła mi po przeczytaniu maila. Wojtek zareagował podobnie. Czy dziewczyna ma zaburzenia psychiczne? Tajemnicze szepty, głosy w głowie. Przecież teraz o taką chorobę łatwiej niż o grypę. Z drugiej strony nietypowy problem jest wyczuwalny także dla matki, koleżanki, nawet dla kota. Czyżby epidemia choroby psychicznej? Mało prawdopodobne. Za wszelką cenę staraliśmy się znaleźć racjonalne powody tych problemów. Nie mniej jednak, będąc zainteresowani zjawiskami paranormalnymi, nie mogliśmy przejść obojętnie wokół jej fascynacji okultyzmem.
Napiszę konkretnie co interesowało mnie najbardziej: początkowo praca z energią: czakry, tworzenie psiballi, próby rozwijania empatii, telekinezy. Później duchy – przez pewien czas chciałam nawiązać z nimi kontakt, jeden raz zrobiłam z kuzynką sens spirytystyczny, byłam jednak pewna, że dobrze nas zabezpieczyłam,(tarcze, modlitwy) więc nie myślałam, że jakiś byt mógłby tutaj pozostać, choć teraz zastanawiam się nad tym i to miałoby sens. To było może trzy lata temu. [...] Teraz odpuściłam z tym, jedyne co, to czasem wchodzę w trans oraz noszę amulety.Wczorajszego wieczoru czułam się bardzo dziwnie – bałam się, czułam jak w głowie pojawiają się podkładane myśli, a ja sama zostałam odsunięta na bok. W nocy, około godziny drugiej miałam okropny sen, na pewno z jakimś bytem astralnym, ale w tym momencie nie mogę go sobie przypomnieć. Moja siostra obudziła mnie – powiedziała, że dusiłam się i krzyczałam. Biorę pod uwagę autosugestię, jednak niczego nie chcę wykluczać.
Sprawa nabrała rumieńców. Praktyki okultystyczne, w tym wywoływanie duchów. Być może faktycznie coś jest na rzeczy? Jednak Wojtek podchodził do tego sceptycznie, nie do końca wierzył Patrycji. Wiele osób próbuje zwrócić na siebie uwagę lub po prostu pisze takie rzeczy dla żartu. Na tą chwilę ustaliliśmy dwie teorie: prymitywny dowcip albo dręczenie przez złego ducha (stadium obsesji).
Mam ogromne wahania nastrojów – od nieuzasadnionej radości, to nagłego przypływu płaczu. Najgorsze są momenty, w których coś mnie uderza i gdyby nie zdrowy rozsądek, mogłabym popełnić samobójstwo. Trudno mi to uzasadnić, to takie poczucie beznadziejności, że nic nie jest w porządku, że tak będzie lepiej.Znaczną, najznaczniejszą zmianą jest to, że zawsze byłam taką optymistką z marzeniami, miałam wielkie plany na te wakacje, a w tym momencie wszystko jest mi obojętne, te marzenia jakby nadal istnieją, ale nie mają dla mnie już większego znaczenia. Zawsze byłam samotniczką, ale miałam jakichś znajomych. Odsuwam się od nich, nie potrzebuję towarzystwa.I może jeszcze coś co mnie niepokoi: niechęć do mojej rodziny. To jest dla mnie bolesne, nie umiem wyjaśnić. Przebywając z np. mamą czy siostrą, nie myślę o nich pozytywnie, tylko: „ale kłamie”, „złote dziecko, a ja zawsze taka zła”, „powinna brać tabletki”, „nienawidzę jej”. Ale to pojawiło się stosunkowo niedawno – kilka dni temu.
Trzeci mail, a już widać światełko w tunelu. Nie jest źle, myślałem naiwnie. Jeśli odrzucimy teorię głupiego żartu, to możemy śmiało przypuszczać, że dziewczyna po prostu cierpi na depresję. Wahania nastrojów, problemy ze snem, przygnębienie, myśli samobójcze, niechęć do innych. Wszystko zmierzało właśnie do tego. Kończąc sprawę musieliśmy tylko znaleźć odpowiedź na kluczowe pytanie. Co jest powodem jej depresji?
Po mimo naszego szczerego wysiłku, odpowiedź nie chciała się pojawić. Długo o tym rozmawialiśmy z Wojtkiem, braliśmy pod uwagę wszystkie opcje, wracaliśmy do początku. Żadnej odpowiedzi.
Z wiarą jest raczej ciężko. Wcześniej byłam wierząca ale od ok. dwóch lat jakoś to zaniknęło . Od kilku miesięcy zwracam się raczej ku wierzeniom pogańskim tj czczenie przyrody , magia itd.
Czyżby powodem depresji było dręczenie przez złego ducha? Książki napisane przez egzorcystów tylko to potwierdzały. Śmiała teoria stawała się co raz bardziej prawdopodobna. Co prawda taką straszną możliwość braliśmy pod uwagę od samego początku ale nie chcieliśmy traktowaliśmy jej poważnie. Nie chcieliśmy aby sprawa mogła być tak poważna. Światełko w tunelu zaczęło przygasać.
Kazaliśmy Patrycji zaniechać wszelkich praktyk okultystycznych i pozbyć wszystkiego co mogłoby mieć z tym związek – amulety, kryształy, czasopisma, itp. Spalić, zakopać, ewentualnie daleko wyrzucić. Patrycja musiała oddalić się od źródła problemu jak najbardziej. Niestety, mieszkała na drugim końcu Polski, więc nie mogliśmy jej pomagać bezpośrednio. Nie mogliśmy jej pilnować. Do dziś nie wiemy, czy pozbyła się tych wszystkich rzeczy, o które ją prosiliśmy. Po stanowczym apelu z naszej strony kontakt ucichł na kilka dni.
Objawy nasiliły się. Nie wiem, nie chcę kłamać, czy nie są to tylko moje wyobrażenia, może coś sobie podświadomie wpajam, ale w każdym razie czuję się nie-sobą. Nie czuję się normalnie, kiedy w mojej głowie pojawiają się przekleństwa kierowane w stronę mamy. Moje myśli przez okres kilkudziesięciu minut mogą być zepchnięte kompletnie na bok i zastępują je jakieś nieskładne i agresywne urywki. Nie potrafię tego wyjaśnić, ale wiem, że czuję się beznadziejnie.Wczoraj, w ciągu jednej godziny pokłóciłam się z mamą na taką skalę, że mało brakowało bym wyszła i już nie wróciła. Potem odezwałam się do najbliższych przyjaciół wypominając im wszystko i mówiąc, że nie chcę ich znać. Późnym wieczorem byłam o krok od próby samobójczej, jednak coś przejaśniało i poszłam spać jakby nigdy nic. Zastanawiam się czy nie iść do psychologa, czy on nie rozwiązałby problemu.
Ten mail szczerze nas zaniepokoił. Pocieszaliśmy Patrycję, która mimo wszystko sama starała się zachowywać zdrowy rozsądek. Obiecywaliśmy, że sprawa już niedługo zostanie rozwiązana. W międzyczasie podjęliśmy zdecydowane kroki. Skontaktowaliśmy się z najbliższą archidiecezją, która dała nam namiary na psychologa i egzorcystę. Postanowiliśmy oddać sprawę osobom bardziej kompetentnym. W końcu chodziło o zdrowie młodej dziewczyny, a nie zabawę w detektywów.
Nie mniej jednak, aby się nie wygłupić, przed przekazaniem sprawy musieliśmy mieć pewność, że nie jest to prymitywny dowcip. Poprosiliśmy Patrycję o adres zamieszkania i numer telefonu. Niestety, ku mojemu zaskoczeniu, dziewczyna odmówiła. Wojtek od początku przeczuwał, że coś jest nie tak. Tyle czasu, rozmów, analizy miałoby okazać się całkowicie bezsensowne? Po mimo solidnego zmieszania, przedstawiliśmy Patrycji sprawę jasno: albo nawiążemy kontakt telefoniczny albo zawieszamy „współpracę”. Dzień później otrzymaliśmy maila z numerem telefonu. Rozmowy telefoniczne z Patrycją przekonały nas, że jej problem nie został zmyślony. Zatem sprawa trwała nadal.
Niestety kończyły nam się alternatywy, a problem narastał. Postanowiliśmy zaryzykować i wyłożyć karty na stół. Przedstawiliśmy Patrycji naszą interpretację wszystkich zdarzeń i zaproponowaliśmy nawrócenie. Jako katolicy mogliśmy, w zgodzie z własnymi przekonaniami, zaproponować jej jedynie taką metodę. Jeszcze tego samego dnia otrzymaliśmy odpowiedź.
Przemyślałam to wszystko i postanowiłam spróbować.
Światełko w tunelu! Takiej odpowiedzi się naprawdę nie spodziewaliśmy, zwłaszcza od osoby prawdopodobnie dręczonej. Nabraliśmy zapału, zaczęliśmy wertować książki, przeglądać strony internetowe.
W ostatnim mailu, po raz kolejny już, poprosiliśmy Patrycję o wyrzucenie wszystkiego co ma dla niej związek z magią i okultyzmem. Ostatecznie pokierowaliśmy drogą wiary i Sakramentów Świętych. Zagwarantowaliśmy również, iż jeśli tylko zechce, skontaktujemy ją z egzorcystą. Patrycja więcej nie odpisała…
Minęło kilka miesięcy odkąd młoda dziewczyna napisała do nas po raz pierwszy. Przyznam szczerze, że często myślałem o tym co się z nią dzieje. Czy faktycznie podążyła drogą nawrócenia i samotnie uporała się z problemem? Brałem również pod uwagę czarne scenariusze, z którymi niestety już kilka razy przyszło mi się zetknąć. Jej historia jest doskonałym dowodem na to, że nawet pozornie rozważne i kontrolowane praktyki okultystyczne mogą wyrządzić wiele złego. Niech będzie ona przestrogą dla wszystkich entuzjastów tejże tematyki.
Do dziś się zastanawiam na tym, skąd mogły pojawić się te wszystkie problemy u młodej dziewczyny? Czy faktycznie był to zły duch, który został „zaproszony” poprzez różne tajemnicze obrzędy? Czy Patrycja jest w tyle silna, że potrafi samodzielnie się z tym uporać? Czy może to tylko syndrom młodzieńczego zagubienia w tym jakże dziwnym świecie?
P.s. Przed opublikowaniem artykułu chciałem mieć pewność, że bohaterka tej historii nie będzie miała nic przeciwko temu, jeśli jej przypadek opublikuje. Jakże wielkie było moje zdziwienie, kiedy Patrycja odpisała: „Jasne, zgadzam się”. W dalszej rozmowie dowiedziałem się, że zaufała sile modlitwy i ma się o wiele lepiej. Jej problem chociaż jeszcze nie zniknął całkowicie to z dnia na dzień staje się co raz mniejszy. Wierzę, że pewnego dnia uwolni się od niego całkowicie.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz